Nasz serwis internetowy oraz podmioty z nim współpracujące takie jak reklamodawcy, firmy badające rynek, dostawcy usług oraz treści, korzystają z plików Cookies zapisywanych na Twoim urządzeniu w celach identyfikacyjnych, reklamowych oraz statystycznych. Dzięki temu możemy między innymi dostosować wygląd strony do indywidualnych potrzeb użytkowników. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies. Instrukcje zmiany ustawień dla najpopularniejszych przeglądarek znajdziesz tutaj: Chrome, Firefox, Internet Explorer, Opera i Safari. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie przez nas mechanizmu Cookies, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Więcej informacji możesz znaleźć w Polityka prywatności.
Kliknij aby zamknąć
Gorące tematy:

Testy - Ford Fiesta

Ford Fiesta ST200 – tylko nie mów do mnie „mała”!

dodano: 09.01.2017, autor: Zuzanna Krzyczkowska, zdjęcia: Zuzanna Krzyczkowska, kategoria: Testy
ST200 to jubileuszowy model, który ujrzał światło dzienne z okazji 40-lecia Fiesty na rynku motoryzacyjnym. Bądźmy zatem szczerzy – to taki trochę „odgrzewany kotlet” po modelu ST. Czy parę koni więcej i nieco przekonstruowane zawieszenie faktycznie robią różnicę?
Ford Fiesta ST200 – tylko nie mów do mnie „mała”!

Z Fiestą ST200 pierwszy raz spotkałam się kilka miesięcy temu. Znajomość ta nie trwała długo i ograniczyła się do kilku kółek po torze w okolicach Łodzi z kierowcą rajdowym na prawym fotelu w roli „przyzwoitki”. Gdy jakiś czas temu przyszedł moment na kontynuowanie naszej przyjaźni, zżerała mnie ciekawość, jak ten "psotnik" sprawdzi się w roli samochodu na co dzień.

 

Wilk w wilczej skórze?

Choć sam Ford Fiesta jest już babcią z czterdziestką na karku, modele ST i ST200 nijak nie przypominają grzecznego wariantu, na którym - bądź co bądź - bazują. Choć nadwozie nadal pozostało kompaktowe, wystarczy rzut oka na wielki jak regał spoiler, albo fikuśny dyfuzor tylnego zderzaka, by poczuć, że to nie jest typowa nudna Fiesta. Wersja ST200 występuje na dodatek w kolorze Storm Grey, który przeznaczony jest wyłącznie dla tego modelu. Pastelowy odcień szarości świetnie pasuje do niedużego nadwozia, a czerwone zaciski są jak papryczka chili, dodana do zbyt łagodnego dania.

 

Zajrzyjmy do środka

Wślizgując się do wnętrza, z pewnością będziemy zaskoczeni fotelami. Uprzedzam – nie jest to auto dla puszystych. Siedzenia Recaro są ciasne i przypominają typowe rajdowe kubełki. Są na tyle wąskie, że postawny mężczyzna może się w nich po prostu nie zmieścić. Choć fotele posiadają regulację, niezależnie od położenia oparcia kierowca siedzi bardziej wyprostowany niż w przeciętnym aucie osobowym. Dać się we znaki może mało subtelne wyprofilowanie oparcia w środkowym odcinku kręgosłupa. Zmarzluchów ucieszy jednak fakt, że siedzenia są podgrzewane. A grzeją tak, że po 30 sekundach ma się wrażenie siedzenia na rozgrzanej patelni.

Minusem niestety jest kierownica. Co z tego, że widnieje na niej dumny znaczek ST, skoro proporcjami przypomina kierownicę autobusu? Jest po prostu za duża. Szczególnie odczują to wyżsi kierowcy, gdy podczas gwałtownych skrętów po raz kolejny uderzą łokciem w bok fotela. Niestety jest regulowana tylko w płaszczyźnie góra-dół (i to w niedużym zakresie), bez możliwości przesuwania jej do przodu i do tyłu, co ułatwiłoby zajęcie wygodnej „sportowej” pozycji.

