Nasz serwis internetowy oraz podmioty z nim współpracujące takie jak reklamodawcy, firmy badające rynek, dostawcy usług oraz treści, korzystają z plików Cookies zapisywanych na Twoim urządzeniu w celach identyfikacyjnych, reklamowych oraz statystycznych. Dzięki temu możemy między innymi dostosować wygląd strony do indywidualnych potrzeb użytkowników. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies. Instrukcje zmiany ustawień dla najpopularniejszych przeglądarek znajdziesz tutaj: Chrome, Firefox, Internet Explorer, Opera i Safari. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie przez nas mechanizmu Cookies, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Więcej informacji możesz znaleźć w Polityka prywatności.
Kliknij aby zamknąć
Gorące tematy:

Nasze porady

Samochód po wypadku - kupić czy szukać innego?

dodano: 09.06.2013, autor: Łukasz Szewczyk, kategoria: Nasze porady
Zainteresowani zakupem używanego samochodu marzą o znalezieniu regularnie serwisowanego auta z pierwszej ręki i z niskim przebiegiem, które oczywiście nie brało udziału w poważniejszej kolizji bądź wypadku. Znalezienie takiego "okazu" jest możliwe, ale... mało prawdopodobne.

Każdego dnia przez europejskie drogi przelewają się rzeki pojazdów. Kierowcy nie zawsze są w pełni skoncentrowani i popełniają błędy. Dochodzi też do losowych awarii samochodów. W efekcie mamy do czynienia z kolizjami i wypadkami. W ułamku sekundy lśniąca karoseria i skomplikowana mechanika potrafi zamienić się w masę pogniecionej stali.

Zakres strat bywa różny. Nierzadko wystarczy wymienić lub polakierować kilka części, a samochód odzyska dawny blask. Przy poważniejszych „dzwonach” niezbędny staje się pomiar punktów stałych nadwozia oraz mechaniczne naciągnięcie odkształconych elementów, które pod wpływem odpowiednio przyłożonej siły powrócą do fabrycznego układu. To niezwykle ważne. Pamiętajmy, że profesjonalnie przeprowadzona naprawa powypadkowa nie ogranicza się wyłącznie do odbudowania zewnętrznej części samochodu.

Znacznie bardziej ważne jest to, czego nie widać. Geometria punktów mocowania zawieszenia, ram pomocniczych oraz podzespołów mechanicznych nie może być zaburzona. Jeżeli układ będzie odbiegał od fabrycznego, auto przestanie się właściwie prowadzić, a wyregulowanie geometrii zawieszenia może być trudne lub niemożliwe.

Naprawa powypadkowa sama w sobie nie jest czymś złym – niektórzy blacharze porównują ją do wizyty u chirurga lub ortopedy. Producenci samochodów przewidują możliwość naprawiania pojazdów. Wytwarzają elementy karoseryjne, podłużnice oraz przeróżne profile, a autoryzowane warsztaty otrzymują wskazówki dotyczące technologii napraw. Haczyk tkwi w kosztach. Zakup nowych elementów oraz wspawanie, przynitowanie lub wklejenie ich w konstrukcję pojazdu jest czasochłonne i skomplikowane, ale możliwe. Z tego powodu nie każdy samochód, który wziął udział w wypadku jest „jeżdżącym złomem” czy „trumną na kołach”. Wszystko zależy od stopnia, w jakim uległ uszkodzeniu oraz fachowości dokonanej naprawy.

Im młodszy samochód uległ uszkodzeniu, tym większa szansa, że zostanie profesjonalnie naprawiony. Kiedy auto ma sporą wartość, orzeczenie „szkody całkowitej” nie jest proste. W przypadku starszych aut koszt fachowego usunięcia uszkodzeń zbliża się do wartości pojazdu, więc ubezpieczyciele nie widzą sensu w finansowaniu takich napraw. Problemy pojawiają się też, gdy sprawca zdarzenia nie zainwestował w polisę AC. Kiedy za naprawę przychodzi zapłacić z własnej kieszeni, próbuje się ograniczyć jej koszt. Ewentualne samochód jest sprzedawany, a próbę cięcia wydatków na remont podejmuje ktoś inny. Im bardziej zredukuje koszt wizyty w warsztacie blacharskim, tym większym zyskiem przy sprzedaży pojazdu będzie mógł się cieszyć...

Serwisy ogłoszeniowe ułatwiają filtrowanie ofert. Zaznaczając „bezwypadkowy” albo „unfallfrei” z listy wyników wyszukiwania wyeliminujemy samochody, które brały udział w wypadkach. Oczywiście tylko teoretycznie, gdyż informowanie o bezwypadkowości nawet poważnie uszkodzonych aut jest nagminne. Handlarz złapany „za rękę” na podawaniu nieprawdziwych informacji oczywiście twierdzi, że nic nie wie o przeszłości samochodu, samodzielnie nie dokonywał napraw, a sprzedawany towar jest w pełni sprawny.

Osoby sprzedające własne auto, które uczestniczyło w zdarzeniu drogowym, jednak zostało po nim rzetelnie naprawione, często uczciwie informują o historii pojazdu. Na życzenie zwykle są w stanie udostępnić zdjęcia obrazujące stopień uszkodzeń oraz faktury dokumentujące wizytę w warsztacie. Warto o tym pamiętać, nim kolejny raz zaczniemy filtrować wyniki wyszukiwania z parametrem „bezwypadkowy”.

Stan wielu samochodów w Polsce jest mizerny. Zainteresowani zakupem używanego samochodu mają tego świadomość. Nawet jeżeli nie decydują się na oględziny w warsztacie, samodzielnie starają się odrzucić auta z poważniejszymi wadami. Często pierwszym etapem oględzin jest przyjrzenie się powłoce lakierniczej na drzwiach, zderzakach i błotnikach. Kontrolowaniu sprzyjają coraz niższe ceny elektronicznych mierników grubości lakieru. Pod lupę bywają brane także szczeliny między elementami karoseryjnymi. Trzeba pamiętać, że większość zewnętrznych elementów nadwozia wymienia się łatwo, szybko i względnie tanio. Znacznie ważniejszy jest stan podłużnic, progów, słupków nadwozia, dachu czy podłogi bagażnika. Jeżeli te elementy noszą wyraźne ślady interwencji blacharsko-lakierniczej, to znak, że auto było poważnie uszkodzone, a priorytetem podczas naprawy był koszt usługi.

Jak powinna postąpić osoba zainteresowana zakupem używanego samochodu? Z listy zakupowej należy skreślić przede wszystkim auta z uszkodzonymi elementami konstrukcyjnymi – podłużnicami, słupkami dachu, płytą podłogową, dachem... W przypadku niejasności nie warto oszczędzać i oddać auto na fachowe oględziny do warsztatu.

Czy z listy zakupowej należy już na wstępie wykreślać auta ze statusem „powypadkowy”? Świadomy zakup pojazdu, który został fachowo naprawiony po zdarzeniu drogowym będzie zdecydowanie lepszym rozwiązaniem od inwestycji w „niebitą igłę”, która mogła zostać złożona z kilku samochodów.

fot. BMW