Redakcja2.0 - motogazeta społecznościowa

Polacy nagminnie jeżdżą za szybko

Udostępnij
  • Badania, raporty i analizy

    2010-01-25, (rb), fot. Renault
  • Co szósty robi to zawsze, a co czwarty przekracza limity aż o 50 km/h.
  • Ignorancja wobec limitów prędkości narzuconych przez przepisy ruchu drogowego i znaki drogowe stanowi poważny problem społeczny w Polsce i jedną z najważniejszych przyczyn nagłych zgonów i niepełnosprawności. Okazuje się, że 71% kierowców w Polsce przekracza dozwoloną prędkość, a co czwarta osoba jeździ o ponad 50 km/h szybciej niż pozwalają na to przepisy. Takie są wyniki sondy przeprowadzonej przez Szkołę Jazdy Renault i serwis moto.onet.pl, w której oddano ponad 85 tysięcy głosów.

     Polacy nagminnie jeżdżą za szybko

    Na pytanie – „Czy przekraczasz dozwoloną prędkość?" – zaledwie 4% osób odpowiedziało „nigdy", a opcję „rzadko" wybrało 25% uczestników. Pozostałe osoby przyznały, że jeżdżąc przekraczają dozwoloną prędkość, w tym aż 17% kierowców zadeklarowało, że robi to zawsze. Jednocześnie, odpowiadając na drugie z pytań – „O ile zdarza ci się przekraczać dozwoloną prędkość?" – aż 28% osób przyznało, że jest to ponad 50 km/h.

    Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault: „To bardzo niepokojące wyniki. W dużej mierze wynikają one z braku świadomości kierowców, jak tragiczne skutki może mieć zbyt szybka jazda".

    Robert I. Bielecki, dziennikarz motoryzacyjny: „Jestem zaskoczony tak ´niskim wskaźnikiem´ przekraczania limitów prędkości. Wystarczy zobaczyć ekran z prędkościami przemieszczania się telefonów komórkowych operatora sieci albo obserwować sytuację na drodze aby przekonać się, że szybciej niż dopuszczają przepisy jeździ ponad 90% kierowców w Polsce, przy czym najwięcej z nich o 10-20 km/h. Zabrakło pytania gdzie przekracza się dozwoloną prędkość o 50 km/h – w terenie zabudowanym, czy może na autostradzie, bo to kolosalna różnica. O ile 100 km/h w mieście to praktycznie terroryzm, to 180 i więcej km/h na pustej autobanie, z dala od zjazdów i wjazdów, to nic zdrożnego, o ile tylko auto jest tylko w bardzo dobrym stanie technicznym."

    W tym miejscu warto przypomnieć, że co trzeci wypadek w Polsce, do którego doszło z winy kierującego został (oficjalnie) spowodowany niedostosowaniem prędkości do warunków ruchu. W samym 2008 roku, tylko z tego powodu doszło do blisko 12 tysięcy wypadków, w których zginęło 1 638 osób, a ponad 17 tysięcy zostało rannych. Pod tym względem, w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, tradycyjnie zajmujemy od lat jedno z ostatnich miejsc w Europie, a od zachodniej części kontynentu dzieli nas prawie przepaść. To są fakty i z nimi nie można polemizować. Poza tym określenie niedostosowanie prędkości do warunków ruchu zamyka pole do jakiegokolwiek manewru. Jeśli nawierzchnia ma koleiny albo droga jest nieodśnieżona itp., to należało dostosować prędkość do takich warunków – tak uważa policja, a za nią m.in. firmy ubezpieczeniowe. Czy rzeczywiście powodem była zbyt duża w danej chwili prędkość czy może zły stan techniczny pojazdu (ok. ¾ ma złe ciśnienie w kołach, co ma olbrzymi wpływ na zachowanie się pojazdu np. przy nagłym omijaniu przeszkody, ale i w czasie hamowania czy jazdy w zakręcie), kierowca zagapił się, rozmawiał, jadł albo pił, a może zabrakło zwykłego treningu w szkole jazdy, to już osobna sprawa, która przy mniejszej prędkości mogłaby się nie wydarzyć – słusznie zauważają policjanci.

