Fatalna luka w przepisach? Autobusy elektryczne mogą sparaliżować ewakuację miast
Od początku 2026 roku największe polskie miasta z liczbą mieszkańców powyżej 100 tys. mogą kupować wyłącznie autobusy zeroemisyjne. Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej ostrzega jednak, że w obliczu ewentualnego zagrożenia militarnego lub klęsk żywiołowych, taki tabor może okazać się pułapką, uniemożliwiając sprawną ewakuację mieszkańców i paraliżując drogi.
Obowiązująca od stycznia nowelizacja ustawy o elektromobilności postawiła samorządy pod ścianą, a blisko 40 największych aglomeracji w Polsce, zamieszkałych przez ponad 10 milionów osób, nie ma już możliwości nabywania nowych autobusów miejskich z silnikami spalinowymi. W piśmie skierowanym do premiera Donalda Tuska prezes Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej (IGKM), Dorota Rondtke, alarmuje, że obecny kształt przepisów realnie zagraża zdolnościom obronnym Polski oraz sprawności działań z zakresu ochrony ludności.
Ryzyko paraliżu w godzinie próby
Głównym punktem zapalnym jest kwestia niezawodności autobusów elektrycznych w sytuacjach ekstremalnych. W warunkach kryzysowych, takich jak konflikt zbrojny czy awarie infrastruktury, stabilność dostaw energii elektrycznej jest co najmniej wątpliwa. IGKM argumentuje, że flota autobusowa oparta wyłącznie na elektrykach staje się bezużyteczna w przypadku odcięcia zasilania. Co więcej, rozładowane autobusy, których nie da się szybko zatankować w polu czy w warunkach polowych mogą stać się fizycznymi barykadami. Unieruchomione na najważniejszych trasach wylotowych pojazdy zablokowałyby drożność dróg strategicznych, uniemożliwiając nie tylko ucieczkę cywilom, ale i przemieszczanie się służbom ratunkowym oraz wojsku.
Problemem pozostaje także technologia wodorowa oraz wpływ czynników atmosferycznych. Obecne rezerwy wodoru w poszczególnych województwach są zbyt małe, aby zaspokoić potrzeby operacyjne dużego przewoźnika w stanie wyższej konieczności. Z kolei w przypadku baterii ich wydajność znacznie spada przy niskich temperaturach. Konieczność intensywnego ogrzewania wnętrza pojazdu zimą skraca zasięg i wydłuża czas ładowania, co w przypadku nagłej ewakuacji może przynieść tragiczne skutki.
Prawne błędne koło w Krakowie i innych metropoliach
Sytuacja krakowskiego MPK jest doskonałym przykładem legislacyjnego zamętu. Spółka ta została wyznaczona przez wojewodę jako podmiot podlegający militaryzacji i ochrony ludności, co nakłada na nią obowiązek utrzymywania taboru w gotowości do zadań obronnych. Jednocześnie, jako przewoźnik w mieście powużej 100 tysięcy mieszkańców, MPK po 1 stycznia 2026 roku nie może już kupować autobusów spalinowych do obsługi linii miejskich.
Powstaje zatem paradoks. Prawo wymaga od przewoźnika gotowości do działania w przypadku wojny, ale jednocześnie zabrania mu kupowania pojazdów spalinowych, które w takich warunkach są najbardziej niezawodne. Choć ustawa teoretycznie pozwala na zakup pojazdów spalinowych do obsługi linii podmiejskich, w praktyce miejskiej logistyki, gdzie autobusy są rotowane między różnymi trasami, takie rozróżnienie jest niemal niemożliwe do utrzymania bez ryzyka złamania restrykcyjnych norm środowiskowych.
IGKM domaga się pilnej korekty przepisów
IGKM nie postuluje całkowitego odejścia od ekologii i zielonego transportu, ale walczy o zachowanie zdrowego rozsądku. Izba proponuje zmianę art. 36 ustawy o elektromobilności. Postulat zakłada, że wymóg zeroemisyjności nie powinien dotyczyć pojazdów nabywanych przez podmioty, na które nałożono obowiązki militaryzacyjne lub które uznano za kluczowe dla ochrony ludności cywilnej.
Wprowadzenie takiej poprawki pozwoliłoby przewoźnikom na zachowanie w swoich flotach odpowiedniego odsetka autobusów z tradycyjnym napędem. Zdaniem ekspertów, takie rozwiązanie gwarantuje zachowanie kontroli operacyjnej w sytuacjach najwyższego zagrożenia, kiedy priorytetem nie jest już czystość spalin, a życie i bezpieczeństwo Polaków.
Fot: Envato