Redakcja2.0 - motogazeta społecznościowa

Suzuki Kizashi - próba katany

Suzuki Kizashi - próba katany
Udostępnij
  • Testy

    2011-02-14, Zachar Zawadzki
  • Kiedy samuraj wybiera się w nieznane mu strony, musi zadbać o swoje bezpieczeństwo. Jego podstawową bronią jest katana - tradycyjny miecz japońskich wojowników. Od niego będzie zależało, czy samuraj przeżyje na nowym terenie i czy będzie się cieszył szacunkiem.
  • Kojarzone dotychczas z produkcją małych i kompaktowych miejskich aut, Suzuki także wybrało się w tereny, na których o tej marce mało kto słyszał. Debiut w segmencie dużych rodzinnych limuzyn wydawał się śmiałym i niebezpiecznym krokiem, dopóki samuraj nie pokazał swojego miecza – modelu Kizashi. Miecz wygląda na porządnie naostrzony, doskonale wykonany i ozdobiony bogatym wyposażeniem standardowym. Czy to wystarczy aby zaskarbić sobie szacunek klientów segmentu D?

    To nie jest łatwe miejsce na debiut. Klienci są wybredni, wymagający, przyzwyczajeni do nowinek technicznych, komfortu i wysokich standardów. Nie, ja wcale nie myślę, że Suzuki nie sprosta tym oczekiwaniom. Zastanawiam się raczej, czy przyszli klienci chcąc kupić reprezentacyjne auto, będą chętnie widzieć na grillu logo Suzuki…

    Lecz Japończycy pomyśleli i o tym – zanim Kizashi weszło do produkcji seryjnej, światło dzienne ujrzały aż 3 koncepty o tej samej nazwie, pokazywane na największych targach motoryzacyjnych świata. Trochę to trwało, lecz i zadanie było trudne – publiczność musiała się oswoić z myślą, że Suzuki to teraz także duże auta. I nieważne, że wygląd tamtych Kizashi znacznie odbiega od seryjnego modelu. Tamte miały zwrócić na siebie uwagę i zwróciły – publiczność połknęła haczyk. Obecny model, pokazany wreszcie w Genewie w 2010 roku, ma się sprzedawać i dlatego wygląda mniej ekstrawagancko. Jaki więc jest Kizashi? Dziś przeprowadzamy dla Was test wersji z napędem na wszystkie koła, bezstopniową skrzynią biegów CVT i benzynowym silnikiem o pojemności 2,4 l i mocy 178 koni mechanicznych.

    Wygląd zewnętrzny auta… hipnotyzuje. Może to za mocne słowo, ale jak wytłumaczyć, że każdy zapytany o opinię twierdzi, że wygląda bardzo atrakcyjnie i muskularnie? Na dodatek poruszanie się po mieście zjawiskowo wyglądającą wersją w białym perłowym kolorze, powoduje spore rozproszenie uwagi kierowców i przechodniów. Jednak seryjna wersja musiała przejąć jakieś magiczne kształty po „odjechanych” poprzednikach, bo rzadko które auto potrafi tak na siebie zwrócić uwagę. Sportowo stylizowany przód, liczne chromowane elementy, atrakcyjne wykończenie grilla, przyciemnione szyby, spojlerek z tyłu i podwójne chromowane końcówki wydechu o nietypowym kształcie – to na prawdę działa na wszystkich.

    Wsiadam do auta i pierwsze wrażenie, to wysoki poziom wykonania. Dotychczasowe modele Suzuki nie rozpieszczały właścicieli wyjątkową jakością wnętrza. Tym razem księgowych nie dopuszczono do głosu, więc w Kizashi jest miękko i przytulnie – myślę, że po przejechaniu 50 tysięcy kilometrów plastiki nadal nie będą skrzypieć ani trzeszczeć. Stylistyka jest stonowana i gustowna, a materiały wykończeniowe dobrze wyglądają i są dobrze spasowane. Tworzywo o fakturze skóry, którym pokryto kokpit, mogło by jednak być bardziej miękkie w dotyku.

    Na centralnej konsoli widzę dwa ekrany – wyglądają dostojnie aż do chwili ich włączenia. Po włączeniu bowiem oczom ukazuje się monochromatyczny obraz o pikselach wielkości 2x2 mm. Kolejne małe rozczarowanie czeka pod kierownicą, gdzie znajduję przyciski sterowania m.in. światłami przeciwmgielnymi – są mało finezyjne, odstają od reszty i wyglądają jakby żywcem przeniesione z jakiegoś taniego modelu, niekoniecznie japońskiego producenta. Uspokajam siebie jednak, że ta prostota pasuje do stylu Kizashi – samuraj, nawet ten bogaty, musi być czasem ascetyczny.

