Hiszpańska mucha dla całej rodziny
-
Raporty z jazd
2006-04-05, Łukasz Bąk
Zdjęcia: Autor - Czy jazda czymś, co przypomina skrzyżowanie samochodu ze stękającym pieskiem, może być podniecająca? Tak, i to nie tylko dla kierowcy, ale dla całej familii.
Hiszpanie to fajny naród. Są serdeczni, mają temperament, którym można by obdarować z pięć innych nacji, a do tego słyną z poczucia humoru. Dokładnie taki sam jest Seat Toledo. Już przy jego projektowaniu hiszpańscy inżynierowie musieli świetnie się bawić. Stwierdzili najwyraźniej, że dowcipem i oryginalnością pobiją konkurencję, i trzeba przyznać, że sztuka ta udała im się znakomicie. Toledo wygląda tak, że trudno go pomylić z jakimkolwiek innym samochodem. Według producenta jest sportowym sedanem, ale tak naprawdę powinien trafić do segmentu N, czyli „Niewiadomoco", bo to ani sedan, ani kombi, ani van. Patrząc z boku, przypomina raczej pieska, który podczas spaceru załatwia to, co każdy pies załatwiać powinien.



Hiszpańska psina ma kontrowersyjną sylwetkę, ale na szczęście nie jest brzydka. Jej zadziorny pysk jasno daje do zrozumienia, że nie należy do „pokojowych przytulanek". Jest raczej typem myśliwego, który uwielbia drogowe polowania. Agresywności dodają mu ostre przetłoczenia na bokach i 16-calowe łapy. Tylko ten kuper... Ni go przypiął, ni przywiązał.
Przemytnik
Jednak nawet tył Toledo może się podobać. Tyle że dopiero po otworzeniu wielkiej klapy bagażnika. Wtedy oczom ukazuje się doskonale zaprojektowana 500-litrowa przestrzeń bagażowa. Jej walory doceni przede wszystkim ten, kto w kufrze zwykł wozić kupę – za przeproszeniem – dupereli. Tutaj każda szmatka, śrubka, zapasowe żarówki czy gaśnica znajdą dla siebie odpowiednie miejsce i nie będą tańczyły na zakrętach od burty do burty. A wszystko dzięki podwójnej podłodze bagażnika. Tam, gdzie w innych autach znajduje się już koło zapasowe, w Seacie kryje się ok. 60-litrowa przestrzeń z praktycznymi, ruchomymi przegrodami („zapas" też jest, ale głębiej). Takie rozwiązanie może okazać się szczególnie przydatne, gdy wakacje będziemy spędzali w kraju, gdzie papierosy i trunki wyskokowe są znacznie tańsze niż nad Wisłą. Kilka butelek czy kartonów ponad stan będzie można łatwo ukryć przed oczami celników, a w przypadku ewentualnej wpadki tłumaczyć, że tak wygląda zestaw do naprawy przebitej opony, jaki oferuje Seat. Jednym słowem, „mrówki" będą zachwycone.



Słonie też, bo w środku Toledo oferuje więcej miejsca niż wybieg w zoo. Za kierownicą Hiszpana wygodną pozycję zajmie nawet „Pudzian", a na kolana wciśnie mu się jeszcze jego osobista cheerleaderka. To chyba jedyne auto, w którym nie miałem maksymalnie obniżonego fotela, a mimo to – przy wzroście bliskim 2 metrom – nad głową miałem więcej miejsca niż w vanie. Wystarczy 5 sekund, by ustawić siedzisko w wygodnej pozycji. A siedzieć się chce i to bardzo, bo sportowe fotele (płatne ekstra 2,5 tys. zł) są jak garnitur szyty na miarę. Przytulają się do ciała z każdej strony, obłapiają nawet za barki, jakby chciały powiedzieć: „nie wypuszczę cię, dopóki sobie porządnie nie poszalejemy". Oczywiście z podobną czułością obmacują pasażera(-kę), a nawet pasażerów… z tyłu. W miejscu, gdzie w normalnych autach znajduje się wersalka à la PRL, do Toledo wstawiono dwa sportowe „kubełki", pomiędzy nimi coś, co przypomina taboret, a w rzeczywistości jest rozkładanym, praktycznym podłokietnikiem. Dwie osoby będą miały cudownie, ale ta, która usiądzie w środku, może ubiegać się o odszkodowanie. Cóż, pięcioosobowym rodzinom pozostaje wybór wersji ze zwykłymi fotelami. Ponadto nie zniszczą one ubrań, bowiem tkanina, której użyto do wykończenia wersji Stylance, jest chropowata, przez co może powycierać niektóre ciuchy. Na dżinsach może to wyglądać modnie, jedna jeśli spotka to wieczorową suknię wybranki naszego serca, możemy mieć nieprzyjemności... Ale w końcu do teatru i na bale nie jeździ się codziennie.
Za to każdego dnia trzeba będzie obcować z czymś, co Hiszpanie nazywają „obiciem deski rozdzielczej". A to nic innego jak tani plastik z fabryki pod Pekinem – twardy i nieprzyjemny w dotyku. Jedyny jego plus to fakt, że z powodzeniem udaje włókno węglowe. Najgorsze jednak jest to, że obito nim nawet podłokietnik i w ten sposób zmieniono go w tackę np. do krojenia chleba. Bo do podpierania łokcia na pewno się on nie nadaje.



O niebo lepsze wrażenie robi świetnie wyprofilowna skórzana kierownica oraz poziom wykończenia. Testowany egzemplarz miał za sobą ponad 50 tys. kilometrów, a wyglądał i zachowywał się, jakby dopiero opuścił salon. Nic nie trzeszczało, nie odpadało, a materiały nie wykazywały nawet najmniejszego śladu zużycia. W przypadku auta testowanego przez wiecznie niewyżytych dziennikarzy to zjawisko nadprzyrodzone.
- ... ciąg dalszy na następnej stronie
Hiszpańska mucha dla całej rodziny
Podpis:
Polecamy!
Kilka dni testu redakcyjnego najnowszej generacji Porsche 911 przeleciały szybko, jak 4,3 sekundy, w...
Tani, ale z charakterem - Chevrolet CruzePróby nadania zadziornego charakteru tanim samochodom niemal nigdy nie kończą się dobrze. Zazwyczaj bowiem...
Ekologiczne uzupełnienie oferty - Peugeot 3008 HYbrid4Peugeot 3008 stanowi pomost między kompaktowymi kombi i crossoverami. W przeciwieństwie do miejskich...


Ocena:
Newsletter - zapisz się!

galeria auta:







dodaj do ulubionych
poleć znajomemu
wydrukuj artykuł
zapisz się do newslettera






