Czeski koszmar polskich kierowców. Zapłać za cudze mandaty albo strać tablice. ZPL żąda pilnej interwencji rządu
Wyobraź sobie taką sytuację: jedziesz przepisowo, masz komplet dokumentów, a Twoje auto jest sprawne. Podczas rutynowej kontroli w Czechach policjant informuje Cię jednak, że... dalej nie pojedziesz. Powód? Firma, od której leasingujesz auto, ma nieopłacone mandaty. Choć Ty nie masz z nimi nic wspólnego, stajesz się "zakładnikiem” czeskiego systemu. Brzmi jak kiepski żart? Niestety, to rzeczywistość, z którą mierzy się coraz więcej polskich kierowców.
Problem stał się na tyle powszechny, że Związek Polskiego Leasingu (ZPL) oraz Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) wystosowały do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oficjalny apel o pilną interwencję dyplomatyczną w Pradze. Branża leasingowa podkreśla, że to, co robią czeskie służby, może być rażąco sprzeczne z prawem Unii Europejskiej.
"Odpowiedzialność zbiorowa” po czesku, czyli jak NIP firmy staje się pułapką
"Czeski problem" dotyczy setek tysięcy Polaków korzystających z leasingu, wynajmu długoterminowego czy popularnych aut służbowych. Wszystko przez czeskie przepisy wprowadzone w 2022 i 2023 roku, które dały tamtejszej policji oraz służbom celnym potężne uprawnienia. Krajowe bazy danych przypisują zaległe mandaty (np. te z fotoradarów) do numeru NIP właściciela pojazdu, czyli firmy leasingowej.
Kiedy wjeżdżasz do Czech samochodem należącym do dużej floty, dla czeskiego urzędnika nie jesteś panem Kowalskim – jesteś reprezentantem podmiotu, który zalega z płatnościami. Jeśli inny klient tej samej firmy leasingowej nie opłacił mandatu, zadłużenie zostaje na stałe przypisane do konta właściciela (leasingodawcy). W efekcie, podczas kontroli dowolnego pojazdu z danej floty, czeski system wyświetla zbiorczy dług firmy, za który policja może żądać zapłaty od aktualnego kierowcy.
Co realnie grozi kierowcy podczas kontroli?
Jeśli podczas kontroli czeski funkcjonariusz odkryje "dziurę” w płatnościach leasingodawcy, sytuacja staje się napięta. Najłagodniejszym, choć i tak kosztownym scenariuszem, jest przymusowa opłata mandatu na miejscu. Jednak jeśli kierowca odmówi uregulowania cudzego długu lub po prostu nie ma przy sobie wystarczających środków, policja ma prawo do kolejnych kroków.
Zatrzymanie tablic rejestracyjnych to standardowa procedura, która natychmiastowo wyklucza pojazd z ruchu – bez nich legalny powrót do Polski na kołach jest niemożliwy. Służby mogą również założyć blokadę na koła lub, w skrajnych przypadkach, zarządzić odholowanie pojazdu na parking policyjny. Koszty lawety i postoju spadają wówczas na kierowcę, a MSZ przyznaje, że liczba takich przypadków drastycznie rośnie w okresach ferii, wakacji i długich weekendów, kiedy polski ruch turystyczny w Czechach jest najintensywniejszy.
ZPL żąda interwencji - Czy czeskie prawo łamie zasady Unii Europejskiej?
Związek Polskiego Leasingu (ZPL) wspólnie z Polskim Związkiem Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) nie zamierzają dłużej tolerować tych praktyk. W oficjalnym apelu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych organizacje te domagają się oceny, czy działania czeskich organów są zgodne z prawem unijnym. Eksperci ZPL wskazują, że obecny system może naruszać fundamentalne zasady, takie jak domniemanie niewinności (karanie osoby, która nie popełniła wykroczenia) oraz zasada proporcjonalności.
ZPL wskazuje również, że obecne działania Czechów są sprzeczne z nowelizacją unijnej Dyrektywy 2015/413, która dąży do tego, by odpowiedzialność za wykroczenia drogowe była przypisywana faktycznemu użytkownikowi, a nie właścicielowi pojazdu. ZPL skontaktował się już z czeską organizacją branżową ČLFA oraz europejskim Leaseurope, aby wywrzeć presję na zmianę tych przepisów na poziomie systemowym. Branża oczekuje, że polskie MSZ podejmie rozmowy dyplomatyczne, które ukrócą "łapanki” na autostradach.
Strategia przetrwania, czyli jak nie dać się uziemić za granicą?
Dopóki dyplomacja nie przyniesie efektów, kierowcy muszą radzić sobie sami. Największym problemem jest fakt, że użytkownik auta nie ma dostępu do czeskich baz danych – nie możesz samodzielnie sprawdzić, czy Twój leasingodawca ma "czyste konto”. Jedynym wyjściem jest bezpośredni kontakt z firmą finansującą przed każdym wyjazdem do Czech i zażądanie potwierdzenia braku zaległości.
Jeśli jednak dojdzie do kontroli i okaże się, że system wyświetla dług, eksperci i firmy leasingowe (m.in. PKO Leasing) wskazują, że najbezpieczniejszą i najszybszą ścieżką jest opłacenie żądanej kwoty na miejscu. Pozwala to zachować tablice rejestracyjne i kontynuować podróż.
Najważniejsze w tym rozwiązaniu jest jednak pobranie oficjalnego potwierdzenia zapłaty oraz dokumentacji sprawy. Większość dużych firm leasingowych deklaruje, że po powrocie do kraju i przedstawieniu skanu tych dokumentów, niezwłocznie zwraca klientowi pieniądze.
Pamiętajmy – dla czeskiego policjanta na autostradzie liczy się tylko to, co widzi w tablecie, a Twoje tłumaczenia o "innym kliencie” niestety nie zatrzymają procedury konfiskaty tablic.