Samochodowe porady prawne - dyskusja

Progi czyli leżące gliny...

  • kropi
  • Witam,

    czy istnieją jakieś obowiązujące parametry dla progów spowalniających? Takie jak np. max. wysokość, kształt, etc.

    Problem polega na tym, że nasza kochana Administracja (Osiedle Młodych w Łodzi) zainstalowała takie progi, że za każdym razem gdy przejeżdżam, to skóra mi cierpnie jak słyszę własne podwozie.
    Wydaje mi się, że takie ustrojstwo jak już musi to niech będzie - owszem, czemu nie - ale nie powinno stanowić zagrożenia dla pojazdu!

    Wiem, że w Holandii są na to przepisy. Jak się najedzie na taki niderlandzki próg z właściwą prędkością, to się go prawie nie zauważa. Jak zbyt szybko - potrafi wybić zawieszenie.

    A jak jest u nas? Co można zrobić w tej sprawie? U kogo interweniować?

    Dzięki i pozdrawiam.

  • KRP Marcin Milczarek
  • Szanowny Panie
    Rozporządzenie Ministrów Transportu i Gospodarki Morskiej oraz Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 21 czerwca 1999 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych w § 85. pt.1. określa, że znakami drogowymi poziomymi są umieszczone na nawierzchni linie ciągłe lub przerywane, pojedyncze lub podwójne, strzałki, napisy, symbole i inne linie związane z oznaczaniem określonych miejsc na drodze oraz punktowe elementy odblaskowe.
    Jak widać §85 pt.1 nie wymienia tzw. „garbów” jako poziomych znaków drogowych. Natomiast § 93 wymienia znak o nazwie P-25 „próg zwalniający” oznacza on wypukłość na jezdni zastosowaną w celu spowolnienia ruchu pojazdów. Jako wyjaśnienie zasady działania takiego progu ustawodawca używa następującego komentarza : jest to urządzenie techniczne w formie przeszkody umieszczonej na jezdni w celu spowolnienia ruchu pojazdów.
    Konstrukcja takiego progu oczywiście powinna odpowiadać wymogom bezpieczeństwa. Taki próg powinien być ułożony na drodze w taki sposób, aby najazd na niego przy maksymalnej dozwolonej prędkości na danym terenie nie powodował uszkodzenia zawieszenia pojazdu. Każde inne rozwiązanie jest niezgodne z przepisami. Jeżeli kierowca w momencie najazdu na taki „chopek” zachował należytą prędkość, a mimo to podwozie jego samochodu zostaje uszkodzone to taką przeszkodę należy uznać za niebezpieczną dla ruchu drogowego.
    Zakładam, że nie tylko Pan cierpi z powodu tych przeszkód na drodze, jeżeli tak to należy najpierw zebrać kila – kilkadziesiąt podpisów pod wnioskiem , o którym za chwilę i następnie należy zwrócić się do instalatora takich „spowalniaczy” czyli do Administracji Osiedla Młodych w Łodzi z wnioskiem o modyfikację lub instalację nowych progów odpowiadającym wymogom bezpieczeństwa ruchu drogowego. Należy w momencie składania wniosku umotywować swoje stanowisko i domagać się zdemontowania niebezpiecznych przeszkód i w ich miejsce zainstalowania nowych bardziej przyjaznych dla Państwa samochodów.

  • kropi
  • Dzięki za odpowiedź

    W zasadzie tego właśnie się obawiałem - chodzenia po ludziach z kartką i zbierania podpisów...

    Ciekawa jest swoją drogą konstrukcja przepisów prawa - to obywatel - czyli JA - musi udowadniać, że nie jest wielbłądem - czyli nie ma halucynacji co do istnienia garbów o niewłaściwej konstrukcji - prosząc współobywateli o potwierdzenie faktu swojej nie-wielbłądowatośći. Tak skonstruowany dowód nie wprost zanosi przed oblicze J.M.Urzędnika, itp, itd...

    Między wierszami Pana odpowiedzi (cytuję...Jeżeli kierowca w momencie najazdu na taki „chopek” zachował należytą prędkość, a mimo to podwozie jego samochodu zostaje uszkodzone to taką przeszkodę należy uznać za niebezpieczną dla ruchu drogowego...) - być może na wyrost - doczytałem się, że najlepiej byłoby najechać na ten próg z zalecaną prędkością 20 km/h (Jezzzzus Maria!), połamać samochód, po czym udowodnić, że to właśnie tam (a nie np. na trasie Bolesławiec-Wrocław) dzieło zniszczenia zostało dokonane.

    Łudziłem się w swojej naiwności, że wystarczy np. poinformować dzielnicowego czy jakiegoś inspektora czegośtam.........

    A tak przy okazji - z tym Bolesławcem mi się skojarzyło.... Załóżmy, że stamtąd właśnie wróciłem, no i pojawiły się kłopoty z zawieszeniem. Jaka jest trasa na tym odcinku chyba nie musze pisać, dość że od 1939 chyba nic tam nikt nie robił za wyjątkiem jeżdżenia.
    A że jest to autostrada, prędkość dozwolona: 130 km/h.
    Załóżmy więc, że rzeczywiście coś mi się zaczyna w autku psować - jak należałoby się zabrać do próby odzyskania $$$ (i od kogo? wojewoda dlnśl?), czy jest to w ogóle możliwe, czy ktoś to robił, czy się udało itp, itd...
    Pytanie na razie jest raczej teoretyczne, bo już minął tydzień od powrotu i jeszcze nic się nie stało, ale nast. razem... kto wie?

    Pozdrawiam