Szokujące oświadczenie Sebastiana M. Oskarżony kwestionuje dowody w sprawie wypadku na A1
Na sali rozpraw w Piotrkowie Trybunalskim doszło do rozbieżności stanowisk w kwestii ustaleń biegłych oraz procedur dowodowych. Sebastian M., oskarżony o spowodowanie wstrząsającego wypadku na autostradzie A1, w którym w płomieniach zginęła trzyosobowa rodzina, złożył oficjalne oświadczenie, podważając fundamenty aktu oskarżenia.
Kierowca sportowego BMW, który po tragedii wyjechał do Dubaju i został sprowadzony do Polski w ramach procedury ekstradycyjnej, teraz kwestionuje rzetelność ustaleń prokuratury. Choć biegli powołani przez śledczych wskazują, że w chwili uderzenia w samochód marki Kia pojazd oskarżonego poruszał się z prędkością przekraczającą 315 km/h, obrona Sebastiana M. podnosi argumenty o błędnych obliczeniach i rzekomych sprzecznościach w dokumentacji technicznej. Krewni ofiar, nie mogąc słuchać argumentacji oskarżonego, w emocjach opuścili gmach sądu.
Ile jechał Sebastian M.?
Najważniejszym elementem linii obrony Sebastiana M. stała się próba wykazania wewnętrznych niespójności w opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Oskarżony podczas rozprawy wskazywał, że biegli z jednej strony ocenili uszkodzenia obu pojazdów jako charakterystyczne dla różnicy prędkości wynoszącej około 55-62 km/h, a z drugiej strony przypisali jego BMW prędkość sięgającą 330 km/h. Według oskarżonego, skoro Kia poruszała się z prędkością około 140 km/h, to prędkość jego pojazdu powinna wynosić około 200 km/h. W jego ocenie ta rozbieżność całkowicie wyklucza rzetelność przedstawionej przez śledczych ekspertyzy.
Wątpliwości wokół czarnej skrzynki BMW
Obrona Sebastiana M., reprezentowana przez mecenas Katarzynę Hebdę, skoncentrowała się na podważeniu wiarygodności systemu EDR (Event Data Recorder), czyli urządzenia rejestrującego parametry jazdy tuż przed kolizją. Adwokat złożyła wniosek o zwrócenie się bezpośrednio do producenta pojazdu z zapytaniem, czy liczne modyfikacje mechaniczne, którym poddano egzemplarz BMW M850i, mogły wpłynąć na przekłamanie odczytów prędkości. Obrona sugeruje, że systemy elektroniczne po ingerencji w oprogramowanie lub podzespoły auta mogą zawyżać parametry, a biegli oparli się na danych, których nie zweryfikowali u źródła.
Dodatkowo obrona podniosła kwestię kompetencji samych ekspertów, wskazując na brak informacji o aktualizacji ich certyfikatów zawodowych w ostatnich latach.
Prokuratura mówi o manipulacji faktami
Na słowa oskarżonego stanowczo zareagowała prokurator Konstancja Paprotna-Tobiczyk. Śledczy stoją na stanowisku, że opinia biegłych jest kompletna, jasna i nie zawiera błędów logicznych, a wszelkie modyfikacje pojazdu były znane ekspertom i uwzględnione w procesie badawczym.
Według oskarżyciela publicznego, działania obrony są jedynie próbą obejścia procedur karnych i bezzasadnego powoływania prywatnych podmiotów do oceny dowodów. Prokuratura podkreśliła, że w odczycie danych z systemów EDR uczestniczyli przedstawiciele autoryzowanego serwisu BMW Polska, co miało gwarantować rzetelność procesu. Oświadczenie Sebastiana M. zostało nazwane próbą manipulacji i subiektywną interpretacją faktów, która stoi w sprzeczności z zebranym materiałem dowodowym.
Dramatyczne chwile na sali rozpraw
Sebastian M. w swoim wystąpieniu nie tylko nie przyznał się do winy, ale zasugerował, że do tragedii przyczynił się manewr kierowcy Kii oraz fakt, że pożar wybuchł dopiero po uderzeniu auta w bariery energochłonne. Argumentacja ta, sugerująca, że śmierć rodziny nie była bezpośrednim skutkiem samego zderzenia, wywołała wstrząs wśród bliskich ofiar. Matka kierowcy Kii ze łzami w oczach opuściła salę, nie będąc w stanie dalej uczestniczyć w posiedzeniu. Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych skomentował postawę oskarżonego jako wysoce niestosowną w obliczu dowodów i zeznań świadków, którzy opisywali brawurową jazdę BMW i „mruganie światłami” w celu wymuszenia pierwszeństwa na autostradzie.
Sędzia Renata Folkman na tym etapie oddaliła wnioski o przesłuchanie producenta auta, uznając dotychczasową wiedzę biegłych za wystarczającą. Ostateczna decyzja co do ewentualnego dopuszczenia uzupełniającej opinii wszystkich biegłych ma zapaść jeszcze w lutym 2026 roku. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.