Wpis w dzienniku pokładowym Seat Inca
Seat Inca 45,88
- rocznik 1999
- silnik 1.9 SDi
- moc 64 KM
- kupione używane w 2011
- przebieg 251 401 km
Tarcze "żyletki śmierci" :(
12.03.2011 240 831 km
Kategoria: inne
Witam,
Spodziewałem się że po zakupie używanego auta w dość leciwym wieku muszę liczyć się z ewentualnymi naprawami czy wymianą jakiś elementów, ale to co zobaczyłem na przodzie układu hamulcowgo sprawiło że resztki moich włosów i cebulek na głowie stanęło dęba.
Po zdjęciu koła moim oczom ukazały się wraki tarcz, wewnętrzna strona cienka jak przysłowiowa żyletka, spękania i prawie widoczne żebra wentylacji. Ja rozumiem że każdy sprzedawca, handlarz stara się ukryć wszelkie mankamenty aby nie zjechać z ceny, ale co innego podarty fotel, poplamiona tapicerka czy zaszpachlowana dziura a co innego elementy mające wpływ na bezpieczeństwo. Tym bardziej że na to coś co dawno temu było tarczami, ktoś założył niedawno nowe klocki z premedytacją narażając zdrowie czy życie nabywcy, w tym przypadku moje a może i innych użytkowników dróg których mogłem spotkać lecąc na czołówkę z zablokowanym kołem. Pomijam fakt że auto oczywiście już w kraju miało zrobiony przegląd i oczywiście w/g dokumentów wszystko jak zwykle było OK. Zgroza ... :(
Na szczęście mam już to za sobą - zaaplikowałem nowy komplecik ... :) tak żeby się dobrze śmigało.







Ostatnia aktualizacja: 12.03.2011 01:56
Komentarze (12)
Dobrze, że nie było potrzeby sprawdzania tych tarcz podczas gwałtownego hamowania. Lepiej nie wiedzieć, co mogłoby się wtedy zdarzyć...
Do Sagittario: Wiec mamy podobne stanowisko w tej sprawie
Jak to mawiają: Ufaj bogu, ale samochód zakluczaj
Do NOE-ANGEL: Taki był i jest właśnie cel zamieszczenia informacji o tym fakcie. Gdybym ślepo ufał diagnoście, sprzedawcy czy jakiejkolwiek innej "niezależnej" opinii to dalej jeździłbym z przeświadczeniem że wszystko jest OK. Inną sprawą jest to że ktoś - ja nie wiem kto, czy właściciel-sprzedawca w Holandii, czy handlarz z Polski, czy ktokolwiek inny z pełną świadomością co robi, założył nowe klocki na tarcze w takim stanie. Z pewnością nie trzeba być mechanikiem, specem czy inżynierem żeby mieć świadomość że takie tarcze już dawno nie powinny się znajdować na tym czy innym samochodzie. Swoją drogą diagnosta sprawdza również samochód od spodu, chociażby zawieszenie, a tarcze widać z dołu bez zdejmowania koła, dlatego przypuszczam że samochód nawet nie był na stacji diagnostycznej bo ja widząc coś takiego nie wziąłbym odpowiedzialności za poświadczenie sprawności auta.
Jeździ: Nissan Qashqai "QQ"
Robi się ciekawy wątek na temat sprzedaży używanych. Sprzedając Nubirę dałem absolutnie pełną dokumentację. Nie tylko możliwość wglądu w faktury serwisowe (auto firmowe), do tego książka serwisowa (z kompletem wpisów), do tego mój opis auta z zaletami, wadami. Daję słowo, że wszystko opisałem rzetelnie. nie miałem się czego wstydzić, dobre auto, dobrze serwisowane z jedna wadą - miało już 12 rok.
Jeśli by ktoś pomyślał, że to atut, taka dokumentacja,to się myli. Chyba bym szybciej sprzedał ten samochód siedząc cicho i zastosował zasadę: zobacz, oceń, podejmij decyzję. Żaden z oglądających mi nie wierzył, wietrzył podstęp. W efekcie, auto sprzedałem koledze, do nauki dla syna
. Za takie pieniądze mogłem go dać tylko znajomemu.
