Digitalizacja jest passé. Analogowe instrumenty wracają do łask
Jeszcze na początku XXI wieku zachwycaliśmy się ekranami czy cyfrowymi zegarami, które były czymś futurystycznym i świadczącym o odwadze danego producenta. Ćwierć wieku później jesteśmy wręcz przebodźcowani od informacji ukazywanych na wszechobecnych w nowych autach wyświetlaczach. Doszliśmy jednocześnie do momentu, kiedy modne stały się analogowe instrumenty i przyciski, a w najdroższych samochodach jak Bugatti czy Hennessey, przybrały one nawet postać ekskluzywnych dodatków.
Pamiętacie lata 80. XX wieku i Chevroleta Corvette C4? Właśnie w tym modelu jako jednym z pierwszych mogliśmy doświadczyć cyfrowych zegarów. Były one wówczas czymś niezwykle futurystycznym. Nie tylko Amerykanie jednak mogli się poszczycić cyfrowymi wskaźnikami, gdyż podobne rozwiązanie miał Opel Kadett GSi. Potem przyszły lata 90. i kolorowe wyświetlacze nawigacji satelitarnej, np. w Mercedesie Klasy S W220, które mimo siermiężnych grafik i braku dotykowej obsługi wzbudzały podziw i były kojarzone z czymś ekskluzywnym. Z czasem dodawano obsługę dotykową i stopniowo powiększano wyświetlacze, choć przez długi czas ekran o przekątnej 7" uchodził za spory (obecnie takie wyświetlacze mają nasze telefony). Przełom nastąpił w drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy to normą stały się tzw. cyfrowe kokpity, składające się z dwóch wyświetlaczy o przekątnej co najmniej 10", a nierzadko nawet 12" i powyżej, z których jeden obsługiwał cyfrowe zegary, a drugi multimedia. Szło to w parze z redukcją fizycznych przycisków i przerzucaniem większości funkcji na ekrany.
Głowa boli od nadmiaru ekranów
Jak jest obecnie? Wyświetlacze absolutnie dominują we wnętrzach samochodów, często mamy nawet po 4 czy 5 ekranów we wnętrzu, mają one rozmiary ekranów w laptopie (nawet ponad 15"), a w niektórych autach kokpity składają się wyłącznie z wyświetlaczy pod wspólną taflą szkła. Taka sytuacja jest np. w najnowszych Mercedesach, niezależnie, czy mówimy tu o kompaktowym CLA czy też o flagowej Klasie S. Dotykową obsługę szczególnie upodobali sobie także chińscy producenci, którzy "ładują" w ekran dosłownie wszystkie istotne funkcje pojazdu, łącznie nawet z obsługą świateł czy lusterek. Nie wspomnę już jak absorbująca i niebezpieczna podczas jazdy jest obsługa takich rozwiązań.
Range Rover i jego teoria o "czystości formy"
Dlaczego zatem producenci tak robią? Teorie o czystości formy i minimalistycznym projekcie możecie włożyć między bajki, choć tak twierdzi np. Land Rover, który rezygnując z wygodnych i stylowych wielofunkcyjnych pokręteł i zastępując je większym wyświetlaczem stwierdził, że wnętrze dzięki temu będzie bardziej schludne i "zachowa minimalistyczny projekt zgodny z kanonami brytyjskiej elegancji". Rozumiem, jeśli takie coś robią oferujący tanie auta Chińczycy, ale tak prestiżowa i droga marka jak Land Rover? Oczywiście ładnie to brzmi, ale na litość boską, prawda jest do bólu prosta, ale niekoniecznie wygodna dla specjalistów od marketingu. Chodzi oczywiście o pieniądze, gdyż fizyczne instrumenty są po prostu droższe niż wrzucenie wszystkiego w ekran kosztem użytkownika (przy okazji ma za to więcej płacić, bo w końcu zyskał "nowoczesny projekt").
Bugatti, Pagani i Hennessey odkrywają na nowo piękno analogowych rozwiązań
Tutaj na scenę wchodzą producenci hipercarów jak Bugatti, Pagani czy Hennessey, którzy wszechobecnej ekranozie pokazują środkowy palec i ukazują na nowo piękno analogowych instrumentów.
W modelu Tourbillon Bugatti zastosowało wyjątkowe zegary, które nie tylko są analogowe, co wręcz eksponują całą mechanikę, dzięki czemu kierowca ma pełny wgląd na najważniejsze informacje dotyczące prędkości, obrotów i zużycia paliwa oraz energii. Sama nazwa modelu "Tourbillon" nawiązuje zresztą do zegarmistrzowskich tradycji, stąd też zegary następcy Chirona wyglądają niczym mechanizm zegarka. Po prostu coś pięknego. Cały zestaw waży zaledwie 670 gramów, a do jego wykonania wykorzystano tytan, rubiny oraz szafiry. Zegary zaprojektowali zegarmistrzowie ze Szwajcarii. Centralny wskaźnik zawiera prędkościomierz oraz obrotomierz, lewy wskaźniki temperatury, paliwa i energii, natomiast prawy pokazuje poziom wykorzystania mocy.
W przypadku najnowszego Hennessey'a Blackbird analogowość polega na całej knocepcji pojazdu. Hipercar z wolnossącym silnikiem 6.2 V8 bez jakiejkolwiek elektryfikacji i wsparcia ze strony turbosprężarki, za to z manualną skrzynią i kochający obroty. Co więcej, produkcja tego auta rozpocznie się najwcześniej w 2029 roku, kiedy to elektryfikacja zataczać będzie jeszcze większe kręgi. We wnętrzu powitają nas proste analogowe zegary i fizyczne pokrętła, a dużych ekranów znajdziemy okrągłe... zero.
