Komisja Kodyfikacyjna: Właściciel auta nie musi na siebie donosić po zdjęciu z fotoradaru
Właściciele aut zyskali właśnie potężny argument w walce z systemem CANARD. Zgodnie z najnowszą opinią Komisji Kodyfikacyjnej z 2026 roku, prawo do milczenia skutecznie chroni przed karą za niewskazanie sprawcy, jeśli za kierownicą w momencie zrobienia zdjęcia siedział sam właściciel. To może oznaczać paraliż obecnego systemu karania.
Obecny model działania systemu CANARD opiera się na prostym mechanizmie: fotoradar rejestruje przekroczenie prędkości, a do właściciela pojazdu trafia wezwanie do wskazania, kto siedział za kierownicą. Właściciel staje wtedy przed trudnym wyborem. Może przyznać się do winy i przyjąć mandat, wskazać inną osobę lub odmówić odpowiedzi, narażając się na wysoką grzywnę wynoszącą co najmniej 800 zł. Artykuł 96 paragraf 3 Kodeksu wykroczeń przewiduje za to surowe kary, ale koliduje on z fundamentem prawa karnego – zasadą, że nikt nie musi dostarczać dowodów przeciwko samemu sobie.
Konstytucja ważniejsza niż urzędowy formularz
Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO), który od lat alarmuje, że zmuszanie kierowców do samooskarżania narusza prawo do obrony. Choć RPO postulował wpisanie jasnego wyłączenia kary do przepisów, Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego w swojej opinii z 2026 roku uznała, że zmiana ustawy jest zbędna.
Eksperci pod przewodnictwem prof. Andrzeja Sakowicza wskazali, że prawo do milczenia wynika bezpośrednio z Konstytucji oraz dotychczasowych wyroków Trybunału Konstytucyjnego. W praktyce oznacza to, że jeśli właściciel samochodu był jednocześnie sprawcą wykroczenia, ma pełne prawo odmówić udzielenia odpowiedzi na pytanie o tożsamość kierowcy, a państwo nie może go za to ukarać grzywną.
Sądy korygują upór urzędników
Mimo sygnałów płynących z najwyższych instancji, system CANARD nadal automatycznie generuje wezwania, a sądy niższej instancji niejednokrotnie wydają wyroki skazujące za milczenie. Komisja Kodyfikacyjna podkreśla jednak, że takie rozstrzygnięcia są błędne i powinny być konsekwentnie zaskarżane. Prawo do obrony pozwala właścicielowi pojazdu milczeć na każdym etapie postępowania, jeśli informacja o kierowcy mogłaby go obciążyć. Choć urzędnicy GITD nadal oczekują wypełnienia formularza pod groźbą kary, ostateczna linia orzecznictwa stoi po stronie kierowcy.
To dobra wiadomość, ale nie na długo
Sukcesy kierowców w sądach mogą być jednak krótkotrwałe ze względu na przygotowywaną tzw. ustawę fotoradarową. Nowe przepisy mają zmienić formę karania, przenosząc odpowiedzialność karną kierowców na grunt administracyjny. Zamiast szukać sprawcy, kary zostaną nałożone bezpośrednio na właściciela pojazdu za samo przekroczenie prędkości zarejestrowane przez urządzenie. W takim układzie prawo do milczenia przestaje mieć znaczenie, ponieważ kara administracyjna będzie przypisana do pojazdu, a nie do osoby.
Do czasu wejścia w życie zmian, obecny system pozostaje dziurawy, a opinia Komisji Kodyfikacyjnej daje kierowcom zielone światło do kwestionowania kar za niewskazanie sprawcy.
Fot: Envato