Król jest jeden. Samochód zmiażdżył transport publiczny w unijnym raporcie
Wielka ofensywa Brukseli wymierzona w transport indywidualny miała sprawić, że przesiądziemy się do komunikacji miejskiej i na rowery. Tymczasem najnowsze dane Europejskiego Trybunału Obrachunkowego gaszą ten entuzjazm. Mimo ogromnych inwestycji w infrastrukturę, samochód wciąż pozostaje bezkonkurencyjnym środkiem transportu, a ambitne plany UE rozbijają się o rzeczywistość na przedmieściach.
Unijni kontrolerzy sprawdzili inwestycje z lat 2014-2027, których łączna wartość sięga 60 miliardów euro. Za te pieniądze modernizowana jest kolej, budowane są nowoczesne węzły przesiadkowe i setki kilometrów dróg rowerowych. Celem tych inwestycji było skrócenie czasu dojazdu innym środkiem transportu niż samochód z peryferii do centrum metropolii. Raport z badania sześciu europejskich miast, w tym polskich Katowic, pokazuje jednak, że teoria swoje, a życie swoje.
Katowice pod lupą i porażka zbiorkomu
Dla polskich kierowców najciekawszym elementem raportu jest analiza przeprowadzona na Górnym Śląsku. Kontrolerzy sprawdzili, jak wygląda podróż z Pyskowic do serca Katowic, a dokładniej pod gmach Uniwersytetu Śląskiego. Porównano przejazd samochodem, komunikacją zbiorową oraz wariant multimodalny, zakładający przesiadkę w Gliwicach na nowoczesnym węźle wybudowanym za unijne miliony. Wynik zapewnie nie zadowolił unijnych urzędników.
Nawet w godzinach szczytu, gdy ulice są teoretycznie sparaliżowane, samochód pozwala nam na najszybszą podróż z punktu A do B. Ani forma przesiadkowa, ani kolej regionalna nie były w stanie zagrozić pozycji osobówki.
Nieefektywne planowanie?
Dlacego zatem mimo miliardów euro przeznaczanych w systemy transportowe, wciąż tracimy tyle czasu w autobusach? Europejski Trybunał Obrachunkowy wskazuje na fundamentalny błąd w sztuce planowania. Strategie mobilności zbyt często kończą się na granicach administracyjnych miast, podczas gdy znaczna część pasażerów podróżuje do metropolii z odległych przedmieść i gmin ościennych. To właśnie tam generowany jest największy ruch, z którym obecna infrastruktura nie potrafi sobie poradzić w sposób konkurencyjny czasowo. Brak spójnego spojrzenia sprawia, że nowoczesny tramwaj pozostanie tylko ozdobą, jeśli mieszkaniec przedmieść nie ma jak do niego sprawnie i szybko dotrzeć.
Europa dwóch prędkości i rowerowe pułapki
Sytuacja w Katowicach nie jest wyłączna, choć inne miasta pokazały nieco inne oblicza. W Lizbonie i Lille samochód również okazał się nie do pobicia. Ciekawym wyjątkiem jest Praga i Budapeszt, gdzie transport publiczny zdołał wygrać z autem. To z kolei pokazuje, że sukces jest możliwy, ale wymaga specyficznych warunków, umiejętnego planowania i prawdopodobnie jeszcze większych nakładów. Z kolei w Sewilii wygrał rower, choć i tu pojawił się poważny problem. Kontrolerzy zauważyli, że wzorowa infrastruktura rowerowa kończy się na granicy miasta. Poza nim rowerzyści są zmuszeni do ryzykownej jazdy po zwykłych drogach, co obniża bezpieczeństwo i zniechęca do rezygnacji z auta.
Jedyny sposób na wygraną to zakazy?
Raport zwraca uwagę na jeszcze jedną, dość kontrowersyjną kwestię. Katowice wyróżniły się na tle badanych miast tym, że jako jedyne nie wprowadziły dotąd żadnych restrykcji dla kierowców. Brak stref ograniczonego ruchu czy stref czystego transportu sprawia, że jazda samochodem jest po prostu najwygodniejszą i najbardziej racjonalną decyzją.
Unijni eksperci sugerują, że dopóki wjazd do miast nie zostanie sztucznie utrudniony, transport publiczny może nigdy nie wygrać tej walki samą ofertą. Wygląda więc na to, że jeśli autobusy nie potrafią stać się szybsze i bardziej dostępne, urzędnicy mogą spróbować sprawić, by to samochody stały się wolniejsze lub niechciane.