Choć fotele Recaro od pierwszego momentu obiecują dobrą zabawę, wnętrze nie jest ani ładne, ani intuicyjne. O ile ciasność kabiny nie przeszkadza (w końcu czego się spodziewać po tak niedużym aucie), a czerń o dziwo nie przytłacza, konsola środkowa wydaje się szalonym pomysłem nawiedzonego projektanta. Wszystko naraz! Fortepianowa czerń (na której notorycznie zostają odciski paluchów…), przyciski okrągłe, owalne, prawie prostokątne, wielki centralny guzik przypominający Gwiazdę Śmierci i pełno małych, niczym myśliwce TIE Fighter, przycisków dookoła. Pojęcie intuicyjności jest konsoli środkowej niestety obce. W górnej części znajdziemy nieduży ekranik, swoim rozmiarem ledwo dorównujący wyświetlaczom współczesnych smartfonów, na którym możemy mieć między innymi wskazania nawigacji. Nijak nie jest to czytelne... Projektant odhaczył i poszedł do domu.

 

Trzęsienie ziemi? Nie, to tylko Fiesta…

Jeśli nie macie kręgosłupa ze stali, Fiesta ST200 po kilku dniach jazdy po mieście może sprawić, że będziecie mieli ochotę schować ją do garażu. Może, ale nie musi. Zależy jak bardzo lubicie bawić się na zakrętach. Sztywne zawieszenia dają pewność prowadzenia i poczucie kontaktu kół z nawierzchnią, jednak jazda po mieście Fiestą ST200 przypomina zjeżdżanie fortepianem po schodach, a zęby dzwonią przy najmniejszej nierówności. Przy większej dziurze, za każdym razem pojawia się myśl: czy nadal mam wszystkie koła? Jednak tak bezkompromisowa sztywność zawieszenia odwdzięcza się z nawiązką, gdy tylko wypuścimy Fiestę na zakręty. Od pierwszych chwil czuć fenomenalną sztywność dolnych partii zawieszenia, a nadwozie prawie wcale nie kładzie się na boki. To z pewnością zasługa usztywnionej tylnej belki i zwiększenia średnicy stabilizatora z 19 do 21 mm (w stosunku do „zwykłej” ST). Można jedynie mieć złudzenie nieznacznego unoszenia się wewnętrznego koła. Sztywne, niczym zbrojony beton, zawieszenie w duecie z ostrym, jak nóż, układem kierowniczym, to idealny przepis na wirażowe szaleństwa. I ból kręgosłupa. Ale czego się nie robi dla dobrej zabawy!

 

W małym ciele wielki duch!

Pod maską Fiesty ST200 znalazł się znany silnik 1.6 EcoBoost. Różnica tkwi w tym, że tym razem udało się z niego wykrzesać okrągłe 200 koni mechanicznych i 290 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jubileuszowa Fiesta potrzebuje 6,7 sekundy na osiągnięcie na zegarach pierwszej „setki”. Zużycie paliwa w tym 200-konnym malcu nie przeraża. Ograniczając się do dynamicznej jazdy po mieście, komputer pokładowy wskaże około 8,5 litra na dystansie 100 kilometrów. Oczywiście popuszczając wodze fantazji i spuszczając Fiestę ze smyczy, spokojnie przekroczymy 10 litrów.

Za sprawą zwiększenia przełożenia przekładni głównej Fiesta ST200 jest szybsza nie tylko do „setki”, ale także na poszczególnych biegach. Chociaż jest to auto sportowe, to nie chodzi przecież tylko o bycie najszybszym w mieście. Skrzynia biegów zasługuje na miano „sportowej przekładni roku” w kategorii elastyczność. Przełożenia nie są ani za krótkie (jak to w hot hatchach często bywa), ani za długie. Wyprzedzanie na szóstym biegu nie jest żadnym problemem, a dynamiczna jazda nie wymaga ciągłego „mieszania” lewarkiem. Jednym słowem, jest to idealny kompromis między drogowym szaleństwem, a jazdą do sklepu po bułki.

