Presja na rząd rośnie. Diesel za 9 zł jednoczy wyborców koalicji i opozycji
Sobotnia decyzja Orlenu o gwałtownym podniesieniu cen hurtowych zmieniła i tak już pesymistyczne prognozy analityków. Choć jeszcze kilka dni temu eksperci spodziewali się przekroczenia progu 8 złotych za litr diesla, najnowsze dane wskazują, że po 23 marca możemy spodziewać się już kwot przekraczających 9 złotych za litr. Polacy coraz częściej domagają się interwencji rządu w związku z coraz trudniejszymi realiami na stacjach paliw.
Jeszcze w piątek eksperci z e-petrol.pl prognozowali, że od poniedziałku diesel będzie kosztował średnio od 8,05 do 8,25 zł za litr. Sytuacja uległa jednak radykalnej zmianie w sobotę 21 marca, gdy Orlen zaktualizował ceny hurtowe. Obecnie cena metra sześciennego oleju napędowego w hurcie wzrosła do poziomu 7260 zł netto. Po doliczeniu 23% podatku VAT daje to kwotę 8,93 zł za sam litr paliwa w hurcie. Uwzględniając także standardową marżę detaliczną, która zazwyczaj wynosi od 10 do 30 groszy, cena diesla na pylonach stacji paliw może przekroczyć granicę 9 zł za litr.
Stabilniejsza sytuacja benzyny i LPG
Mimo gwałtownych skoków cen oleju napędowego, ceny benzyny pozostają relatywnie stabilne. Według danych udostępnionych przez Orlen, cena hurtowa benzyny Pb95 w sobotę minimalnie spadła, co pozwala utrzymać wcześniejsze prognozy ekspertów e-petrol.pl. Od poniedziałku 23 marca kierowcy tankujący benzynę 95-oktanową powinni spodziewać się kwot rzędu 6,94-7,09 zł za litr. W przypadku benzyny Pb98 ceny mają wynieść 7,76-7,91 zł za litr. Podwyżki dotkną także autogazu – szacowana cena LPG w nadchodzącym tygodniu wyniesie od 3,38 do 3,51 zł za litr, wobec 3,32 zł notowanych w ubiegłą środę.
Polacy żądają reakcji rządu
Rekordowe ceny na stacjach budzą coraz większy opór społeczny. Z sondażu przeprowadzonego przez United Surveys by IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski wynika, że aż 69,4% ankietowanych domaga się od rządu aktywnej interwencji, na przykład poprzez obniżenie akcyzy lub podatków. W tej liczbie 44,2% to głosy "zdecydowanie" popierające taki ruch, a 25,2% to wskazania na "raczej tak". Przeciwnego zdania jest jedynie co piąty badany (19,5%), przy czym zaledwie 3,5% kategorycznie sprzeciwia się ingerencji państwa.
Co ciekawe, konieczność takich działań widzą nie tylko wyborcy opozycji, w tym PiS, Konfederacja i Razem (86%), ale także większość zwolenników koalicji rządzącej (52%).
Mimo nacisków społecznych, rząd podchodzi do tematu z dużą ostrożnością. Minister finansów Andrzej Domański podkreśla, że sytuacja jest stale analizowana pod kątem dynamiki rynków światowych. Głównym argumentem rządu przeciwko gwałtownym ruchom cenowym jest obawa przed masowym wykupowaniem tańszego paliwa przez kierowców zagranicznych, szczególnie w regionach przygranicznych.
Minister zaznaczył, że ewentualna redukcja obciążeń podatkowych to "perspektywa miesięcy, a nie dni", co w kontekście poniedziałkowych podwyżek oznacza, że kierowcy zostaną z wysokimi cenami na dłużej.
Fot: Envato