Analogowy bunt w Maranello. Pierwsze elektryczne Ferrari Luce stawia na mechaniczne piękno
Ferrari oficjalnie przerwało milczenie w sprawie swojego (najprawdopodobniej) najbardziej kontrowersyjnego projektu w historii. Pierwszy w pełni elektryczny model marki otrzymał nazwę Luce (wł. "światło"), a jego wnętrze – zaprojektowane przez legendy Apple – udowadnia, że przyszłość motoryzacji nie musi oznaczać wszechobecnych, płaskich ekranów.
Choć pełna sylwetka nadwozia pozostaje tajemnicą aż do maja 2026 roku, zaprezentowany w San Francisco kokpit wywołał w branży motoryzacyjnej prawdziwą burzę. To owoc współpracy Ferrari ze studiem LoveFrom, założonym przez Jony’ego Ive’a (twórcę designu iPhone’a) oraz Marca Newsona.
Analogowa rebelia w erze cyfrowej
Wbrew rynkowym trendom, które zamieniają deski rozdzielcze w wielkie tablety, Ferrari Luce stawia na fizyczność. To ciekawe, ponieważ Jony Ive, człowiek, który kiedyś nauczył świat obsługi interfejsów dotykowych, w samochodzie postawił na klasyczne rozwiązania, ku uciesze kierowców.
Projektanci z LoveFrom odeszli od koncepcji dominującego wyświetlacza na rzecz modułowej architektury skoncentrowanej na kierowcy. Zestaw wskaźników to techniczny majstersztyk składający się z dwóch nałożonych na siebie paneli OLED od Samsunga. Dzięki precyzyjnym wycięciom w górnej warstwie, cyfrowy obraz tworzy złudzenie głębi i trójwymiarowości, co bezpośrednio nawiązuje do klasycznych zegarów Veglia czy Jaeger z lat 50. i 60.
– Użyliśmy dotyku w telefonach, by rozwiązać problem braku miejsca na przyciski. W samochodzie to po prostu błędna technologia – stwierdził Ive podczas premiery.
Równie imponująca jest nowa kierownica, która nawiązuje do kultowych, trójramiennych konstrukcji Nardi. Wykonano ją z 19 elementów frezowanych z aluminium pochodzącego z recyklingu, co pozwoliło na obniżenie jej masy o blisko 400 gramów względem standardowych rozwiązań.
Ciekawym detalem jest również "binnacle", czyli moduł zegarów zamocowany na kolumnie kierowniczej, który porusza się razem z nią, gwarantując idealną czytelność parametrów jazdy. Całość dopełnia mechaniczno-elektroniczny wskaźnik Multigraph, wyposażony w trzy niezależne silniczki, które pozwalają mu płynnie zmieniać funkcję z zegarka w stoper czy kompas.
Technologia i moc, która uciszy sceptyków
Pod względem wydajności Luce zapowiada się na absolutnego lidera segmentu supersamochodów. Ferrari wyposażyło model w cztery niezależne silniki elektryczne, które generują łączną moc systemową na poziomie aż 1113 koni mechanicznych (830 kW). Taka konfiguracja napędu na wszystkie koła pozwala na przyspieszenie do "setki" w zaledwie 2,5 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 310 km/h. Aby zapewnić odpowiedni zasięg i stabilność osiągów, w podłodze zamontowano potężny akumulator o pojemności 122 kWh, pracujący pod napięciem 800 V. Dzięki temu ładowanie na szybkich stacjach o mocy 350 kW będzie przebiegać błyskawicznie.
Inżynierowie zadbali również o to, by prowadzenie Luce nie odbiegało od legendarnego charakteru marki. Za trakcję odpowiada zaawansowane zawieszenie typu coilover spool damper, a brak dźwięku tradycyjnego silnika V12 ma rekompensować specjalny system nagłośnienia. Przetworniki te, inspirowane budową gitar elektrycznych, mają generować autentyczne emocje akustyczne, podkreślając pracę układu napędowego przy wysokich obciążeniach. Mimo ogromnej baterii i masy sięgającej 2300 kg, Ferrari obiecuje, że Luce będzie prowadzić się jak rasowy samochód sportowy, a nie luksusowy krążownik.
Detale warte milionów: Szkło i E-ink
W kabinie nowego Ferrari króluje nie plastik, a anodowane aluminium oraz specjalistyczne szkło Corning Fusion5, które charakteryzuje się wyjątkową odpornością na zarysowania i uderzenia. Z tego materiału wykonano nie tylko panele sterowania, ale również selektor kierunku jazdy oraz unikalny kluczyk.
Sam kluczyk zasługuje na osobną uwagę – posiada on wyświetlacz w technologii E-ink, który zużywa energię tylko podczas zmiany grafiki. Moment włożenia go do szklanego gniazda w konsoli środkowej inicjuje spektakularną sekwencję świetlną, sygnalizującą gotowość auta do jazdy.
Co dalej?
Mimo że znamy już wnętrze i najważniejsze dane techniczne, Ferrari wciąż trzyma w tajemnicy wygląd zewnętrzny pojazdu. Spekuluje się, że Luce może przyjąć formę smukłego sedana lub sportowego shooting brake’a, kontynuując linię stylistyczną zapoczątkowaną przez model GTC4 Lusso.
Finałowy etap premiery odbędzie się w maju 2026 roku we Włoszech, kiedy to światło dzienne ujrzy karoseria pierwszego elektrycznego samochodu Ferrari.
Fot: Ferrari