Toyota Yaris I - Japończyk potrafi
-
Testy aut używanych
2011-01-13, Michał Rogoziński - Chcę mieć samochód do miasta! I w pierwszej chwili co każdemu wpada do głowy? Fiat! Przynajmniej zazwyczaj tak jest. Po chwili namysłu ci bardziej kreatywni wyszukają też inne wozy - Volkswagen Polo, Skoda Fabia, Ford Fiesta, Opel Corsa... ale są też przecież samochody japońskie.
Dlaczego nie każdy lubi auta z kraju kwitnącej wiśni? Może dlatego, że wydają się być nieco bardziej toporne niż te Niemieckie? A może dlatego, że w wozach niemieckich jakiś często psujący się kawałek plastiku kosztuje 5zł, a w japońskich 105 i to nie złotych, a euro? Najważniejsze jest to, że dają się one lubić za niezawodność – no, teraz to może nie jest regułą, ale poprzednie generacje japońskich aut były naprawdę świetne pod tym względem. A prawdziwą historią azjatyckiej nieśmiertelności jest Toyota Starlet.



Czy można zrobić coś lepszego od czegoś, co już jest naprawdę dobre? Zależy jak ugryziecie temat. Starlet urzekała i dalej urzeka swoją trwałością, ale jest idealnym przykładem auta japońskiego swoich czasów z głównymi wadami na czele – stylistycznie jest fascynująca jak worek mokrego żyta, a jej finezję można porównać do faceta przebranego w damskie ciuszki. Żeby było ciekawiej – Avensis z końcówki lat 90’ też była mdła, a Corolla – dziwna. Dlatego nie zaskakuje fakt, że Yaris, następca Starlet, osiągnął olbrzymi sukces. Był po prostu inny i ciekawy.



A w sumie wszyscy powinni być zaskoczeni, bo mała Toyota nie dość, że w podstawowej wersji była marnie wyposażona, to jeszcze kosztowała straszne pieniądze. Ale dzięki temu, że miała w sobie coś, co sprawiało, że większość kobiet roztkliwiała się i chciała ją mieć, to sprzedawała się jak ciepłe bułeczki. Jednak czy Yaris dorównuje Starlet swoją długowiecznością? Na początek powiem, że ten samochód miał dwa okresy w swoim życiu. Na rynek wszedł w 1999 roku i przypływał do nas z Japonii, jednak od 2001 roku był produkowany w kraju, który przepada za płazami i mięczakami tak, jak my za schabowym – we Francji. I dobrze mieć to na uwadze, bo niektóre części nie są zamienne w modelach sprzed i po 2001 roku. Pierwsze egzemplarze małej Toyoty musiały walczyć z niedopracowaniem, które wynikło pewnie ze zdolności człowieka do popełniania błędów produkcyjnych, gdy ktoś na niego krzyczy i każe mu się spieszyć – i tak zdarzały się problemy z haczącą skrzynią biegów, zamkiem bagażnika, uszczelkami nadwozia, korozją, czy sondą lambda. Miała miejsce nawet akcja naprawcza, bo z korektorem siły hamowania działy się dziwne rzeczy. Na tle konkurencji do ogólnej trwałości wozu jednak nie można się przyczepić. Nawet zawieszenie jakoś potrafi przeboleć stan naszych dróg i zwykle jego głównym problemem są łączniki stabilizatora. Co ciekawe – naszych dróg nie przeboleje za to alternator. Spece z Azji nie przewidzieli, że po większym deszczu da się po nich jeździć wyłącznie amfibiami lub samochodami, w których alternator nie został umieszczony tak, żeby przy większych kałużach, których u nas jest pełno, za każdym razem zażywał kąpieli błotnej. I to bezpłatnej – tylko, że ta zbawienny wpływ ma ponoć tylko na ludzi. A jak to auto właściwie jeździ?



