Czy SCT jest zgodne z Konstytucją? Ponad stu posłów zaskarża ustawę o elektromobilności do Trybunału
Grupa ponad stu parlamentarzystów złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją RP przepisów o elektromobilności. Ruch ten stanowi reakcję na kontrowersje wokół krakowskiej Strefy Czystego Transportu, którą posłowie nazywają "potworem" stworzonym przez lokalne władze kosztem najuboższych kierowców. To także pierwsza tak duża skarga na obowiązujące przepisy, co może stać się precedensem dla innych miast planujących podobne strefy.
Spór o Strefę Czystego Transportu (SCT) przeniósł się z krakowskich ulic do warszawskiej siedziby Trybunału Konstytucyjnego przy alei Szucha. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaskarżyli przepisy, które pozwalają samorządom na wprowadzenie drastycznych ograniczeń wjazdu dla starszych samochodów z silnikami benzynowymi i diesla. Choć sama Ustawa o elektromobilności funkcjonuje już od ponad dwóch lat, to skala wdrożenia SCT w stolicy Małopolski, obejmującej około 60% powierzchni miasta, stała się przyczyną społecznego buntu wobec obowiązujących przepisów.
Konflikt zaostrza fakt, że w samym Krakowie przeciwnicy SCT stanowią liczną grupę mieszkańców miasta, która zebrała już ponad 70 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta.
Ustawa o elektromobilności pod lupą sędziów
Autorzy skargi do Trybunału Konstytucyjnego przekonują, że Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych uderza w konstytucyjne prawo własności i zasadę równości obywateli wobec prawa. Podczas briefingu w Krakowie Małgorzata Wassermann wyjaśniła powody podjęcia kroków prawnych na szczeblu centralnym. Parlamentarzyści podkreślają, że nie sprzeciwiają się samej idei poprawy jakości powietrza, ale formie, jaką przybrała ona w lokalnym wydaniu. Według nich, samorządy otrzymały zbyt dużą swobodę w interpretowaniu przepisów, co w konsekwencji doprowadziło do stworzenia regulacji szkodliwych dla mieszkańców.
– Uważamy, że to, co zrobiła Rada Miasta pod rządami Aleksandra Miszalskiego oznacza, że z ustawy, która miała dobry i słuszny cel, zrobiono potwora, którego wykorzystano przeciwko mieszkańcom całego województwa, nie tylko miasta Krakowa, ale i okolic. Nie zgadzamy się z tym, będziemy z tym walczyć na wszystkie możliwe sposoby – mówi Małgorzata Wassermann.
Krakowski "potwór" siedem razy większy od warszawskiego
Największym punktem zapalnym jest gigantyczny obszar obowiązywania krakowskiej SCT, która rozciąga się do granic obwodnicy autostradowej. Największe emocje wśród przeciwników budzi porównanie z analogicznym rozwiązaniem wprowadzonym w Warszawie. Poseł Łukasz Kmita wskazuje, że rozwiązanie krakowskie jest siedmiokrotnie większe niż to w stolicy, co wpływa na życie nie tylko krakowian, ale i tysięcy osób dojeżdżających do pracy z okolicznych powiatów. Zdaniem posła prawo lokalne bezpośrednio uderza w mniej zamożnych obywateli.
– Z pewnością strefa czystego transportu siedem razy większa w Krakowie niż w Warszawie pokazuje, że to jest uderzenie w mieszkańców, którzy mają starsze pojazdy. W mieszkańców, którzy nie mają środków na to, żeby je wymienić – mówi Łukasz Kmita.
Poseł zwrócił również uwagę na fakt, że ustawa wymusiła wprowadzanie SCT w miastach powyżej 100 tysięcy mieszkańców, w których odnotowano przekroczenie norm emisji dwutlenku azotu, jednak szczegółowe zapisy dają urzędnikom narzędzia do wprowadzania zakazów wykraczających poza realne potrzeby ochrony środowiska.
Wandalizm na drogach i koszty społecznego oporu
Opór przeciwko SCT widoczny jest w dużej mierze w Krakowie, gdzie akty wandalizmu wymierzone w infrastrukturę strefy stały się niemalże codziennością. Zarząd Dróg Miasta Krakowa alarmuje, że tylko w miniony weekend, 21-22 lutego, zniszczono 12 znaków informujących o granicach obszaru objętego restrykcjami. Koszt wymiany jednego znaku to wydatek rzędu 600 złotych, a łączna suma strat poniesionych przez miasto od początku roku zbliża się do 41 tysięcy złotych. Niektóre znaki są zamalowywane, inne fizycznie usuwane, a w skrajnych przypadkach trafiają nawet na aukcje internetowe.
Krakowska policja ostrzega, że niszczenie oznakowania o wartości powyżej 800 złotych jest przestępstwem, za które grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Mimo to determinacja przeciwników zmian rośnie. Prezydent Aleksander Miszalski, widząc skalę protestów i realne zagrożenie referendum odwoławczym, zapowiedział już korektę zasad funkcjonowania strefy. Dla wielu jest to jednak tylko ruch pozorowany, który nie zmienia faktu, że od 1 stycznia kierowcy aut benzynowych niespełniających normy Euro 4 oraz diesli poniżej Euro 6 muszą płacić za wjazd do miasta lub liczyć się z wysokimi mandatami.
Przyszłość stref w rękach sędziów z Warszawy
Obecne przepisy zakładają, że od 2029 roku wjazd starym samochodem do Krakowa zostanie całkowicie zakazany, a okres przejściowy z opłatami wynoszącymi 2,5 zł za godzinę lub 100 zł miesięcznie jest tylko etapem pośrednim. Z opłat zwolnieni są jedynie mieszkańcy, którzy kupili auta przed 26 czerwca 2025 roku. Jeśli Trybunał Konstytucyjny podzieli argumenty ponad stu posłów PiS i uzna ustawę o elektromobilności za niezgodną z Konstytucją, cały system stref może zostać całkowicie unieważniony. Orzeczenie TK wymusiłoby bowiem zmianę fundamentów prawnych, na których opierają się wszystkie lokalne uchwały samorządowe dotyczące czystego transportu.