Może się wydawać, że czterocylindrowy motor nie jest w stanie wykrztusić z siebie „godnego” dźwięku. Jednak basowy pomruk, wydostający się z tłumika podczas dynamicznej jazdy, jest bardzo przyjemny dla uszu. O ile coraz bardziej popularne silnikowe „soundtracki”, dochodzące z głośników to po prostu wstyd, odgłosy wydawane przez Fiestę ST200 są jak najbardziej realne i pasują do jej charakteru. Nie jest to ciche auto – oj nie! Przy ostrzejszym traktowaniu drze się jak kot na wiosnę. Jednak ten dźwięk dodaje jej jeszcze większego pazura. Staje się uciążliwy dopiero przy jeździe w trasie. Wówczas można mieć wrażenie, że w bagażniku znajduje się popsuty basowy głośnik, który stale wydaje z siebie irytujące buczenie. Zdecydowanie nie jest to auto nadające się na długie podróże (o czym może świadczyć zaskakująca obecność tempomatu). Jeśli jednak zajdzie taka konieczność, to jest duże prawdopodobieństwo, że po kilkuset kilometrach w twardym kubełku wysiądziemy z auta mocno połamani i na dodatek z migreną.

 

„Kiedy powiem sobie dość…”

Jak to mówią: nie sztuką jest się rozpędzić, ale skręcić i wyhamować. A Fiesta ST200 zatrzymuje się dosłownie w miejscu. Hamulce są bardzo ostre, ale jednocześnie płynne i łatwe do wyczucia – muśnięcie pedału nie skutkuje wybiciem zębów o kierownicę. Przy nawet bardzo intensywnym dohamowaniu, mimo że lecimy do przodu, a klamoty latają po samochodzie, to samochód nie nurkuje prawie wcale. To kolejny dowód na diabelską sztywność zawieszenia. Nawet przy ostrym hamowaniu Fiesta nie wsadza nosa w nawierzchnię i nie ucieka w żadną stronę – nie trzeba walczyć z autem, aby zachować prosty tor ruchu.

Ciekawostką jest fakt, że w Fieście ST200 prawie w ogóle nie ma systemów wspomagających kierowcę. Nie znajdziemy w niej start-stopu, asystenta zmiany pasa ruchu, czy kamery cofania (choć czujniki cofania są obecne). Przeznaczeniem tego auta jest bycie typową zabawką i dawanie jak największej frajdy z jazdy. Po co zatem komputer miałby się wtrącać? Możemy oczywiście wyłączyć kontrolę trakcji, ale nawet bez tego Fiesta ochoczo zarzuca kuperkiem.

Fiesta ST200 jest dowodem na to, że tak naprawdę nigdy nie dorastamy. Po prostu zabawki stają się większe. Jednak mimo wszystko jest to dziwne auto. Przy dużych prędkościach absolutnie nie jest komfortowe. Zawieszenie nie uznaje kompromisów – to niemal czysty beton. Momentami można się wręcz zastanawiać, czy pod autem faktycznie znajdują się amortyzatory. Jeśli chodzi o jazdę typowo sportową jest to oczywiście ogromny plus, bo własności jezdne tego malca są fantastyczne, a auto ma naprawdę duży potencjał. Co z tego, że nie jest zbyt wygodna na co dzień. Bądźmy szczerzy – wcale nie musi taka być.

Ford Fiesta VII ST 1.6 EcoBoost 182KM od 2013 od 68 900 zł.

Dane techniczne - Ford Fiesta VII ST 1.6 EcoBoost 182KM od 2013

Podstawowe paramtery

Pojemność skokowa
1596 cm3
Typ silnika
benzynowy
Moc silnika
182 KM przy 6000 obr/min
Maksymalny moment obrotowy
290 Nm przy 2500 obr/min
więcej danych technicznych tego auta