No cóż – nie jest komfortowe. Krótki rozstaw osi sprawia, że się po prostu trochę „telepie” na nierównościach, a szczególnie źle znosi te poprzeczne. Jednak coś za coś – nie trzeba się bać, że podczas wchodzenia w zakręt wóz wypadnie z drogi i zrobi wszystkim krzywdę. I to mimo dość wysokiego oraz pudełkowatego nadwozia. Zresztą na szaleństwa nie pozwolą silniki – celują w ludzi „normalnych”, którzy chcą autem jeździć, a nie pokazywać wszystkim w mieście gest Kozakiewicza i się ścigać. Chociaż największy, 1.5l, benzynowy motor o mocy 106KM jest inny. Chętnie przyspiesza praktycznie na każdych obrotach, dlatego nie ma się co oszukiwać – Yaris to waga piórkowa i nie jeden „dres” w czymś pokroju tuningowanego Opla Calibry z gigantycznym spoilerem, na którego wypróżniają się wszystkie gołębie z powiatu, może się mocno zdziwić – mała Toyota osiągnie „setkę” już w granicach 9 sekund. Jednak nie każdemu są potrzebne takie osiągi w miejskim wozie – jeśli lubicie od czasu do czasu wyskoczyć poza teren zabudowany, żeby dla odmiany tam „wytrząść się” na dziurach w drodze, to idealne okaże się już benzynowe 1.3l o mocy 86KM. Do miasta – w sam raz, bo nie pali zbyt dużo. Na trasę – jak wkręcicie go na obroty to jakoś wyprzedza nawet w mocniej załadowanym aucie. Najmniejsza, benzynowa jednostka ma zaledwie 1.0l i 68KM. Gdyby mogła mówić, to przy przyspieszaniu powyżej 100km/h wołałaby: „Nie krzywdź! Wstydu oszczędź!”, dlatego na trasie część z was się wkurzy. Ale za to w mieście czuje się jak ryba w wodzie, więc jeśli zamierzacie kupić Yaris do takich celów, to nie przepłacajcie – weźcie motor 1.0l. Uwaga – jest też mini diesel. Z 1.4l wyciska aż 75KM i co ciekawe jest dość trwały. A z tym nowoczesne motory wysokoprężne mają akurat problem. Owszem – trzeba wlewać mu do baku dobre paliwo, uważać na turbosprężarkę, a czasem wymienić nawet łańcuch rozrządu, bo jest wadliwy – jednak ta jednostka potrafi spalić średnio mniej, niż 5l/100km, a to wystarczy, żeby wiele osób ją pokochało. Fakt – jej wyposażeniem standardowym jest potężna turbodziura, ale za to powyżej 2000 obr./min. można już poruszać się całkiem zgrabnie, choć o jakiejś zachwycającej dynamice i tak ciężko jest w tym wypadku mówić.



A jak jest we wnętrzu auta? Całkiem przestronnie, a do tego oryginalnie. Producent zrezygnował z tradycyjnych zegarów i zastosował cyfrowe. Do tego umieścił je na środku deski rozdzielczej, przykrył czymś w rodzaju szkła powiększającego, żeby się na nie fajnie patrzyło i miał na nadzieję, że ludziom się to spodoba. Fakt – są czytelne, dlatego można się do nich przyzwyczaić. Toyota przesadziła tylko z obrotomierzem, bo wąski, „latający” pasek jest w tym wypadku tak czytelny i widoczny jak drogówka schowana w krzakach. Jednak gdyby się temu wszystkiemu przyjrzeć bliżej, to na jaw wyjdzie, że producent miał w swoim biurowcu niezłych księgowych. Tworzywa sztuczne są beznadziejne, zresztą tak samo, jak wyciszenie kabiny, a praktycznie wszystkie przełączniki są zebrane właśnie w centrum deski rozdzielczej – to znacznie obniża koszty przeróbki wnętrza z ruchu lewostronnego na prawostronny. Wystarczy tylko przenieść kierownicę i wstawić konsolę zwróconą w drugą stronę. Najbardziej cieszy jednak fakt, że człowiek, który odpowiadał za wnętrze miał mózg, a nawet potrafił go użyć dla dobra ludzkości. Schowków jest pełno i choć te w drzwiach są za małe, to wszystko, co się w nich nie zmieściło można upchnąć w podwójnym przed pasażerem, pod kierownicą, w konsoli centralnej, a nawet w ukrytym pod fotelem pasażera. Tak samo ciekawie jest też z tyłu – kanapę da się przesuwać, dzięki czemu można wybrać: zgnieść bagaże, czy nogi podróżnych. Z reguły lepiej wybrać nogi podróżnych, bo kufer dzięki temu powiększy się do ponad 300l, a z tyłu tak czy owak będzie przyciasno, bo samochód jest stworzony do miasta, a nie tranzytu pomiędzy stolicami. Z przodu miejsca za to wystarczy każdemu, bo jest go po prostu dużo. Denerwują trochę płytkie fotele, w których siedzi się jak na parapecie w Gimnazjum, ale na krótkich dystansach i tak nie powinny przeszkadzać. Manewrowanie też nie każdemu się spodoba, bo tylne słupki są grube, nie widać maski i do tego nie wszystkie egzemplarze mają niestety wspomaganie kierownicy. Jednak spokojnie – wóz jest lekki, dlatego da się bez tego dodatku żyć. A dzięki małym gabarytom podbój miasta jest bajecznie łatwy.



