Pontiac Trans Am - coś więcej, niż tylko samochód
-
Kultowe Wozy
2011-09-19, Lukasz_Kochanek - Istnieją samochody, które kupuje się za namową głosu rozsądku. Samochody, które w bardzo bezpiecznych i komfortowych warunkach są w stanie swoimi małymi, zredukowanymi do granic możliwości, wysokoprężnymi silniczkami turbodoładowanymi dowieźć nas w dowolne miejsce zużywając przy tym śmieszne ilości paliwa. Samochody transportery - nic poza tym.
Jednak ta konstrukcja, o której zamierzam napisać dzisiaj kilka słów, nie ma absolutnie nic wspólnego z samochodami do przewożenia. No może poza wyglądem. Ta maszyna nie służy do przemieszczania się z miejsca na miejsce. Ta maszyna służy do dawania motoryzacyjnej ekscytacji, motoryzacyjnego orgazmu.



Historia jednego z najbardziej charakterystycznych aut w dziejach amerykańskiej motoryzacji zrodziła się w 1967 roku. Wówczas Pontiac, należący do General Motors, rozpoczął produkcję auta, które dzieliło platformę z innym kultowym dziełem na czterech kółkach – Chevroletem Camaro. Firebird oraz jego bardziej wysublimowana wersja ochrzczona mianem Trans AM (produkowana w latach 1969 – 2002) współtworzyły mit amerykańskich muscle car.



Pierwsza generacja Firebirda produkowana była w latach 1967 – 1969. Druga generacja wyjechała na drogi w 1970 roku i święciła triumfy aż do 1981 roku. W międzyczasie (w 1977 roku) w amerykańskich kinach zagościł kultowy już dzisiaj film drogi z Burtem Reynoldsem i Sally Field pt. „Mistrz kierownicy ucieka”. „Bandzior”, bohater owej komedii, w drodze przez kilkanaście stanów Ameryki Północnej nieustanie „dawał w kość” stróżom prawa prowadząc Pontiaca Trans Am napędzanego monstrualnym silnikiem V8 o pojemności 6.6 l. Od tego momentu sprzedaż sportowego auta Pontiaca poszybowała w górę, a Trans Am zyskał miano auta kultowego.



Jednak kariera filmowa sportowego auta Pontiaca dopiero nabierała rozpędu. General Motors, zachęcony sukcesem kinowym poprzedniej generacji Trans Ama, poszukiwał nowego tytułu kinowego, który pomógłby wypromować najnowsze dzieło Pontiaca. W tym samym czasie Universal Studio poszukiwało obsady dla swojego najnowszego projektu telewizyjnego, pełnego spektakularnych i widowiskowych pościgów.



W 1982 roku rozpoczęła się sprzedaż Trans Ama trzeciej generacji, który jednocześnie został osadzony w roli głównej w niesamowicie popularnym w latach 80-tych serialu telewizyjnym „Knight Rider”(„Nieustraszony”). Ówczesne bożyszcze kobiet, David Hasselhoff, odziany w czarną skórzaną kurtkę, za kierownicą „podrasowanego” Trans Ama siał postrach wśród przestępców i złoczyńców. Sprzedaż Trans Ama ponownie wystrzeliła w górę.
W 1993 roku na rynku pojawił się kolejny, czwarty z kolei, Trans Am. Podobnie jak poprzednicy, także i ta generacja modelu zaskakiwała agresywną sylwetką, która już z daleka dawała do zrozumienia, że ten Pontiac skrywa pod maską jednostki generujące niesamowite emocje. Jednak poziom sprzedaży ciekawie nakreślonego auta okazał się daleki od oczekiwanego. W 2002 roku zdecydowano się zakończyć produkcję Trans Ama, nie wprowadzając na rynek następcy…



