Złodzieje paraliżują elektromobilność w Europie. Fala kradzieży dotarła z Niemiec do Polski
Operatorzy infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych biją na alarm. W całej Polsce, od Pomorza po Śląsk, masowo znikają kable do ładowania EV. Choć dla złodzieja wartość łupu wynosi zaledwie kilkaset złotych, koszty naprawy urządzeń sięgają dziesiątek tysięcy, bezpośrednio uderzając w rozwój elektromobilności.
Już we wrześniu i październiku ubiegłego roku branża motoryzacyjna ostrzegała przed tym zjawiskiem. To właśnie wtedy niemieccy operatorzy, w tym EnBW czy Ionity, zaczęli raportować lawinowy wzrost dewastacji punktów ładowania. Problem, który początkowo obserwowano głównie za Odrą, szybko przekroczył naszą granicę. Dziś z identyczną plagą mierzą się polskie miasta – od Wrocławia, przez Śląsk, aż po Pomorze.
Niepokojąca skala zjawiska
Jak informuje RMF FM, sytuacja w niektórych polskich miastach staje się dramatyczna. We Wrocławiu przeprowadzona kontrola wykazała, że na 11 sprawdzonych miejskich ładowarek, aż 10 zostało pozbawionych przewodów. Problem nie omija również mniejszych miejscowości – w Lubinie i Polkowicach policja zatrzymała seryjnego sprawcę, któremu za kradzieże w warunkach recydywy grozi teraz nawet 7,5 roku więzienia.
Złodzieje wybierają cele strategicznie. Najczęściej są to stacje zlokalizowane przy marketach (np. sieci Biedronka) oraz na słabo oświetlonych parkingach, co pozwala im działać pod osłoną nocy. Skutki odczuwają kierowcy elektryków, którzy coraz częściej zastają stacje niezdatne do użytku, co może oznaczać nawet brak możliwości powrotu do domu.
Niewspółmierne straty: 200 zł zysku, 20 tysięcy zł szkody
"Opłacalność" tego procederu jest szokująco niesymetryczna. Przewody ładowania, ze względu na konieczność zapewnienia dobrego przewodnictwa i ograniczenia strat energii, zawierają od 4 do 10 kilogramów miedzi. Dla złodzieja oznacza to, że w punkcie skupu złomu za taką ilość surowca może otrzymać on około 50 euro, a zatem około 200 zł. Z kolei dla operatora, naprawa zniszczonej stacji, wliczając koszt nowego, specjalistycznego przewodu i serwisu, to wydatek rzędu 3500-5000 euro (nawet do 21 000 zł).
W samych Niemczech operator EnBW odnotował w ubiegłym roku ponad 900 kradzieży, a firma Alpitronic donosi o średnio 70 odciętych kablach dziennie. W skali roku generuje to wielomilionowe straty, które hamują inwestycje w nowe punkty ładowania. Co więcej, wiele zniszczonych stacji w Polsce powstało dzięki dotacjom z publicznych pieniędzy.
Nie tylko miedź – wandalizm i ideologia
Eksperci zwracają również uwagę na niepokojący trend. Część zniszczeń nie ma podłoża finansowego. Operatorzy tacy jak Ionity zauważają, że kable są niekiedy ucinane w sposób uniemożliwiający ich sprzedaż (np. tuż przy stacji), a fragmenty z wtyczkami są porzucane w pobliskich zaroślach.
Może to świadczyć o tzw. sabotażu ideologicznym – celowym niszczeniu infrastruktury przez przeciwników elektromobilności. W konsekwencji każda taka awaria podważa zaufanie kierowców do niezawodności sieci ładowania, a wandal osiąga swój cel.
Jesienne ostrzeżenia stały się faktem
Eksperci wskazywali na rosnące zagrożenie jeszcze w 2025 roku, apelując o zmiany w prawie. Dziś, gdy problem jest powszechny w Polsce, branża ponawia apele o traktowanie kabli jako elementu infrastruktury energetycznej. Taka zmiana prawna pozwoliłaby na znacznie surowsze karanie sprawców – obecnie za kradzież i zniszczenie mienia grozi do 5 lat więzienia (lub do 7,5 roku w przypadku recydywy), jednak przy kwalifikacji jako przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu energetycznemu, wyroki mogłyby być bardziej odstraszające.
Operatorzy ratują się technologią – od monitoringu, przez pancerne oploty kabli, aż po systemy barwiące złodziei przy próbie cięcia na stacjach Tesli i Ionity. Działania technologiczne wspierane są przez ofensywę administracyjną i prawną. Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) wystosowało oficjalny apel do prezydentów 37 największych polskich miast, wzywając do przeprowadzenia wzmożonych kontroli w punktach skupu złomu.
Wygląda jednak na to, że bez systemowych zmian w prawie i kontroli skupów złomu, europejska plaga kradzieży będzie się dalej rozprzestrzeniać.