Aston Martin ma kłopoty. Marka ratuje się sprzedażą praw do nazwy w Formule 1
Brytyjski producent luksusowych samochodów ogłosił wyniki finansowe za rok 2025, które okazały się znacznie gorsze od przewidywań analityków. W obliczu pogłębiającego się kryzysu i spadającej sprzedaży, spółka zdecydowała się na desperacki krok – sprzedaż wieczystych praw do swojej marki w Formule 1 za 50 milionów funtów, aby ratować płynność finansową.
Sytuacja Astona Martina staje się coraz trudniejsza. Lawrence Stroll, kanadyjski miliarder, który zbudował swoją fortunę w branży odzieżowej, przejął udziały w brytyjskiej marce z wizją, że Formuła 1 ma stać się głównym kołem napędowym sprzedaży samochodów. Plan ten zakładał, że sukcesy w F1 i prestiż królowej sportów motorowych przyciągną nowe grono klientów. Rzeczywistość jednak zweryfikowała te założenia w sposób gorszy, niż przewidywali analitycy. W salonach sprzedaży Astona Martina zapanował zastój, który wymusił na zarządzie podjęcie kroków w celu ochrony budżetu firmy.
Dramatyczne spadki sprzedaży i reakcja giełdy
Najnowszy raport finansowy Astona Martina wykazał, że roczna strata operacyjna za 2025 rok przekroczyła i tak już pesymistyczne założenia giełdowych ekspertów. Sprzedaż samochodów brytyjskiej marki w minionym roku spadła o około 10%, co oznacza, że do klientów trafiło 5 448 egzemplarzy. Tak słaby wynik natychmiast przełożył się na sytuację giełdową – kurs akcji Astona Martina zanotował gwałtowne spadki, odzwierciedlając obawy o przyszłą stabilność finansową przedsiębiorstwa. Analitycy przewidywali stratę na poziomie od 139 do 184 milionów funtów, tymczasem dane z raportu wskazują, że straty są o wiele wyższe.
Formuła 1 jako ratunkowy zastrzyk gotówki
W obliczu tej trudnej sytuacji, Aston Martin zdecydował się na transakcję ze spółką-córką AMR GP Holdings, która zarządza zespołem wyścigowym brytyjskiej marki. Za kwotę 50 milionów funtów zespół F1 nabył wyłączne i wieczyste prawo do używania nazwy, logo oraz całej identyfikacji wizualnej marki Aston Martin w świecie wyścigów.
Lawrence Stroll argumentuje, że przejęcie praw przez zespół F1 gwarantuje marce stałą obecność w wyścigach, niezależnie od zawirowań, z jakimi zmaga się fabryka produkująca auta seryjne. W praktyce nawet w najczarniejszym scenariuszu, zakładającym upadek fabryki lub zmianę właściciela, ekipa F1 wciąż będzie mogła legalnie używać nazwy Aston Martin.
Globalne bariery handlowe uderzają w sprzedaż
Problemy finansowe brytyjskiej marki nie wynikają wyłącznie z wewnętrznych zawirowań, ale są również efektem gwałtownych zmian na arenie międzynarodowej, w tym barier celnych wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa. Rynek północnoamerykański, który stanowił ogromną część dochodów Astona Martina, stał się mniej rentowny przez dodatkowe obciążenia podatkowe. Jednocześnie słabnący popyt na rynkach azjatyckich i opóźnienia w dostawach najbardziej dochodowych, czyli limitowanych serii pojazdów marki sprawiły, że Aston Martin nie był w stanie wypracować marginesu bezpieczeństwa finansowego.
Walka o przyszłość brytyjskiej legendy
Mimo fatalnej sytuacji finansowej, Lawrence Stroll nie zamierza rezygnować z walki o odzyskanie prestiżu marki. Miliarder podkreśla, że przejęcie praw do nazwy przez zespół F1 to strategiczne zabezpieczenie interesów marki, które ma pozwolić na budowę mistrzowskiej ekipy bez obciążania bilansu producenta aut seryjnych.
Inwestorzy nie są jednak tak optymistyczni. Rynek oczekuje teraz od zarządu konkretnych działań, które powstrzymają dalsze generowanie strat. Nadzieją na odbicie ma być obecny rok 2026 i debiut nowych modeli hybrydowych, ale do tej pory Aston Martin musi przetrwać jeden z najcięższych okresów niepewności finansowej w swojej współczesnej historii.
Fot: Aston Martin F1