Powrót "latających bolidów"? Szef McLarena apeluje o zmianę przepisów dla bezpieczeństwa kierowców
Dramatyczne sceny podczas przedsezonowych testów nowej ery Formuły 1 zmusiły Andreę Stellę do wystosowania ostrego apelu do FIA. Szef McLarena ostrzega, że obecne przepisy na rok 2026 mogą doprowadzić do tragedii już na polach startowych w Melbourne, a za dowód służy niebezpieczny incydent z udziałem Franco Colapinto.
Pierwsze dni testowe nowej ery Formuły 1 dostarczyły inżynierom i szefom zespołów informacji na temat tego, jak radykalnie odmienione bolidy zachowują się w bezpośrednim starciu. Andrea Stella, szef McLarena, opierając się na obserwacjach z toru Sakhir alarmuje, że obecne przepisy zawierają istotne luki, które można wyeliminować prostymi poprawkami jeszcze przed startem sezonu w Australii.
O krok od katastrofy
Najważniejszym problemem okazała się procedura startowa. Franco Colapinto, podczas testów w Bahrajnie niemal rozbił swój bolid jeszcze przed dotarciem na właściwe pole startowe. Gdy zawodnik walczył z opanowaniem pojazdu, dodatkowym problemem stał się system anti-stall, który unieruchomił auto w krytycznym momencie. Kiedy w końcu zgasły czerwone światła, obraz nędzy i rozpaczy dopełnił fakt, że część zawodników ruszyła z ogromnym opóźnieniem, a niektóre bolidy w ogóle nie drgnęły z miejsca.
Problem tkwi w charakterystyce nowych silników i konieczności utrzymania wysokiego momentu obrotowego, by zniwelować tzw. turbodziurę. Andrea Stella podkreśla, że prosta na torach to ostatnie miejsce, w którym sport powinien pozwalać na sytuacje, gdzie auto staje się "ruchomym celem" dla rozpędzonych rywali z tyłu.
Weto Ferrari
Próby zmiany procedur podejmowano już w zeszłym roku podczas posiedzeń Komisji F1, jednak zostały one zablokowane przez Ferrari. Frédéric Vasseur, szef Ferrari, argumentował swoją decyzję faktem, że gdy sam wcześniej proponował podobne korekty, został zignorowany przez resztę stawki. W efekcie zespół zainwestował ogromne zasoby w projekt silnika radzącego sobie z obecnymi, trudnymi wymogami. Dziś Włosi uważają za niesprawiedliwe zmienianie reguł gry w momencie, gdy inni producenci nie odrobili lekcji.
– Nie rozmawiamy o tym, jak jesteś szybki w kwalifikacjach czy jakie masz tempo wyścigowe. Rozmawiamy o bezpieczeństwie na polach startowych. Są pewne kwestie, które są ważniejsze od interesu konkurencji. Zapewnienie bezpieczeństwa na starcie w tak prosty sposób jest dla mnie właśnie takim czymś. Tutaj chodzi o większy interes – mówi Andrea Stella, cytowany przez The Race.
Widmo historycznych wypadków powraca
Obawy McLarena nie kończą się jednak na samym starcie. Kolejnym problemem są gigantyczne różnice w prędkościach na prostych, wynikające z nowego sposobu zarządzania energią elektryczną. Kierowcy, aby doładować baterie, muszą gwałtownie odpuszczać gaz w miejscach, gdzie normalnie pędzi się z maksymalną prędkością. Stella ostrzega, że takie "żonglowanie" mocą przy braku systemu DRS doprowadzi do sytuacji, w których goniący bolid zostanie całkowicie zaskoczony nagłym zwolnieniem rywala przed nim.
Andrea Stella przywołał przy tym tragiczne obrazy z przeszłości – potężne wzbicie się w powietrze Marka Webbera w Walencji oraz groźny wypadek Riccardo Patrese z 1992 roku. To właśnie te sytuacje, gdzie bolid najeżdża na tył wolniejszego przeciwnika i zamienia się w pocisk, są zdaniem szefa McLarena najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na rok 2026, jeśli FIA nie zmieni limitów dostępności energii bateryjnej.