Jeżeli zaś chodzi o Pagani, tu analogowość aż bije po oczach. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że nie ma obecnie bardziej analogowego samochodu niż Pagani Utopia. Począwszy od projektu karoserii i poszczególnych rozwiązań konstrukcyjnych, aż po projekt wnętrza, gdzie każdy przycisk ma swój wyjątkowy kształt, w efekcie czego samochód sprawia wrażenie arcydzieła na kołach, które spokojnie można by wstawić do muzeum i podziwiać latami. Zresztą ta dewiza od samego początku towarzyszyła Horacio Paganiemu, założycielowi marki.
Analogowe niuanse segmentu premium
W końcu prawdziwi pasjonaci cenią właśnie te charakterystyczne "kliknięcia", opór pokręteł czy dźwięk przy wciskaniu przycisków, które w tych najbardziej luksusowych samochodach są wręcz specjalnie projektowane, byśmy czuli, że wykonaliśmy daną czynność. Działają one z tzw. przyjemnym oporem, czyli niekoniecznie tak, byśmy się siłowali korzystając z nich, ale w sposób dający poczucie jakości i obcowania z pojazdem. Spójrzcie np. na Lexusa ES i jego pokrętło do regulacji głośności, którego obsługa sama w sobie stanowi czystą przyjemność. Tak samo jego panel zawierający teoretycznie dotykowe przyciski od klimatyzacji, jednak wyposażone w haptyczną informację zwrotną - nikt mi nie wmówi, że dotyk jest lepszy od wciskania przycisków.
Fizyczne przyciski wracają pod strzechy
Zejdźmy na ziemię, do segmentu aut popularnych, gdzie producenci zdają się na nowo odkrywać magię fizycznych przycisków i pokręteł, choć niekiedy pod naporem klientów. Tak zrobił np. Volkswagen, który po krytyce dotykowych paneli przez klientów przywrócił wygodne fizyczne przyciski, a w najnowszym SUV-ie ID. Cross wręcz chwalił się ich natłokiem, co moim zdaniem poszło już w drugą stronę. Bardzo mądrze postąpiła za to Škoda, wyposażając Superba i Kodiaqa w programowalne wielofunkcyjne pokrętła Smart Dials z wkomponowanymi wyświetlaczami, umiejętnie łącząc digitalizację z analogową obsługą. Mamy bowiem klasyczne pokrętła, którymi możemy wybrać, czy chcemy np. zmieniać temperaturę klimatyzacji, siłę nawiewu czy też głośność radia, a może zmieniać skalę mapy - rozwiązanie genialne w swojej prostocie, a jakże nowoczesne.
Škody Kodiaq i Superb dostępne od ręki: Poznaj ofertę
Słowem podsumowania jestem zwolennikiem mądrej digitalizacji...
Proszę, nie zrozumcie mnie źle - absolutnie nie jestem przeciwnikiem digitalizacji. Uważam, że dotykowe ekrany umiejętnie wkomponowane potrafią naprawdę poprawić estetykę i funkcjonalność kabiny, a jednocześnie pozwalają na wyzbycie się nadmiaru przycisków z kokpitu, nie jest dobre ani z perspektywy użytkownika ani tym bardziej producenta. Jeszcze na początku ubiegłej dekady bez problemu mogliśmy znaleźć auta, w których to na widok mnogości przycisków na desce rozdzielczej można było wręcz dostać zawrotu głowy, a wciśnięcie w przypadkowy guzik nie należało do rzadkości. Same ekrany dotykowe były wówczas małe, a ich responsywność i funkcjonalności delikatnie mówiąc ograniczone. Dzisiaj mamy dokładnie odwrotną sytuację, kiedy to ekrany działają niczym najlepsze smartfony, ich grafiki i funkcje są naprawdę imponujące, jednak fizycznych przycisków jest jak na lekarstwo. Szczególnie w wielkich ekranach lubują się chińskie marki, które w ten sposób oszczędzają na cenie... i naszym bezpieczeństwie.
Japońskie i koreańskie marki z atrakcyjnym finansowaniem: Przejdź do oferty
Do czego zmierzam? Otóż najlepszym połączeniem według mnie są dotykowe wyświetlacze koegzystujące z fizycznymi przyciskami i pokrętłami do obsługi najważniejszych funkcji. Jakie to funkcje? Klimatyzacja, pokrętło do regulacji głośności, wybór trybów jazdy, przyciski-skróty do obsługi najważniejszych funkcji... i oczywiście fizyczne przyciski na kierownicy. Nie wspominam już o tak oczywistych rzeczach jak panel do sterowania lusterkami czy przycisk do otwierania schowka, choć są na rynku takie auta, w których robi się to dotykowo (np. Volvo EX30 czy Exlantix ES), co już przekracza wszelkie granice absurdu. Jakie są zatem przykłady godne pochwały? Przemyślane ergonomicznie samochody tworzą przede wszystkim Japończycy, w tym Toyota, Lexus, Nissan oraz Honda, a także Koreańczycy jak Hyundai i Kia. Wsiadasz do tych samochodów i od razu wiesz co do czego służy. Tak powinno być!