Koniec obietnic o autach tylko na prąd. Tyle modeli spalinowych utrzymają Bentley i Rolls-Royce
Brytyjskie marki luksusowe oficjalnie wyrzuciły do kosza deklaracje o całkowitym porzuceniu silników spalinowych do 2030 roku. Rolls-Royce potwierdził utrzymanie jednostek V12, a Bentley zredukował planowaną gamę elektryków z pięciu modeli do zaledwie jednego SUV-a, który zadebiutuje pod koniec 2026 roku. Powód jest relatywnie prosty – ogromny spadek zainteresowania modelem Spectre i opór klientów przywiązanych do głośnych silników V12.
Model Spectre miał być istną rewolucją w gamie Rolls-Royce, debiutując w 2023 roku jako pierwsze w pełni elektryczne, luksusowe coupe. Moc sięgająca 585 KM i zasięg przekraczający 500 km według cyklu WLTP najwyraźniej w oczach kierowców nie były wystarczające, aby Spectre godnie zastąpił modele Phantom Coupe i Wraith. Sprzedaż elektryka spadła w 2025 roku aż o 47%. W tym samym czasie zysk operacyjny drugiego brytyjskiego producenta aut z wyższej półki, Bentleya, spadł o ponad 150 milionów euro, co wymusiło likwidację 275 etatów w Crewe.
Rolls-Royce zostawia V12 przy życiu, Bentley tnie etaty
Zmiana strategii Rolls-Royce'a wynika ze zderzenia się z rzeczywistością rynkową. Choć model Spectre był początkowo hitem, w 2025 roku dostarczono zaledwie 1002 egzemplarze – prawie o połowę mniej niż jeszcze rok wcześniej. Nowy szef marki, Chris Brownridge, przyznaje, że na każdego fana prądu przypada jeden przeciwnik, dlatego silnik V12 pozostanie w ofercie tak długo, jak pozwolą na to przepisy. Dzięki modyfikacjom układu wydechowego, jednostka ta ma spełnić surowe normy Euro 7.
W Bentleyu sytuacja jest jeszcze bardziej napięta. Marka nie tylko przesunęła datę pełnej elektryfikacji na bliżej nieokreśloną przyszłość (wstępnie co najmniej 2035 rok), ale też przechodzi proces restrukturyzacji. Zysk operacyjny Bentleya spadł z 373 milionów euro do 216 milionów euro, co w konsekwencji przełożyło się na zwolnienie 6% dotychczasowych pracowników. Strategia brytyjskiej marki ma teraz opierać się przede wszystkim na bardziej akceptowalnych społecznie hybrydach plug-in (PHEV), które mają stać się głównym filarem sprzedaży. Przypomnijmy, że pierwotnie strategia "Beyond100" zakładała pełną elektryfikację gamy do 2030 roku.
Jeden elektryczny SUV zamiast całej gamy
Z ambitnego planu elektryfikacji gamy Bentleya został tylko jeden projekt. Pod koniec 2026 roku na rynku zadebiutuje mniejszy SUV, pozycjonowany poniżej Bentaygi. Auto nie powstanie na nowej platformie SSP, a na architekturze PPE, znanej przede wszystkim z Porsche Macana Electric i Audi Q6 e-tron. Debiutant ma oferować architekturę 800V i ładowanie z mocą do 400 kW, co pozwoli uzupełnić baterię elektryka w kilkanaście minut. To będzie jednak niszowy projekt, w przeciwieństwie do pierwotnych deklaracji – Bentley nie planuje obecnie żadnych kolejnych modeli w pełni elektrycznych, skupiając się na dopracowaniu napędów hybrydowych.
Lamborghini i Ferrari z dwoma drogami do luksusu
Włoskie Lamborghini również boryka się z problemem braku zainteresowania autami BEV. Marka ogłosiła, że zapowiadany model Lanzador nie będzie elektrykiem, jak pierwotnie zapowiadano, a hybrydą plug-in. Szef marki, Stephan Winkelmann, podkreśla, że kierowcy kupują marzenia, a te wciąż brzmią jak V10 lub V12. Pierwsze w pełni elektryczne Lamborghini pojawi się najwcześniej po 2030 roku. Obecnie priorytetem pozostaje hybrydyzacja obecnej gamy, w tym modelu Revuelto, co pozwoli zachować emocje przy jednoczesnym obniżeniu emisji.
Na tle kryzysów luksusowych marek wyróżnia się jedynie Ferrari, które intensywnie kontynuuje prace nad modelem Luce, chcąc udowodnić, że potrafi nadać cichemu elektrykowi prawdziwy emocjonalny charakter. Dla potencjalnych polskich nabywców zmiany te oznaczają, że rynek wtórny aut luksusowych ze spalinowymi silnikami utrzyma swoją wartość znacznie dłużej, niż przewidywali to analitycy jeszcze kilka lat temu.
Fot: Rolls-Royce