Najdroższy dojazd do pracy w historii. 65 punktów karnych w kilka minut i rozbity radiowóz
To, co wydarzyło się na wrocławskich drogach, wykracza poza granice zdrowego rozsądku i policyjnych statystyk. Kierowca starego Volkswagena Polo udowodnił, że w zaledwie kilka minut można stracić nie tylko prawo jazdy, ale i uzyskać jeden z najwyższych wyników w historii polskiego taryfikatora.
Mowa o 46-letnim mieszkańcu powiatu wrocławskiego, który w miejscowości Nadolice Wielkie zignorował każde obostrzenie, jakie napotkał na swojej drodze, gromadząc przy tym aż 65 punktów karnych. Szaleńcza jazda zakończyła się kolizją z nieoznakowanym radiowozem i widowiskowym zatrzymaniem sprawcy na środku jezdni.
Szaleńczy rajd przez ulice
Wszystko zaczęło się od rutynowego patrolu policjantów z oławskiej grupy SPEED, którzy poruszali się nieoznakowanym pojazdem z wideorejestratorem. Ich uwagę przykuł czerwony Volkswagen Polo, którego kierowca najwyraźniej pomylił publiczną drogę z torem wyścigowym. Już pierwsze sekundy pokazują skalę brawury mężczyzny, który ignorując progi zwalniające i ograniczenie prędkości do 30 km/h, wyprzedził inny samochód bezpośrednio na przejściu dla pieszych, jadąc lewą stroną wysepki rozdzielającej pasy ruchu.
Źródło: Niezależny Serwis Wiadomości 2
To był jednak dopiero początek. Kierowca, zdając się nie zauważać jadących za nim funkcjonariuszy, kontynuował swój rajd, łamiąc kolejne zakazy. Na liście przewinień znalazło się wyprzedzanie na skrzyżowaniach oraz na łukach drogi, notoryczne ignorowanie linii podwójnej ciągłej oraz znaku zakazu wyprzedzania. W miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 40 km/h, licznik w samochodzie 46-latka wskazał co najmniej 104 km/h.
Finał z radiowozem w tle
Mimo wyraźnych sygnałów świetlnych i dźwiękowych wysyłanych przez policjantów, kierujący Volkswagenem nie zamierzał dobrowolnie zjechać na pobocze. Zamiast tego kontynuował ucieczkę, stwarzając realne zagrożenie dla życia i zdrowia innych uczestników ruchu. Sytuacja stała się na tyle niebezpieczna, że doszło do zderzenia między uciekającym autem a policyjnym radiowozem. Oba pojazdy zostały uszkodzone, co ostatecznie zmusiło pirata drogowego do przerwania jazdy.
Finalnie mężczyzna został obezwładniony przez funkcjonariuszy bezpośrednio na asfalcie. Choć sytuacja wyglądała groźnie, badanie alkomatem wykazało, że 46-latek był trzeźwy. Co zatem skłoniło go do tak drastycznego łamania przepisów?
Spieszyłem się... do pracy?
Mężczyzna na pytanie policjantów odpowiedział, że powodem jego zachowania był pośpiech do pracy oraz fakt, że rzekomo nie zauważył próbującego go zatrzymać radiowozu. Konsekwencje tej szaleńczej jazdy "do pracy" będą dla kierowcy wyjątkowo bolesne. Oprócz natychmiastowej utraty prawa jazdy i gigantycznej liczby 65 punktów karnych, sprawa trafi do sądu z wnioskiem o surowe ukaranie.
To jednak nie wszystko – za niezatrzymanie się do kontroli i próbę ucieczki przed policją grozi mu kara pozbawienia wolności do lat 5. Przypadek z Nadolic Wielkich to brutalne przypomnienie, jakie konsekwencje niesie ze sobą drogowa brawura i kompletne ignorowanie obowiązujących przepisów.