Diagnosty nie ma co winić, bo jego obowiązkiem jest stwierdzić czy w obecnej chwili auto hamuje poprawnie. Jeszcze nie widziałem aby w którejkolwiek stacji kontroli pojazdów diagnosta odkręcał koła aby sprawdzić stan tarcz czy klocków. Sprawdza tylko siłę hamowania. No i każdy kupujący wie że niezależnie od zapewnień sprzedającego lepiej jest sprawdzić stan auta i materiałów eksploatacyjnych takich jak paski płyny tarcze czy klocki hamulcowe. Zdecydowanie taniej jest ponieść takie koszty niż ryzykować poniesienie kosztów zaniedbań czy niewiedzy poprzednich właścicieli.
do lawender: Proszę, przeanalizuj troszkę rynek, poczytaj o tym, co się dzieje, jak wygląda zakup używanego samochodu i nie broń tych złodziei. Jak ktoś sprzedaje samochód bez tarcz hamulcowych tzn. że albo jest złodziejem-sprzedawcą, albo idiotą. Trzeciego wyjścia nie ma.
Nie zgodziłbym się z oczenianiem na kazdym kroku sprzedawcy. No chyba, że postępuje świadomie, z premedytacją.
Na moim przykładzie, jako sprzedawcy mogę powiedzieć, bez unoszenia się ambicją, że motoryzacja nie jest moją mocną stroną. Nie ignoruję najdrobniejszych oznak "że coś jest nie tak" (moja Żona twierdzi, że jestem nawet przewrażliwiony na punkcie wsłuchiwania się we wszystkie dźwięki podczas jazdy) i wychodzę z założenia, że płacąc mechanikom, diagnostom, i innym znawcom tematu znam stan techniczny mojego auta.
Przed publikacją ogłoszenia o sprzedaży Małej Mychy, wybrałem się na stację diagnostyczną celem potwierdzenia, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Skoro niezależny diagnosta, powiedział po rzetelnym (w moim odczuciu), badaniu, że wszystko jest "cacuś-glancuś", a ja, laik, z własnych obserwacji nie mam zastrzeżeń, to znaczy że musi tak być.
Być może, skoro w Twoim przypadk, Seat posiadał ważne badania techniczne, to winić można diagnostę za wprowadzenie w błąd sprzedawcy?
Nie chciałbym aby kupujący oczerniał moje nazwisko, gdyż ja według swojej najlepszej wiedzy oferowałem w 100% sprawny samochód. Mając poprarcie fachowców, dałem zapewnienie o bezawaryjności. Kto wie, czy nie wstąpiłbym na ścieżkę procesową.
Jak mawiał mój profesor - "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia"
Nie wyciągajmy pochopnie wniosków.
Do fjerzy: Tak jak napisałem na wstępie - spodziewałem się napraw czy też wymiany niektórych elementów i to nie podlega dyskusji, tak samo jak to że niestety nie zawsze wszystko można dokładnie sprawdzić, wszystko zależy od warunków. Natomiast lekcja jak najbardziej pozytywna - nie ma się co śpieszyć i sprawdzić wszystko dwa razy
ale po tarczach widac ze na jednym kole nie równo łapią zaciski bo tarcza nie jest równo miernie zdarta, radził bym tez sprawdzic uszczelniacze i tłoczki w zacisku
Troche juz cieniutkie byly... Dobrze, ze nie musiales awaryjnie hamowac,bo roznie by to sie moglo skonczyc...
Jeździ: Nissan Qashqai "QQ"
240 tys, to faktycznie niewiele. Wiem, bo swoją nubirą miałem podobny, a to moje auto nie zarabiało na siebie rozwożąc towar, tylko wożąc mnie, żonę i psa. Kupując auto, pewnie podpisałeś klauzulę, że stan techniczny auta jest Ci znany. Od tego momentu to już pretensje do siebie, krytyczne uwagi na temat sprzedającego, to jak strzelanie sobie samobója - ignorancja nie jest cnotą, tylko wadą.
Piszę to, bo jeśli już nie zrobiłeś najlepszego interesu w życiu, to przynajmniej, może, pobierzesz jedną z ważniejszych nauk z tego uczynku
.
mały przebieg jak na sdi dostawczego. tarcze przy kupnie to można paluszkiem dotykać chyba że sie nie chce ktoś pobrudzić
Publikacje
Polecane
pierwsze podziękowanie serdeczniasto chcem pocienkować wszystkim za to , sze prom mi …
2011-06-24
32 komentarze
19 ocen
Wymiana oleju silnikowego Renia dostała dziś nowiutką"krew"i"wątrobę"do swojego"serduszka". Olejek(ELF COMPETITION 10W40) + filterek.
2010-10-05
189430 km
2 komentarze
1 ocena
2009-12-17
173630 km
10 komentarzy
6 ocen
Wymiana kółek zimowych na letnie. Nadszedł czas na wymianę zimówek na letnie.Renia dostała nowe kółeczka.
2010-03-29
178275 km
3 komentarze
3 oceny
Tarcze + Klocki No nareszcie zakupione wcześniej części są już zamontowane :) Wolfee …
2010-09-02
169500 km
1 komentarz
3 oceny


edytuj komentarz



