Kultowe Volvo P1800ES z lat 70. powraca z silnikiem T5. Jest droższe niż nowe EX90
Holenderska manufaktura Autoforma tchnęła nowe życie w jeden z najbardziej niezwykłych projektów w historii motoryzacji. Volvo P1800ES powraca jako restomod, czyli uwspółcześniony model, który łączy analogową magię lat 70. z mocą kultowego silnika T5 i ceną, przy której nawet najnowocześniejsze szwedzkie SUV-y mogą dostać zawrotów głowy.
Volvo P1800ES od zawsze było rynkowym outsiderem. Gdy w latach 70. produkowano głównie kanciaste i do bólu rozsądne, hiperpoprawne sedany, model ten szokował połączeniem sportowego kombi z ogromną, szklaną klapą bagażnika. To właśnie dzięki niej zyskał przydomek "trumny Królewny Śnieżki". Choć produkowano go zaledwie przez dwa lata, jego sylwetka na stałe zapisała się w kanonie motoryzacyjnego piękna, stając się w późniejszych latach inspiracją dla modelu C30. Dziś, dzięki współpracy holenderskiego studia projektowego Nielsa van Roija oraz specjalistów z Volvo Lotte, legenda powraca na drogi pod nazwą Norrsken, co w języku szwedzkim oznacza zorzę polarną. Projekt ten nie jest jednak zwykłą renowacją, a reinterpretacją klasyka, która sprawdza, jak ewoluowałoby to auto, gdyby jego produkcja i rozwój nie zostały przerwane pół wieku temu.
Pięciocylindrowy silnik T5 zamiast elektrycznej ciszy
Elektryfikacja zagościła na naszym podwórku na dobre, a większość restomodów otrzymuje obecnie silniki elektryczne. Autoforma postanowiła jednak pójść pod prąd i postawić na emocje mechaniczne. Pod długą maską wskrzeszonego P1800ES znajdziemy turbodoładowaną, pięciocylindrową jednostkę Volvo T5. To silnik-legenda, uwielbiany przez kierowców za elastyczność i niepodrabialny, chropowaty dźwięk, który w projekcie został podkreślony dedykowanym układem wydechowym.
Twórcy świadomie zrezygnowali z podawania danych o przyspieszeniu, argumentując, że w ich aucie chodzi o charakter, a nie o bicie rekordów. Całość uzupełnia zmodernizowana skrzynia biegów oraz przeprojektowane zawieszenie. Volvo stało się wyraźnie niższe i szersze, a nowoczesne wspomaganie i wydajniejszy układ hamulcowy mają sprawić, że jazda klasykiem będzie tylko czystą przyjemnością.
Trzy twarze zorzy polarnej
Kierowcy mogą wybierać spośród trzech diametralnie różnych wariantów wykończenia. Dla absolutnych fanów klasyki przygotowano wersję Heritage Heaven, która na pierwszy rzut oka jest nie do odróżnienia od oryginału, skupiając się jedynie na poprawie trwałości i komforcie. Środkową opcją jest Modern Marvel, która wprowadza oświetlenie LED i nowoczesne materiały przypominające nieco te stosowane w latach 90. Dla odważnych zarezerwowano wariant Forward Fashionista. Pojawiają się elementy z włókna węglowego, poszerzone nadkola i agresywna stylistyka.
Niezależnie od wybranej wersji, wnętrze Volvo to laurka dla rzemiosła. Oryginalna deska rozdzielcza została zachowana, ale wykonano ją z luksusowych materiałów, od skóry i Alcantary, przez naturalną wełnę aż po tweed. Mimo sportowego charakteru, Volvo Norrsken pozostaje maksymalnie praktyczne – po złożeniu tylnych siedzeń do dyspozycji kierowcy pozostaje 1000 litrów przestrzeni, którą można doposażyć w zestaw dedykowanych, skórzanych walizek.
Rzemiosło o zawrotnej cenie
Najdroższe seryjne Volvo, czyli elektryczny model EX90 w topowej specyfikacji kosztuje w przybliżeniu około 500 000 zł. Wyzwanie na uzyskanie tytułu najdroższego Volvo w historii przyjmuje projekt Autoformy, którego ceny zaczynają się od 300 000 euro, czyli ponad 1,2 miliona złotych. Ta gigantyczna kwota jest wynikiem poświęconego czasu i unikalności projektu. Budowa pierwszego egzemplarza trwała 18 miesięcy, a docelowo manufaktura zamierza wypuszczać jedynie 5 sztuk rocznie. Każdy samochód jest konfigurowany indywidualnie, co ma być absolutnym wyrazem holenderskiej sztuki.
Fot: Autoforma