07.08.2003
Ruch jak najbardziej na odwyrtkę...Idzie się przyzwyczaić, choć z początku ma się lekkie lęki za kierownicą. Częstym odruchem jest pomylenie dźwigni kierunkowskazów z wycieraczkami.Kierowcy są uprzejmi. Drogi oznakowane wyśmieniecie. Nie ma nawet szans by wjechać daleko pod prąd bo oznakowane są wyraźnie i zrozumiale. Odradzam przejeżdżanie na żółtym jak u nas, ponieważ z miejsca jest cykane zdjęcie delikwenta (w nocy można się o tym przekonać lepiej czy kamera działa, bo naszemu wykroczeniu towarzysz błysk flesza). W dalekie trasy dobrze jest się umówić z kierowcami "szosowych pociągów" i załapać się w sam środek konwoju. Jedziemy wtedy tak jak wszyscy, żadnych odstępstw. Policja...Hm...Działa skutecznie i bezpardonowo. Częstym manewrem jest ustawianie na poboczu niepozornej furgonetki, z tyłu niewidoczny aparat fotograficzny a kilka kilometrów dalej czeka grzecznie uśmiechnięty policeman. Widywałem też sytuacje kiedy patrol miał radar strzelający do przodu. Jak namierzył gościa to włączał bączka...szybka nawrotka i za nim. Taka technika ;)W razie spotkania w takiej sytuacji nie pomagają żadne wybiegi, zagadywania i tłumaczenia (U know, I´m from Europe). Panowie są stanowczy i grzecznie nam przytakując wypisują mandat. NIGDY!! Przenigdy nie dajemy gotówki za mandat Policemanowi!!!. Weźmie, a po naszym odjechaniu, sporządzi raport o próbie przekupstwa oficera na służbie. Takie ludziska! Generalnie jednak warto pojeździć autem w tym kraju, zwłaszcza, że często się słyszy: "pojedziemy do znajomego". Pytamy się "a gdzie mieszka znajomek". W odpowiedzi usłyszymy " tylko jakieś 1000-2000km". To budujące ale prawdziwe. Odległości są naprawdę dla przeciętnego Europejczyka bardziej niż kosmiczne...