Myślała, że wjeżdża do garażu, a wylądowała Range Roverem na peronie. Kosztowny błąd 35-latki
To był prawdopodobnie najdroższy "parking" w historii Łodzi. Choć od feralnego czwartku minęło kilka dni, internauci wciąż nie mogą wyjść z podziwu dla wyczynu 35-letniej kobiety kierującej Range Roverem, która pomyliła przejście podziemne z wjazdem do garażu.
Zdjęcia luksusowego SUV-a, który utknął w tunelu dla pieszych, błyskawicznie obiegły sieć, budząc falę komentarzy – od czystego niedowierzania, przez śmiech, aż po głosy oburzenia. Jak to możliwe, że potężny samochód znalazł się w miejscu przeznaczonym dla pieszych? Choć sytuacja ta brzmi jak scenariusz komedii, finał tej historii okazał się wyjątkowo bolesny dla portfela kierującej.
"Parking” ze schodami w pakiecie
Do tego kuriozalnego zdarzenia doszło 29 stycznia przed południem w okolicach jednego z najważniejszych węzłów komunikacyjnych w Łodzi. 35-letnia kobieta, siedząca za kierownicą potężnego Range Rovera, desperacko szukała miejsca postojowego. Gdy jej wzrok padł na szeroki zjazd, uznała, że to brama do podziemnego raju dla jej auta. Niestety, zamiast na przestronny parking, SUV wjechał prosto do tunelu prowadzącego na perony dworca Łódź Kaliska.
Kosztowna pomyłka przyjezdnej
Dlaczego doszło do tak absurdalnej sytuacji? Odpowiedź jest prosta: brak znajomości terenu i... nadmierna wiara w intuicję. Kobieta nie pochodzi z Łodzi – przyjechała do miasta na zawody konne odbywające się w pobliskiej Atlas Arenie. Jak wyjaśnia aspirant Kamila Sowińska z łódzkiej policji, kierująca Range Roverem szukała miejsca do zaparkowania i myślała, że właśnie wjeżdża na podziemny parking.
Funkcjonariusze szybko zweryfikowali stan trzeźwości 35-latki. Badanie alkomatem wykazało 0,0 promila. Kobieta miała też ważne prawo jazdy.
Mandat, który boli bardziej niż brak wolnego miejsca parkingowego
Choć w zdarzeniu na szczęście nikt nie ucierpiał, a Range Rover – o dziwo – był w stanie samodzielnie wyjechać z pułapki (po rozmowie z policjantami kierująca bez większych problemów wycofała auto z tunelu), służby nie były pobłażliwe. Za zignorowanie oznakowania i stworzenie nietypowego zagrożenia, kobieta została ukarana mandatem w wysokości 2500 zł.
Co ciekawe, historia lubi się powtarzać. Łódź Kaliska najwyraźniej ma w sobie coś z "trójkąta bermudzkiego” dla kierowców. W lutym 2018 roku identyczny błąd popełnił 52-latek w Citroenie. Wtedy jednak auto utknęło na schodach i musiało zostać wyciągnięte przez lawetę, a mandat był... o ponad 2 tysiące złotych niższy (wynosił zaledwie 300 zł).
Lekcja dla wszystkich kierowców
Łódzka policja na swoich mediach społecznościowych apeluje w związku z tym nietypowym wydarzeniem o szczególne zwracanie uwagi na oznakowanie drogowe. Szczególnie w obcym mieście warto zdjąć nogę z gazu i dwa razy upewnić się, czy „zjazd”, w który celujemy, na pewno jest przeznaczony dla czterech kółek. Chwila nieuwagi to nie tylko mocny cios dla portfela, ale przede wszystkim realne igranie z bezpieczeństwem pieszych w miejscu dla nich przeznaczonym.
Fot: Komenda Miejska Policji w Łodzi, Facebook