    Sportowo wyprofilowane fotele nie sięgają może wygodą klasy premium, lecz oferują dobre trzymanie boczne, są regulowane elektrycznie i zapamiętują do 3 ustawień. Zakres regulacji w pionie pozostawia jednak dla rosłych kierowców wiele do życzenia – nawet w najniższej pozycji siedziska musiałem nienaturalnie odchylić oparcie aby nie szorować czupryną po podsufitce.

  • ... ciąg dalszy na następnej stronie
 
 

wybrane dane techniczne i oferty wybrane dane techniczne i oferty: Suzuki Kizashi

 
silniki benzynowe prędkość [km/h] 0-100km/h [s] cena
2.4 VVT 178KM Sport 215 7,8 114 900 zł
 
zobacz wiecej
 
 
Pisaliśmy również o Suzuki Kizashi:
 
 
 

Opony letnie w najlepszych cenach!

Suzuki Kizashi - próba katany

10 komentarzy

10 dyskutujących

Podpis:

Dodaj komentarz

~MikeZ~MikeZ

no i co że nie ma diesla? Ludzie no przestańcie tak się napalać na klekoty!!! To przecież niższa forma napędu!!! Jedyną jej zaletą jest niskie zużycie paliwa. Tylko biedaki lub nudziarze kupują diesle

3 miesiące temu napisz odpowiedź

inżinż

oczywiście że część osób kupuje auto tylko dlatego że im się podoba ale akurat w tym segmencie aut i w tym przedziale cenowym dominują typowe sedany klasy D z silnikami diesla i to są fakty statystyczne. Więc rację mają koledzy pisząc że nabywcy pozostaną przy Mondeach czy Passatach zwłaszcza że są obecnie nowe (poliftingowe) modele i mają niezłe ceny (niższe niż Suzuki)

1 rok temu napisz odpowiedź

HassHass

"Kizashi jest rozmiarów Lexusa IS220".
Jednak na żywo Kizashi wygląda na większy od ISa. Ma atletyczną zwartą sylwetką. No i w środku jest w nim więcej miejsca niż w IS.

1 rok temu napisz odpowiedź

SpokojnieSpokojnie

Kizashi jest rozmiarów Lexusa IS220 i w zamierzeniu to chyba miało być auto tej klasy. Tylko że po pierwsze IS220 nie odniósł sukcesu w europie (mimo że Lexus jest kojarzony z segmentem premium już od ponad 20 lat) a po drugie Suzuki kojarzy się ludziom z najtańszymi autami miejskimi i budżetowymi terenówkami zrobionymi z poślednich materiałów (polecam obejrzeć wnętrze Swifta lub Grand Vitary) Pewnie kilka osób sie skusi na oryginalny design ale to będzie śladowa sprzedaż. Większość jednak wybierze typowe auto segmentu D i z silnikiem diesla (więc rzeczywiście Passata lub Mondeo)

1 rok temu napisz odpowiedź

realistarealista

Tutaj masz trochę racji ale też ludzie patrzą na ekonomię jeżeli można kupić jak napisali koledzy poniżej Passata za ponad 15 tys tańszego i to już dobrze wyposażonego, to za tą kwotę można spokojnie jeszcze dołożyć kila innowacyjnych systemów które proponuje VW i będzie różnica w wyposażeniu bardzo wielka i to w podobnej cenie

1 rok temu napisz odpowiedź

rudirudi

Rado Jetta faktycznie jest wielka jak na kompakt, chociaż jest kompaktem to spokojnie można by ja zaliczyć do samochodów klasy premium, oprócz imponujących wymiarów jest też bardzo dobrze wyposażona, Fluence miał być największym modelem tej klasy i się niestety długo tym tytułem nie nacieszył

1 rok temu napisz odpowiedź

MARAS68MARAS68

Stylistyka przyciąga uwagę a jak wskazują badania wiele osób dokonuje zakupu "bo im sie podoba".

1 rok temu napisz odpowiedź

radorado

1cm dłuższy i 5cm większy rozstaw od VW Jetty, który jest oficjalnie kompaktem, ale realnie międzysegmentowym modelem.
To albo Jetta taka duża, albo Suzuki małe.

1 rok temu napisz odpowiedź

automaniakautomaniak

A ja bym zchęcią dopłacił te 15 tyś aby nie jeździć ani Mondeo ani Passkiem. Przynajmniej nie nudny, rasowo wyglądający i wydaje się dobrze jeżdzący sport-sedaniki. Ja osobiście wybrałbym manuala. Pogratulować stylistyki.
Zazdroszcze tym którzy mogą sobie na niego pozwolić

1 rok temu napisz odpowiedź

ProrokProrok

Brak diesla w ofercie, wysoka cena i rozmiar o pół oczka mniejszy niż w typowym aucie segmentu D skazuje Kizashi europie na porażkę. Auto wymiarowo wprawdzie odpowiada BMW3 czy Audi A4 ale to oczywiście inna bajka. Za ok. 115 tys zł ludzie kupią Mondeo TDCi lub Passata TDI a nie Kizashi

1 rok temu napisz odpowiedź