Trans Am w każdej generacji wzbudzał niesamowite emocje. Po części wynikało to z przyciągającej oko i zawadiackiej stylistyki, jednak w największej mierze uwaga skupiała się na aucie za sprawą jednostek napędowych. Szczególnie tych najmocniejszych, ośmiocylindrowych, które nie tyle mocą, co momentem obrotowym potrafiły wyzwolić w każdym fanie czterech kółek najbardziej niesamowite emocje. Napęd na tylną oś oraz potężna nadwyżka mocy sprawiały, że każdy Trans Am na życzenie potrafił zacząć jeździć bokiem i generować ogromne chmury dymu z palących się opon. Przy tym wszystkim wydawał z siebie charakterystyczny dla widlastych jednostek ośmiocylindrowych dźwięk, którego nie sposób pomylić z niczym innym.
Amerykańskie samochody jakoś nigdy najbliższe mojemu sercu nie były. Dlaczego? Po pierwsze wydawało mi się, że potrafią zrujnować niejeden budżet domowy apetytem na paliwo. Po drugie, przez swoje kolosalne rozmiary jakoś nie bardzo pasowały mi w roli poręcznego auta do miasta. I na dobrą sprawę każdy z tych argumentów ma jak najbardziej uzasadnienie w rzeczywistości. Jednak, jak to bardzo często w życiu bywa, głos rozsądku to jedno, a krzyk serca to drugie. Firebird i Trans Am to samochody, których nikt nigdy nie wybierał z rozsądku. To samochody, które kupowane były za sprawą żądzy. Żądzy posiadania czegoś, co sprawi, że zwykła podróż do nudnej pracy stanie się niesamowitym przeżyciem. Jak mówią właściciele – „nie istnieją absolutnie żadne logiczne przesłanki, by jeździć autem tego typu: jest drogie w eksploatacji, niewygodne, kapryśne, nieporęczne, wcale nie aż takie szybkie i wymaga nieustannej troski”. A jednak wszyscy je kochają. Dlaczego? Może właściciele sami się wypowiedzą…
Fot.: www.firebirdgallery.com
- Lukasz_Kochanek
Pontiac Trans Am - coś więcej, niż tylko samochód
12 komentarzy
10 dyskutujących
Podpis:
Odezwał się koleś od Mini Cooper'a, który jara się przyśpieszeniem w 9s od 0 do 100. Myślisz, że to dużo? Mam od kilku miesięcy niepozornie wyglądającego Mustanga GT z 1991 roku kupionego za śmieszne pieniądze a teraz na turbo Garrecie. Co z tego, że lakier jest wypłowiały i fotele są wytarte, gdy autko które już ma swoje lata wciąż kopie d takim lansującym się frajerom? Prawdziwy mężczyzna nie patrzy na wykończenie, jakość użytych materiałów, i naprawdę o Mini zazdrosny nie będzie. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że Mini się toczy bo miałem okazję jechać jako pasażer i nawet spoko to idzie, ale demonem prędkości nie jest a kosztuje sporo jak na takie auto.
Trans Am to legenda z charakterem, to samochód dla osoby, która nie zważa na komfort, a bardziej oczekuje radości z samej jazdy
2 dni temu napisz odpowiedź
Odgrzewając kotleta... Ostatnią generacją z ogromnym umiłowaniem jeździł jeszcze bodaj Jimmy Trivette w Strażniku Texasu.
1 miesiąc temu napisz odpowiedź
Ostatnia generacja, przod oraz linie ma wspaniala, typowy sportowy woz z charakterem...ale tyl to wygalda jak w Hyundaiu Coupe - jest okropny
2 miesiące temu napisz odpowiedź
własnie dzisiaj jezdziłem takim trans-amem IV generacji. Nie jest to szczyt wygody a juz na pewno nie oszczednosci paliwa, ale mało jest osób, które na jego widok, czy dżwięk silnika sie nie odwrocą na ulicy. Auto zwija asfalt przy kazdej predkosci, a wyprzedzanie innych samochodów trwa 1-3 sekund. Niebezpieczne narzedzie w rękach niedoswiadczonego kierowcy
6 miesięcy temu napisz odpowiedź
Typowy muscle car - dobry, jeśli będzie się tylko przyspieszać na prostych, a nie skręcać albo hamować
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
V6 jest dla babć :D W Firbirdach te silniki w ogóle nie jadą. Jak już to tylko V8. Ale niestety tylko na prostej. Bo tyłek zbyt łatwo się uślizguje. Zapewne poprzez stosowanie sztywnego tylnego mostu. Generalnie auta amerykańskie, a w tym rzeczone F-Body, mają niepowtarzalny klimat... ale tylko te starsze generacje. Nowsze.. no cóż. Wypadają blado, np. przy BMW 540i, które po przerobieniu wydechu bulgocze tak samo, ma więcej mocy, pali tyle samo, ale jest komfortowym i praktycznym sedanem, lub kombi. F-Body na polskich drogach to kara. Coś o tym wiem, bo miałem dwa Firebirdy V8. Teraz mam amerykańskiego klasyka na niedzielę, a BMW na codzień i to jest optymalne połączenie. Pozdrawiam.
PS: Dla fantasty Mariana, to stary.. amerykańskie V8 robione przez upalonego, czy pijanego murzyna nie są bardziej trwałe niż nowoczesne silniki europejskie. Praktycznie dopiero 4ta generacja SBC (LS1 i nowsze) oferuje jako taki poziom wykonania i rozwiązań technicznych. No zgodzę, się, że pewne zmiany już poczyniono w LTkach, ale starsze konstrukcje to żenada. Nic nie jedzie a wahę pali na darmo. Słabe to jest. Jestem też fascynatem aut amerykańskich, ale po 10latach bycia "w klimacie" potrafię spojrzeć krytycznie na pewne sprawy.
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Radość z jazdy. Gigantyczne przyśpieszenie silnika takie jakby od niechcenia. Praca silnika gdzie czujesz że silnik z lekkością nabiera gigantycznej mocy. Silniki V6 czy V8 które eksploatowane całe lata nie mają oznak zużycia. To trzeba poczuć, pojeżdzić amerykańskim potężnym autem by to zrozumieć.
To nie są samochody dla estetów i gejów tylko dla twardzieli
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Cóż , są tacy którzy kochają jeździdełka a są tacy którzy pomruk v ósemki , dla których samochód to nie tylko przyrząd do przemieszczania się
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Do ~Michal: Nadal twierdzę, że ten Pontiac to wielkie g****.
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Do ~Michal: Auto dla bab. Każdy zazdrosny tak mówi. Po prostu lubię, kiedy samochód jest doskonale wykończony i prowadzi się nieziemsko, jak żaden inny samochód w swojej klasie. Po Twoim profilu sądzę, że Tobie zostaje rower, bądź komunikacja miejska :D
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Do Azikata:
Odezwał się znawca, co jezdzi autami dla bab :D
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Stary, amerykański złom - to naprawdę coś więcej niż samochód.
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Polecamy!
Kilka dni testu redakcyjnego najnowszej generacji Porsche 911 przeleciały szybko, jak 4,3 sekundy, w...


Ocena:
Newsletter - zapisz się!

galeria auta:
dodaj do ulubionych
poleć znajomemu
wydrukuj artykuł
zapisz się do newslettera