    W kraju, w którym katolicy stanowią mają wg szacunków (brak oficjalnych danych) nawet 88% społeczeństwa, trzeba przypomnieć, że nieprzestrzeganie przepisów kodeksu drogowego, w szczególności znaczne przekraczanie limitów dozwolonych prędkości jest grzechem ciężkim. W czerwcu 2007 r. Papieska Rada ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących ogłosiła „Wskazania na temat duszpasterstwa drogowego", w których za grzech uznano takie zachowania kierowców, jak: nieuprzejmość, obraźliwe gesty, obelgi, przekleństwa, utrata poczucia odpowiedzialności, rozmyślne łamanie przepisów kodeksu drogowego, w tym szczególnie przekraczanie dozwolonej prędkości (kwestia winy za jazdę po pijanemu pozostaje poza jakąkolwiek dyskusją czy interpretacją). Takie samo zdanie prezentują polscy biskupi, a bardzo podobnie wypowiadali się także duchowni innych wyznań, nie tylko chrześcijańskich.

    Jazda z dużą prędkością jest bardzo niebezpieczna nie tylko dla kierowcy i jego pasażerów, ale także dla innych uczestników ruchu – pieszych, cyklistów, motocyklistów i podróżujących pojazdami. Pieszy, uderzony przez samochód jadący z prędkością blisko 50 km/h, ma ok. 55% szans na przeżycie, ale na ogół jako niepełnosprawny, np. bez nóg. Jednak przy uderzeniu z prędkością ponad 70 km/h prawdopodobieństwo przeżycia spada praktycznie do zera – podaje www.transport.govt.nz. Takie są fakty i nie podlegają dyskusji. Warto o tym pamiętać, ponieważ każdy kierowca bywa także pieszym, podobnie jak wielu jego bliskich.

    W komunikacie Szkoły Jazdy Renault wielokrotnie użyto określenia „nadmierna prędkość", które uważam za dalece niewłaściwe i utrudniające dialog z większością kierowców (skoro 71% przyznaje, że jeździ szybciej niż dozwolone, to bezspornie stanowią oni dominującą większość). Prawie każdy kierowca jadący szybciej niż pozwalają na to przepisy wcale nie uważa, że to coś nagannego – jego zdaniem była to prędkość bezpieczna, ponieważ on nie płaci mandatów albo „potrafi tak jeździć i... tyle lat nic się nie stało". Pamiętajmy, że tzw. typowy/przeciętny prowadzący w Polsce uważa się za (bardzo) dobrego kierowcę, a lepiej jeżdżą może tylko Robert Kubica czy Bryan Bouffier (Rajdowy Samochodowy Mistrz Polski w latach 2007, 2008 i 2009).

    Na koniec trzeba zauważyć, że Polacy jeżdżą obecnie wolniej niż 5 czy 10 lat temu, zwłaszcza w stosunku do potencjału użytkowanych pojazdów. Głównie w terenie zabudowanym, o co przecież chodzi najbardziej. Coraz więcej kierowców jeździ ekonomicznie, a w miastach mamy coraz więcej korków – a to znacznie zmniejsza ryzyko kolizji i wypadków. Wyraźnie poprawia się także kultura i technika jazdy, a pospolite jeszcze 20 lat temu prowokowanie do ścigania się stopniowo odchodzi w niepamięć, czy raczej przeniosło się z publicznych dróg na nielegalne i legalne wyścigi na odosobnionym albo zamkniętym terenie, z „czatami" przed policją, ale zatrzymującymi także przypadkowych kierowców chcących wjechać na dany teren w chwili wyścigu – to może nienormalne i nielegalne, ale odpowiedzialne wobec innych. Na przestrzeni 10-20 lat widać poprawę, ale jeszcze bardzo dużo musi się zmienić, aby było dobrze.

    Maksymalne prędkości z jakimi mogą poruszać się samochody osobowe i lekkie ciężarowe (dmc do 3,5 t) po drogach w Polsce:
    Strefa zamieszkania: 20 km/h (wewnętrzne drogi osiedlowe, parkingi pod hipermarketami itp.), uwaga: piesi często mają tu pierwszeństwo (np. na placach), o czym często „zapominają" kierowcy
    Obszar zabudowany: 50 km/h w godzinach 5:00 – 23:00 i 60 km/h w godzinach 23:00-5:00
    Obszar niezabudowany:
    Droga dwujezdniowa o co najmniej o dwóch pasach przeznaczonych dla każdego kierunku ruchu oddzielonych barierą lub pasem zieleni (oddzielenie linią nie wystarcza) oraz ekspresowa jednojezdniowa: 100 km/h
    Droga ekspresowa dwujezdniowa: 110 km/h
    Autostrada: 130 km/h
    Pozostałe drogi: 90 km/h
    Znaki drogowe mogą ograniczać dozwoloną prędkość do mniejszych wartości.

  • (rb), fot. Renault
 
 
 

Opony letnie w najlepszych cenach!

Polacy nagminnie jeżdżą za szybko

Podpis:

Dodaj komentarz