Paliwo za ponad 2 euro. Niemcy rozważają „model austriacki”, a kierowcy uciekają do Słubic
Nasi sąsiedzi z Zachodu mierzą się z najwyższymi od lat cenami paliw, które przekroczyły barierę 2 euro za litr. Podczas gdy rząd w Berlinie próbuje walczyć z drożyzną za pomocą regulacji administracyjnych, tamtejsza prasa domaga się radykalnego kroku – wprowadzenia powszechnego ograniczenia prędkości na autostradach. W odpowiedzi na kryzys rząd kanclerza Friedricha Merza zdecydował się na uwolnienie rezerw strategicznych, jednak to rozwiązanie przyniosło jedynie chwilową ulgę.
W niemieckiej debacie publicznej coraz głośniej wybrzmiewa postulat powrotu do rozwiązań z czasów kryzysu naftowego z 1973 roku. Media, na czele z dziennikiem Süddeutsche Zeitung, punktują rząd za brak odwagi w kwestii wprowadzenia limitów prędkości. Proponowane 120 km/h na autostradach oraz 80 km/h na drogach krajowych mogłoby, według wyliczeń Federalnej Agencji Ochrony Środowiska, zmniejszyć zużycie paliwa o blisko 5%.
Obecnie Niemcy pozostają jedynym krajem w Europie z odcinkami autostradowymi bez limitów prędkości, co zdaniem ekspertów jest nieuzasadnionym luksusem w obliczu niedoborów surowców. Zwolennicy ograniczeń argumentują, że to najskuteczniejsza metoda realnego oszczędzania, która dodatkowo promuje elektromobilność i transport zbiorowy. Na razie jednak koalicja rządząca unika tego tematu, obawiając się politycznych kosztów tak niepopularnej decyzji.
Model austriacki w niemieckim wydaniu
Zamiast limitów prędkości, minister gospodarki Katherina Reiche proponuje zmiany w sposobie kształtowania cen na stacjach. Berlin chce wdrożyć tzw. model austriacki, zgodnie z którym stacje mogłyby podnosić ceny tylko raz dziennie o wyznaczonej godzinie, podczas gdy obniżki byłyby dozwolone bez ograniczeń. Nowe przepisy mają wejść w życie jeszcze przed Wielkanocą.
Komentatorzy rynkowi pozostają jednak sceptyczni wobec tego pomysłu. Doświadczenia z Austrii pokazują, że właściciele stacji mogą szybko znaleźć sposoby na obejście restrykcji, maksymalizując marże w dozwolonych oknach czasowych. Krytycy wskazują, że rozwiązanie to nie uderza w sedno problemu, czyli fizyczny brak surowca i niepewność geopolityczną.
Słubice ratunkiem dla niemieckich kierowców
Rzeczywistość na terenach przygranicznych wygląda jednak zupełnie inaczej niż w gabinetach polityków. Niemieccy kierowcy masowo ruszyli na polskie stacje benzynowe. Największe oblężenie przeżywają obecnie Słubice, gdzie przy dystrybutorach dominują tablice rejestracyjne z Berlina, Brandenburgii, a nawet Saksonii-Anhalt. Rekordziści pokonują nawet 180 km w jedną stronę, aby zatankować taniej.
Dla wielu mieszkańców Niemiec wschodnich "turystyka paliwowa" stała się koniecznością. Poza pełnym bakiem, kierowcy legalnie wywożą dodatkowe 20 litrów paliwa w kanistrach. Służby celne ostrzegają jednak przed przekraczaniem tych limitów – każda nadwyżka podlega opodatkowaniu, co przy rygorystycznych kontrolach na granicy może zamienić oszczędności w wysoką grzywnę.
Fot: Envato