Na wariackich papierach - Mercedes 190 SL
-
Kultowe Wozy
2005-05-04, Marcin Zasada - Mniejszy brat ultrasportowego modelu 300 SL nigdy nie miał ambicji, by stać się pojazdem wyścigowym. Znacznie lepiej czuł się na słonecznych, miejskich bulwarach. Może właśnie dlatego sławą dorównał swojemu legendarnemu krewniakowi.
Jak głosiła pewna anegdota z lat sześćdziesiątych, „jeśli jakieś europejskie auto trafiło do Stanów Zjednoczonych, to pewnie stał za tym Max Hoffmann”. Rzeczywiście, niezależny importer samochodów na rynek amerykański utorował Za Oceanem drogę takim markom, jak: Austin-Healy, Jaguar, Volkswagen, Porsche, Alfa-Romeo i BMW. Oczkiem w głowie były jednak dla niego Mercedesy. To on uparł się, by ich producent zbudował w końcu prawdziwie sportowy wóz, który skutecznie konkurowałby z amerykańskimi „ścigaczami”. Tak właśnie powstał model wspaniały model 300 SL. Niemal równolegle powstawał też 190 SL, ulubione auto hollywoodzkich gwiazd i gwiazdeczek.
Max negocjator
Hoffmann był nie tylko utalentowanym sprzedawcą samochodów, był też ich znawcą i wielkim miłośnikiem. Jego niezawodny instynkt handlowy, legendarne wyczucie w połączeniu z urokiem osobistym i znakomitymi umiejętnościami negocjacyjnymi sprawiały, że otwierały się przed nim wszystkie drzwi.
Max od zawsze chciał importować do USA Mercedesy. Było to o tyle zaskakujące, że powojenna oferta niemieckiego producenta nie była zbyt wyszukana. Auta spod znaku trójramiennej gwiazdy były solidne i potężne, czyli zupełnie odwrotne od tych, które Hoffmannowi podobały się najbardziej. A Max cenił przede wszystkim małe, zwrotne samochody sportowe. Dzięki znakomitym kontaktom z szefami koncernu Daimler-Benz w krótkim czasie doprowadził do urzeczywistnienia swoich marzeń.
8 dni w tygodniu, 48-godzinna doba
Droga do tego celu nie była jednak usłana różami. Początkowo konstruktorzy Mercedesa chcieli zbudować 190 SL na bazie modelu 180. Gorącym orędownikiem tej idei był dr Fritz Nallinger. Hoffmann, który nigdy nie czuł respektu przed wielkimi nazwiskami, skwitował ten pomysł krótko: „Nic z tego nie będzie”. Nadwozie 180 było zdecydowanie za długie i zbyt ciężkie.
Premierę modelu 190 SL zaplanowano na luty 1954 roku. Szefowie niemieckiego koncernu przyrzekli Hoffmannowi, że auto będzie gotowe na nowojorski pokaz motoryzacyjny. Tymczasem jeszcze we wrześniu roku 1953 cały projekt był w powijakach. Rozpoczął się wyścig z czasem. Konstruktorzy Mercedesa żartowali potem, że każdy ich dzień z ośmiodniowego tygodnia pracy trwał po... 48-godzin. „Czekał na nas ogromny ciężar obowiązków i wielka próba wydajności. Do dziś jestem pod wrażeniem niesamowitej wprost pracy zespołowej, która była możliwą tylko dzięki wspólnym rozważaniom, stałemu kontaktowi i krótkim decyzjom. Najczęściej wystarczała krótka rozmowa telefoniczna. Mimo to i tak nie potrafię zliczyć tych wszystkich bezsennych nocy, jakie wtedy przeżyliśmy” – wspominał po latach prof. Hans Scherenberg, szef konstruktorów Mercedesa.
Ma być gotowy na luty
W listopadzie 1953 roku fabrykę w Untertukheim odwiedza Max Hoffmann. Dr Fritz Konecke raz jeszcze składa mu stanowcze przyrzeczenie, że obiecany mu model 190 SL będzie gotowy na luty. Nallinger tylko złapał się za głowę i zwrócił uwagę zarządowi koncernu, że w takiej sytuacji prototyp zostanie zmontowany bez wymaganej normalnie dokumentacji rysunkowej. Zaznaczył też, że przed rozpoczęciem produkcji do Mercedesa powinny nadejść zamówienia. „Jeśli okazałoby się, że brakuje chętnych na ten wóz, nie ma co zaczynać produkcji” – wyjaśnił inżynier.
- ... ciąg dalszy na następnej stronie
Na wariackich papierach - Mercedes 190 SL
Podpis:
Jak wygram w totka 6 to kupuje!!!!Najladniejszy Merc wszechczasow......
1 rok temu napisz odpowiedź
Polecamy!
Kilka dni testu redakcyjnego najnowszej generacji Porsche 911 przeleciały szybko, jak 4,3 sekundy, w...
Ekologiczne uzupełnienie oferty - Peugeot 3008 HYbrid4Peugeot 3008 stanowi pomost między kompaktowymi kombi i crossoverami. W przeciwieństwie do miejskich...


Ocena:
Newsletter - zapisz się!

galeria auta:




dodaj do ulubionych
poleć znajomemu
wydrukuj artykuł
zapisz się do newslettera








