Pół roku na ratunek. Fernando Alonso gotowy opuścić F1, jeśli Aston Martin nie przyspieszy
Fatalna forma nowego bolidu Astona Martina oraz rozczarowujące osiągi silnika Hondy mogą przyspieszyć decyzję Fernando Alonso o definitywnym opuszczeniu Formuły 1. Hiszpańskie i włoskie media donoszą, że dwukrotny mistrz świata czuje narastającą frustrację projektem, który zamiast walki o tytuły, przynosi na razie jedynie walkę o przetrwanie u końcu stawki. W niedalekiej przyszłości możemy być zatem świadkami końca pewnej ery motorsportu.
Sezon 2026 miał być dla całej Formuły 1 nowym otwarciem, ale dla samego Astona Martina nie jest to czas usłany różami. Lawrence Stroll nie szczędził środków, inwestując ponad pół miliarda dolarów w rozwój infrastruktury oraz ściągnięcie do zespołu najwybitniejszych specjalistów od aerodynamiki, z Adrianem Neweyem na czele. Współpraca z Hondą miała być ostatnim elementem układanki, który pozwoliłby 44-letniemu Fernando Alonso powrócić na szczyt. Pierwsze tygodnie testów przyniosły jednak szereg rozczarowań, które stawiają pod znakiem zapytania nie tylko konkurencyjność Astona Martina, ale i dalszą karierę hiszpańskiej legendy w F1. Atmosfera wewnątrz ekipy jest gęsta, a doniesienia o możliwym odejściu "El Nano" po zakończeniu obowiązującego kontraktu stają się coraz głośniejsze.
Konstrukcyjne błędy i walka z nadwagą AMR26
Największym problemem Astona Martina okazały się trudności z samym projektem bolidu, który powstawał pod ogromną presją czasu i nowych przepisów. Model AMR26 już na starcie zaliczył falstart, nie przechodząc obowiązkowych testów zderzeniowych FIA. Aby poprawić bezpieczeństwo bolidu, inżynierowie zostali zmuszeni do wzmocnienia struktury samochodu, co pociągnęło za sobą spory wzrost masy całkowitej. Szacuje się, że obecny bolid Astona Martina ma kilkanaście kilogramów "nadwagi" względem limitu, co w realiach wyścigowych przekłada się na gigantyczną stratę czasową na każdym okrążeniu. To z kolei stawia pod znakiem zapytania jakiekolwiek nadzieje na podium podczas najbliższego Grand Prix Australii.
Silnikowy koszmar i powrót demonów przeszłości
Największy niepokój Alonso budzi postawa Hondy, która dostarcza jednostki napędowe na wyłączność dla brytyjskiej ekipy. Japoński producent, który jeszcze nie tak dawno zdobywał szczyty z Red Bullem, tym razem nie poradził sobie z hybrydową rewolucją w F1. Nowy silnik Hondy zmaga się z licznymi awariami akumulatorów i systemów odzyskiwania energii, co dobitnie ukazały testy w Bahrajnie. Podczas gdy konkurenci z Mercedesa pokonywali dystans tysiąca okrążeń, Aston Martin zdołał przejechać zaledwie 1/3 tego dystansu. Oficjalne komunikaty Hondy o braku części zamiennych i konieczności ograniczenia przejazdów potęgują irytację Alonso, któremu obecna sytuacja może przypominać najgorsze lata współpracy z tym producentem w barwach McLarena.
Kierowca sprowadzony do roli pasażera
Frustracja dwukrotnego mistrza świata dotyczy również samej charakterystyki nowych bolidów. Alonso w ostrych słowach skrytykował obecną technologię, twierdząc, że auta stały się zbyt przewidywalne i wolne w najważniejszych sekcjach toru. Zwrócił także uwagę na absurdalną sytuację, w której kierowcy muszą zwalniać w szybkich zakrętach o kilkadziesiąt kilometrów na godzinę tylko po to, aby zaoszczędzić energię elektryczną na proste odcinki. Jego zdaniem obecny poziom trudności prowadzenia auta jest tak niski, że poradziłby sobie z tym nawet zespołowy kucharz. Głos Hiszpana nie jest odosobniony, ponieważ podobne zdanie o "Formule E na sterydach" wyraził Max Verstappen.
Ultimatum i wizja sportowej emerytury
Z doniesień madryckiego dziennika "Marca" oraz włoskiego eksperta Leo Turriniego wynika, że Fernando Alonso jest gotowy zakończyć karierę, jeśli zespół nie dokona cudu w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Kierowca F1 miał postawić szefom ekipy warunek: jeśli do połowy sezonu Aston Martin nie stanie się przynajmniej solidnym reprezentantem środka stawki z realną szansą na rozwój w 2027 roku, Hiszpan definitywnie opuści Formułę 1. Nie oznacza to jednak końca jego aktywności sportowej. Legenda z Oviedo wciąż bierze pod uwagę powrót do Rajdu Dakar, starty w amerykańskiej serii IndyCar lub udział w wyścigach długodystansowych WEC, gdzie czysty talent kierowcy wciąż odgrywa większą rolę niż skomplikowane systemy oszczędzania energii.
Fot: Aston Martin F1