Historia marki Chevrolet
-
Historia motoryzacji
2011-12-13, Michał Rogoziński - William Durant... Początkowo wszyscy kojarzyli go z wnukiem jednego z pierwszych gubernatorów stanu Michigan. Ale szybko uległo to zmianie. Urodził się w 1861 roku i już w latach 90' zaczął odnosić pierwsze sukcesy, ale nie w sporcie, jak to zwykle bywało u założycieli różnych marek samochodowych, a w sprzedaży - powozów konnych. Były naprawdę niezłe, sprzedawały się dobrze na całym świecie. Interes kręcił się na tyle dobrze, że w 1904 roku William przerzucił się na produkcję samochodów - założył Buick Motor Co. Sam chyba był zdziwiony jak przedsięwzięcie nagle ruszyło do przodu. W ciągu zaledwie czterech lat dorobił się tak ogromnego majątku, że stworzył jeszcze kilka innych marek - Cadillaca, Oldsmobila i Oaklanda. Ciężko mu było nad tym wszystkim zapanować, dlatego w 1908 roku założył jeszcze jedną, ogromną firmę, do której podpiął wszystkie pozostałe. Nie wiedział jeszcze jakiego giganta motoryzacyjnego stworzył - to było General Motors.
Wadą wysokich stanowisk w ogromnych przedsiębiorstwach jest to, że można je porównać to krzesła w tramwaju – łatwo można je stracić. I zwykle na koniec jeszcze zostać zbluzganym, że się miejsca wcześniej nie ustąpiło. William został zwolniony z General Motors po potężnym kryzysie bankowym w 1910 roku. Ale nie poddał się, ponieważ poznał Louisa Chevrolet. Louis pochodził ze Szwajcarii, ale wyprowadził się za młodu razem z rodziną do Francji, a w końcu wyemigrował do Ameryki… Zresztą coś chyba było na rzeczy, bo jego dwaj młodsi bracia zrobili później tak samo. Louisowi poszczęściło się i zaczął się ścigać – był w tym na tyle dobry, że trafił nawet w 1909 roku do teamu Duranta z General Motors. Ciągle jednak marzył o tym, by stworzyć markę firmowaną swoim nazwiskiem. Jak na ironię Durant stracił wtedy pracę i postanowił mu pomóc – w 1912 roku powstał model Classic Six serii C. Luksusowy, drogi i szybki samochód Chevroleta. Jednak to nie wystarczyło, by Louis kontynuował współpracę z Durantem.
Nie wiadomo o co tak naprawdę poszło, ale Louis pozostawił Williamowi prawa do nazwy marki i… zniknął. Ostatecznie osiadł w Indianapolis i w sumie na dobre mu to wyszło, bo stał się legendą tamtejszych wyścigów, w których brał udział – Indianapolis 500. Durant w tym czasie zaczął wprowadzać nowe, tańsze modele, aż w końcu stwierdził, że rynek przystępnych cenowo aut będzie jego nowym celem. Chevrolet 490 był tak tani, że zaczął konkurować z Fordem T. Dzięki temu firma zaczęła przynosić ogromne zyski, a Durant postanowił odbić posadę w GM, którą stracił. A miał dobrą kartę przetargową – jego firma samochodowa liczyła się na rynku.
Ciężko stwierdzić jak dokładnie do tego doszło, ale w 1918 roku William znowu zaczął zarządzać General Motors, a marka Chevrolet została oficjalnie włączona do spółki. W tym samym roku zaczęła też produkować półciężarówki, dzięki czemu jej oferta stała się jeszcze bardziej kusząca. Co ciekawe – po dwóch latach Durant znudził się nadzorowaniem motoryzacyjnego giganta i po prostu odszedł. Założył własny koncern – Durant Motors. Miał chyba słabość do zarządzania kilkoma firmami naraz, dlatego produkował auta marki Star, Flint, Durant, Locomobil i Mason. Sporo ich było, ale i tak wszystkie upadły podczas wielkiego kryzysu w 1933 roku. William wtedy nie był już młodym człowiekiem, miał ponad 70 lat, a mimo to dalej myślał o interesie, dlatego… założył kręgielnię. Postanowił nawet rozwinąć ją w sieć. I ożenił się w wieku 81 lat... Co prawda długo żoną się nie nacieszył, bo w 1947 roku dostał zawału i zmarł na terenie Nowego Yorku, ale przynajmniej zaprzeczył tezie, że każdy, kto żyje ciągle na wysokich obrotach, wcześnie umiera. A co się stało Louisem Chevrolet?
Od wyjazdu do Indianapolis Louis ciągle się ścigał. Samochody budowali mu jego bracia, ale jeden z nich zginął w wypadku. Wtedy Chevrolet zajął się konstruowaniem urządzeń do kontrolowania prędkości w autach wyścigowych. Produkował nawet silniki lotnicze, jednak krach na giełdzie dobił jego interes i Louis postanowił wrócić do fabryki Chevroleta w Detroit. Względny spokój jak na ironię zakłócił spokój całkowity – Szwajcar zmarł w 1941 roku z powodu komplikacji cukrzycowych. Natomiast firma, którą założył, miała się całkiem nieźle.
Zarząd GM uznał, że Chevrolet może być ekonomiczną marką odnoszącą spore sukcesy na całym świecie. A raczej taką miał wizję, którą postanowił zrealizować. I udało się – Chevrolet stał się globalnym koncernem, który pod koniec lat 20’ miał fabryki w wielu miastach, w tym w Warszawie. Na obrzeżach Bombaju zaczęły nawet zjeżdżać z taśm produkcyjnych autobusy, a Ford ostatecznie został w tyle pod względem sprzedaży. Przez kolejne lata producent stale udoskonalał swoje konstrukcje – wprowadził niezależne zawieszenie przednie, całkowicie stalowe nadwozie, a także wpadł na ciekawy pomysł. Wziął pod lupę jedną ze swoich ciężarówek i na jej podstawie stworzył… kombi. Co wyszło z takiej dziwnej mieszanki? Model Suburban Carryall, który prezentował zupełnie nową klasę samochodów – był jednym z pierwszych SUVów!
Podczas II Wojny Światowej Chevrolet skupił się głównie na produkcji ciężarówek. Jednak po jej zakończeniu osiągnął nowe sukcesy – w 1955 roku stworzył silnik V8 „small block”. Co w nim takiego niezwykłego? To jedna z najlepszych jednostek stworzonych przez koncern, w późniejszym czasie żaden inny motor nie napędzał tylu zwycięskich samochodów wyścigowych, co ten. Zresztą już 2 lata później producent unowocześnił swoje silniki i wprowadził do nich mechaniczny wtrysk paliwa – pierwszy na amerykańskim rynku w autach masowych. Jednak nie skończył z eksperymentami, bo w 1958 roku powstał Chevrolet Corvair – miał motor chłodzony powietrzem umieszczony z tyłu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że żadne inne amerykańskie auto nie było skonstruowane w ten sposób. Wysoka sprzedaż tak bardzo wzbogaciła Chevroleta, że ten zabrał się za projekt samochodów dla wybrańców.
- ... ciąg dalszy na następnej stronie
Historia marki Chevrolet
Podpis:
Polecamy!
Kilka dni testu redakcyjnego najnowszej generacji Porsche 911 przeleciały szybko, jak 4,3 sekundy, w...


Newsletter - zapisz się!


galeria
dodaj do ulubionych
poleć znajomemu
wydrukuj artykuł
zapisz się do newslettera






