4 miliony w dobę, 77 milionów do końca stycznia. Tyle płacimy za to, by drogi były przejezdne dla aut
Tegoroczna zima nie odpuszcza. Podczas gdy jedni cieszą się z malowniczych krajobrazów, polskie miasta drżą na widok każdej kolejnej prognozy pogody. Kwoty, które samorządy wydają na walkę ze śniegiem i gołoledzią mogą przyprawić o niemały zawrót głowy. W niektórych regionach "zimowe wydatki" wzrosły o kilkaset procent, a budżety, które miały wystarczyć do wiosny, stopniały szybciej niż lód na drogach.
Zima 2026 rzuciła drogowcom wyzwanie, jakiego nie widzieliśmy od wielu lat. Ile kosztuje nas uporządkowanie ulic podczas mrozów? Są to milionowe kwoty, które sprawiają, że ceny benzyny wydają się jednak całkiem znośne. Samorządy poinformowały, ile kosztuje utrzymanie przejezdności w największych miastach Polski.
Finansowy wyścig z zimą
Stolica Polski mierzy się z rekordowymi kosztami. Jak wynika z danych Zarządu Oczyszczania Miasta, do końca stycznia 2026 roku Warszawa wydała już aż 77 milionów złotych – to niemal dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tegoroczna zima wymusiła już 51 wyjazdów służb oczyszczania. Każda taka operacja to logistyczne wyzwanie, obejmujące zasięgiem 1,5 tysięcy kilometrów tras miejskich
W Krakowie sytuacja ta wygląda jeszcze bardziej ekstremalnie pod kątem wydatków samorządu. Choć całkowite wydatki są niższe niż w stolicy, to w dniach ekstremalnych opadów i powstania "szklanki" na drogach, miasto potrafi wydać nawet 4 miliony złotych w ciągu jednej doby! Do końca stycznia Stolica królów Polski wydała na walkę z zimą około 27 milionów złotych.
Z podobną presją finansową mierzy się Poznań, gdzie każda doba pełnych działań służb na odcinku ponad 900 km jezdni i ścieżek generuje koszty przekraczające 800 tysięcy złotych. Równie dynamicznie wydatki rosną w Gdańsku, który na walkę ze śniegiem i gołoledzią przeznaczył już ponad 11 mln zł, przy czym niemal połowa tej kwoty została wykorzystana w zaledwie dwa pierwsze tygodnie stycznia.
Małe miasta, wielkie problemy
Sensacyjne dane płyną z mniejszych miejscowości. Tczew, miasto liczące niespełna 60 tysięcy mieszkańców, stało się symbolem tegorocznych trudności. Ratusz informuje, że koszty utrzymania dróg wzrosły tam o blisko 400% w stosunku do ubiegłego roku. Budżet zaplanowany na cały 2026 rok jest już niemal na wyczerpaniu, a zima przecież dopiero minęła półmetek.
W Lublinie sytuacja wygląda równie poważnie – wydano już ponad 14 milionów złotych, co oznacza, że obecny sezon już teraz jest droższy niż cały poprzedni (10,8 mln zł). Aby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom, służby wysypały na ulice ponad 5,5 tysiąca ton soli.
Czy zabraknie pieniędzy na odśnieżanie dróg?
Mieszkańcy obawiają się, że gdy skończą się fundusze, pługi przestaną wyjeżdżać na ulice. Samorządowcy jednak uspokajają – bezpieczeństwo jest priorytetem. Urzędnicy podkreślają, że w razie potrzeby środki zostaną przesunięte z innych zadań na odśnieżanie dróg.
Innowacyjne podejście zastosował Rzeszów. Miasto skonstruowało kontrakty tak, by zawierały „opcje dodatkowe”. Dzięki temu podstawowy budżet (ok. 7,7 mln zł) może zostać płynnie zwiększony nawet do 20 milionów złotych bez konieczności ogłaszania nowych, czasochłonnych przetargów w środku mroźnej zimy.
Dlaczego jest tak drogo?
To nie tylko kwestia samej ilości śniegu, ale przede wszystkim tzw. przejść przez zero. Gdy temperatura waha się między -1 a +1 stopniem Celsjusza, nawierzchnia zamarza i rozmarza na zmianę, tworząc niebezpieczną gołoledź. Wymaga to ciągłego posypywania dróg solą i piaskiem, co generuje najwyższe koszty.
Dla kierowców dobrą wiadomością jest fakt, że samorządowcy nie osiadają na laurach i kontynuują odśnieżanie dróg i sypanie solą. Należy jednak pamiętać, że każdy milion wydany na walkę z zaspami to mniej środków, które wiosną mogłyby zostać przeznaczone na łatanie dziur w jezdniach czy nowe inwestycje drogowe.