Afrykański przełom na drogach. Etiopia udowadnia, że świat bez spalinowych aut jest możliwy
Dwa lata po wprowadzeniu radykalnego zakazu importu aut spalinowych, Etiopia wyrasta na nowego globalnego lidera elektromobilności. Dzięki swojej strategii gospodarczej opartej na własnych źródłach energii, kraj ten osiągnął wskaźniki adaptacji aut elektrycznych, których mogłaby mu pozazdrościć niejedna europejska stolica.
Wprowadzone przepisy niemal całkowicie zamknęły rynek dla tradycyjnych napędów, dopuszczając wyjątki jedynie dla nielicznych służb państwowych. Obecnie już 8,3% wszystkich samochodów poruszających się po tamtejszych drogach to pojazdy w pełni elektryczne. To wynik naprawdę imponujący, zwłaszcza gdy zestawimy go ze średnią europejską czy sytuacją w Polsce, gdzie mimo znacznie wyższego poziomu zamożności społeczeństwa, tempo akceptacji elektryków wciąż nie dorównuje dynamice Etiopii.
Strategiczny odwrót od ropy naftowej
Decyzja rządu z 2024 roku o całkowitym wstrzymaniu importu samochodów z silnikami spalinowymi nie była podyktowana wyłącznie troską o klimat. Etiopia, zmagająca się z ogromnym deficytem walut obcych, postanowiła ukrócić drenaż budżetu, który był spowodowany zakupem paliw kopalnych z zagranicy. Zamiast wydawać miliardy dolarów na ropę, państwo postawiło na suwerenność energetyczną, wykorzystując ogromny potencjał hydroelektrowni na Nilu Błękitnym oraz rzece Omo. Istotną inwestycją stała się Tama Wielkiego Odrodzenia, która po pełnym oddaniu do użytku we wrześniu 2025 roku zapewniła Etiopii dostęp do taniej, odnawialnej energii.
Elektromobilność w cenie niższej niż paliwo
Dla przeciętnego mieszkańca Etiopii przesiadka do elektryka stała się zatem oczywistym wyborem finansowym. Koszt przejechania 100 km autem elektrycznym stanowi jedynie ułamek kosztu eksploatacji pojazdu spalinowego, co przy tamtejszych cenach energii – wynoszących w przeliczeniu około 36 groszy za kilowatogodzinę – czyni transport niezwykle tanim. Miesięczne wydatki na ładowanie akumulatorów mogą być nawet siedmiokrotnie niższe niż kwoty, jakie wcześniej pochłaniało subsydiowane przez państwo paliwo. Dodatkowo lokalne banki wspierają rozwój elektromobilności w kraju, znacznie częściej udzielając kredytów na zakup BEV-ów, podczas gdy finansowanie zakupu samochodów spalinowych z rynku wtórnego stało się niezwykle trudne.
Dominację na rynku szybko przejęły koncerny z Chin, z gigantem BYD na czele. Modele takie jak kompaktowy Seagull czy SUV Yuan Up stały się nowym symbolem statusu i nowoczesności w stolicy kraju. Mimo zakazu importu nowych aut spalinowych, Etiopczycy nie zrezygnowali ze sprawdzonych i lubianych marek, jak np. Toyota. Japończycy świetnie odnaleźli się w nowej rzeczywistości dzięki elektrycznym modelom bZ4X i bZ3, które trafiają do Afryki szerokim strumieniem poprzez chińskie kanały dystrybucji. Rozwija się także lokalny przemysł montażowy, czego przykładem są zakłady Marathon Motors, dostarczające na rynek elektryczne modele marki Hyundai.
Wyzwania w świecie elektromobilności
Mimo tych sukcesów, sama etiopska droga do pełnej elektryfikacji nie jest pozbawiona przeszkód. Infrastruktura do ładowania EV wciąż pozostaje w tyle za intensywnie rosnącą liczbą pojazdów BEV. Większość punktów ładowania koncentruje się w stolicy Etiopii Addis Abebie, a kierowcy nierzadko muszą mierzyć się z wielogodzinnymi kolejkami do ładowarek. Problemem pozostaje także ogólny dostęp do sieci energetycznej, który ma zaledwie nieco ponad połowa społeczeństwa. Rząd stara się reagować na te niedobory, wprowadzając nakaz montażu ładowarek na każdej stacji benzynowej oraz pracując nad nowymi normami budowlanymi. Najbliższe lata pokażą jednak, czy system energetyczny kraju wytrzyma takie obciążenie.