Ceny elektryków w UE w dół. Unijne limity wymusiły obniżki o 1800 euro
Pierwszy raz od sześciu lat średnia cena samochodu elektrycznego w Unii Europejskiej spadła. To efekt rynkowego debiutu tańszych modeli segmentu B oraz presji regulacyjnej związanej z nowymi limitami emisji CO2.
Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że zabawa w elektromobilność stawała się coraz droższym przedsięwzięciem. Między 2020 a 2024 rokiem średni koszt zakupu auta BEV wzrósł prawie o 5 000 euro, mimo że sama technologia produkcji akumulatorów stawała się coraz tańsza.
Sytuacja zmieniła się w 2025 roku. Według najnowszego raportu organizacji Transport & Environment (T&E), przeciętna cena elektryka na Starym Kontynencie obniżyła się o 4% i wynosi obecnie 42 700 euro, czyli około 182 tysiące złotych. Spadek ten wynika przede wszystkim ze zmiany strategii producentów, którzy przestali koncentrować się wyłącznie na luksusowych i drogich SUV-ach. Branża motoryzacyjna została zmuszona do poszerzenia oferty o mniejsze, bardziej przystępne cenowo auta, aby sprostać unijnym wymogom dotyczącym średniej emisji spalin w całej gamie modelowej.
Ofensywa segmentu B
Największą zmianę widać w autach miejskich. Dzięki debiutom takim jak Citroen e‑C3 czy Renault 5, średnia cena w segmencie B spadła aż o 13%. Producenci przestali ignorować mniejsze formaty, bo tylko one w praktyce pozwalają im dziś realnie obniżyć średnią emisję w gamie.
Obecnie wyjściowy limit emisji wynosi 93 gramy na kilometr, a każdy sprzedany samochód elektryczny, wnoszący do bilansu zero gramów, drastycznie obniża średnią producenta. W efekcie koncerny takie jak Toyota czy Stellantis poczuły się na tyle pewnie, że zrezygnowały z odkupowania kredytów emisyjnych od Tesli. Z jej usług wciąż jednak korzystają inni gracze, w tym Ford, Honda, Mazda oraz Suzuki, tworząc wspólne pule emisyjne, aby uniknąć finansowych sankcji ze strony Brukseli.
Czy elektryki faktycznie kosztują tyle co auta spalinowe?
Analiza T&E stawia odważną tezę, że w niektórych segmentach już doszło do zrównania cen aut elektrycznych i spalinowych. Według raportu parytet cenowy w segmentach D i E został osiągnięty w 2024 roku. W praktyce rynkowej widać to na przykładzie Tesli Model 3, która w podstawowych wersjach potrafi być tańsza od popularnego Volkswagena Passata, oferując przy tym lepsze osiągi. Sytuacja wygląda jednak różnie w zależności od konkretnej marki – przykładowo elektryczny Volkswagen ID.7 wciąż pozostaje wyraźnie droższy od swoich spalinowych odpowiedników.
Eksperci przewidują, że segmenty A, B i C, czyli auta najpopularniejsze wśród prywatnych nabywców, osiągną cenowy parytet do 2030 roku. Warunkiem jest jednak utrzymanie obecnego tempa spadku kosztów technologii i przekazywanie tych oszczędności bezpośrednio klientom, a nie zatrzymywanie ich w formie wyższej marży producenta.
Ryzyko powrotu do podwyżek
Pozytywny trend cenowy może zostać przerwany, jeśli Bruksela ugnie się pod naciskami lobbystów i poluzuje cele emisyjne na 2030 rok. Analitycy ostrzegają, że złagodzenie przepisów mogłoby podnieść średnią cenę elektryka o 2300 euro, dając producentom sygnał, że premiery tanich modeli można odłożyć w czasie.
Obecnie udział aut na prąd w rynku europejskim ma szansę sięgnąć 57% do końca dekady, jednak przy słabszych regulacjach spadnie on do zaledwie 32%, co drastycznie spowolni transformację.
Fot: Envato