Formuła 1

F1 - Technika

Znaczenie testów

Wielka gra przed pierwszym grand prix.

Stajnie F1 inwestują ogromne ilości czasu i pieniędzy w testowanie bolidów prawie przez cały rok, zwłaszcza przed nowym sezonem. Nic nie może pozostać dziełem przypadku. Aby zweryfikować niezawodność, wyniki symulacji komputerowych i rezultaty osiągniętych z modelami w tunelach aerodynamicznych konieczne są jazdy na torze. Te ostatnie nie zawsze potwierdzają laboratoryjne wyniki, co świadczy o niedoskonałości metod symulacji lub zbyt niskiej jakości odwzorowania bolidów w używanych w tunelach modelach. Na szczęście nie wszystko da się przewidzieć za pomocą oprogramowania i komputerów, ponieważ w przeciwnym razie rywalizacja na torze przestałaby być emocjonująca, a kierowcy przestaliby być głównymi aktorami jednymi z najpopularniejszych sportowych przedstawień, jakimi są wyścigi Formuły 1.

Czy wyniki osiągane w czasie przedsezonowych testów mają jednak znaczenie praktyczne dla kibiców? Tak, ale często bywają niepotrzebnie przeceniane. Dają dobry ogólny pogląd na układ sił, ale już wyciąganie na ich podstawie daleko idących wniosków byłoby błędem. Dlaczego? Nigdy nie wiadomo ile paliwa mają poszczególne bolidy w baku, ile ważą – nikt tego nie bada poza wyścigami, jak ustawione są ograniczniki prędkości obrotowej silnika, dobrane przełożenia biegów itd. Jedne zespoły chcą w danym dniu dobrze wypaść przed sponsorami, względnie pokazać że dany kierowca jest niezwykle szybki (mówiło się tak po zeszłorocznych testach Michaela Schumachera), i pokazują cały swój potencjał, być może nawet więcej niż to możliwe w czasie wyścigu, podczas gdy inne wolą pozostać w cieniu ukrywając prawdziwe tempo swojego bolidu i decydują się na jazdę ze znacznym obciążeniem albo z obrotami ustawionymi niżej niż pozwala regulamin. W pewnym sensie przypomina to grę dyplomatów, blefujących aby osiągnąć zamierzone wrażenie w mediach lub na konkurentach (aby skłonić ich do stosowania nieprzetestowanych dostatecznie rozwiązań), względnie ukrywających najlepsze atuty dopiero na pierwszy weekend sezonu. Do tego dochodzi poznawanie bolidów przez kierowców, którzy zanim „wycisną" z maszyny pełnię możliwości muszą ją najpierw poznać i razem z technikami dostroić do swoich potrzeb i możliwości. Niektóre stajnie stwarzają swoim zawodnikom olbrzymie możliwości w tym zakresie, np. bolidy McLarena przejechały już w tym roku łącznie ok. 10 tys. km testowych, podczas gdy auta walczącej o byt stajni Super Aguri mniej więcej dziesięć razy mniej. Jak widać, jedni mają co sprawdzać i udoskonalać, a inni nie mają za co opłacić toru. Pewne wydaje się tylko jedno – jeśli dany bolid jest wolny albo psuje się w czasie testów, to nie odegra decydującej roli w mistrzostwach.

Trzeba pamiętać, że testy wiążą się ze znacznie większym niż w przypadku wyścigów zagrożeniem dla kierowców. Wypróbowuje się bowiem nowe części i eksperymentuje z ustawieniami, a to oznacza zwiększone ryzyko awarii, a w konsekwencji wypadnięcia z toru. W ostatnich latach wielokrotnie dochodziło już do groźnych wypadków z olbrzymimi prędkościami, także z udziałem najlepszych zawodników, ale na szczęście obywało się bez poważniejszych konsekwencji – m.in. dzięki zapewnieniu odpowiedniego zaplecza medycznego. Nie wolno jednak zapominać, że to co działa i sprawdza się w komputerze, może zawieść w realnym świecie. Dlatego właśnie symulacja nigdy nie zastąpi testów.

O rzeczywistej szybkości bolidów poszczególnych stajni przekonamy się nad ranem 16. marca, kiedy odbędzie się pierwszy wyścig sezonu 2008. Dopiero wtedy okaże się, która ekipa projektantów wykonała najlepszą pracę, i o jakie miejsca mogą walczyć kierowcy poszczególnych zespołów. Przed weekendem w Melbourne nic nie jest przesądzone, a projektanci i technicy do ostatniej chwili pracują na pełnych obrotach doskonaląc swoje konstrukcje.

(rb)

zdjęcie do Znaczenie testów
Dopiero w czasie wyścigów przekonamy się o układzie tegorocznych sił.