Wobec tego, czy Yaris I jest w ogóle wart zachodu? W sumie nawet nie muszę odpowiadać na to pytanie, wystarczy spojrzeć na ceny z rynku wtórnego. Yaris świetnie trzyma wartość i jest inny niż wozy niemieckie, to fakt, ale zarazem udowadnia, że Japończycy też potrafią wyprodukować ciekawy, miejski samochód. Ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że mimo wszystko jest mało męski - i pewnie dlatego zwykle bardziej podoba się paniom.
Niniejszy artykuł powstał dzięki uprzejmości firmy TopCar, która użyczyła auto ze swojej aktualnej oferty do testu i sesji zdjęciowej
http://topcarwroclaw.otomoto.pl
ul. Królewiecka 70
54-117 Wrocław
e-mail: top-car@neo.pl
tel: 71 799 85 00- Michał Rogoziński
Toyota Yaris I - Japończyk potrafi
14 komentarzy
14 dyskutujących
Podpis:
Glupi redaktorku rogozinski - a czym ty jezdzisz jezeli uwazasz Yarisa za malo meskie autko??? Po tym artykule chyba stara bmka.
Jezdze 1.0 i wcale nie jest mulowaty - zanim cos napiszesz to najpierw skoncz liceum cepie
8 miesięcy temu napisz odpowiedź
Przejeździłem do 230 tysięcy km silniczkiem 1.0, tylko olej, klocki, olej, olej....
1 rok temu napisz odpowiedź
Witam, nad czym Ty Człowieku się zastanawiasz- oczywiście YARIS YARIS YARIS. pozdrawiam.
1 rok temu napisz odpowiedź
Mam polo z 2003r.Samochód zawodny cewki lecą po kolej ma przebieg 90 tys,wymienione były dwa rozruszniki na gwarancji.Nigdy wiecej niemieckiego szmelcu
1 rok temu napisz odpowiedź
Witam mam pytanie odnośnie zakupu auta w cenie do 10 tyś zł rozważam Toyotę Yaris 1.3 lub Peugeot 206 1.4 dla żony -wyjazdy z dzieckiem na rehabilitacje dziennie około 40 km w dwie strony.Proszę o radę...
1 rok temu napisz odpowiedź
Muszę Cię zmartwić - spalanie Polo nie jest mniejsze! Yaris 1,0 spala w mieście ok. 6,5 litra, na trasie nawet 5,5 a Polo rzadko kiedy schodzi poniżej 7 litrów. Natomiast nie wiem dlaczego nikt nie wspomni o ważnym aspekcie porównując te dwa samochody - Polo ma większy bagażnik, większą kabinę i wygodniejsze fotele (te w Yarisie kończą się osobom powyżej 170 cm wzrostu w połowie uda)
1 rok temu napisz odpowiedź
Dla mnie bardzo dużym minusem jest deska rozdzielcza z licznikiem na środku a nie za kierownica, po prostu nie podchodzi mi takie rozwiązanie, a co do dyskusji to nie wiem Polo jest napewno tak samo jak Yaris a może i bardziej niezawodnym samochodem po za tym spalanie w Polo jest mniejsze przy lepszych osiągach i większym bagażniku
1 rok temu napisz odpowiedź
jeżdżę VW Polo 1,4 z 2004 roku tzw. okularnikiem i mam obecnie przebieg 90 tys km. Auto się nie psuje, jedyne naprawy jakie robiłem to wymiana tarcz, klocków, tylnich amortyzatorów i silnika elektrycznej szyby lewych drzwi. Nic poza tym nie wymagało żadnej interwencji. Wnętrze nadal wygląda jak nowe - jest bardzo odporne na zużycie
1 rok temu napisz odpowiedź
Dla mnie Yaris jest autem średnio urodziwym o strasznym wnętrzu. Jednak trwałość i to jak "pracuje" w mieście może urzekać. Nie mogę tylko zrozumieć AŻ tak wysokich cen... Nie wydaje mi się, żeby była warta wywalenia takich pieniędzy. Dlatego wybrałem Civica
1 rok temu napisz odpowiedź
Mam Yarka już prawie 8 lat i oprócz awarii wspomnianego w artykule alternatora nic się nie dzieje przejechałem 120 tyś. Postawiłem na bez awaryjność i niskie spalanie nie zawiodłem się. Nie zgodzę się tylko z jednym wersja francuska była produkowana od 2003r ale to tak na marginesie
1 rok temu napisz odpowiedź
Jeśli chcieć auto pokroju Yarisa to już lepiej kupić Hyundaia Getza. Podobne wykonanie i bezawaryjność, więcej miejsca w środku, tańsze części i niższa cena zakupu bo "wiadomo-koreańczyk".
1 rok temu napisz odpowiedź
Tylko że nie każdy chce siedzieć w tak tandetnym i ordynarnie wykończonym wnętrzu!!! a cena Yariski też nie zachęca. Lepiej kupić VW Polo czy inne auto z europy
1 rok temu napisz odpowiedź
Polecamy!
Peugeot 3008 stanowi pomost między kompaktowymi kombi i crossoverami. W przeciwieństwie do miejskich...
Tani, ale z charakterem - Chevrolet CruzePróby nadania zadziornego charakteru tanim samochodom niemal nigdy nie kończą się dobrze. Zazwyczaj bowiem...
Porsche 911 Carrera S Cabrio - auto z zasadamiKilka dni testu redakcyjnego najnowszej generacji Porsche 911 przeleciały szybko, jak 4,3 sekundy, w...


Ocena:
Newsletter - zapisz się!

galeria auta:








dodaj do ulubionych
poleć znajomemu
wydrukuj artykuł
zapisz się do newslettera










