Premiera APEXWERK RACING: Pierwszy polski zespół na 24h Nürburgring i ich wyścigowa broń z wolnossącym silnikiem 3.8 B6
Plan zdobycia najtrudniejszego, najbardziej przerażającego i bezlitosnego toru wyścigowego na naszej planecie – legendarnej Północnej Pętli Nürburgringu – wymaga odpowiedniej oprawy. Pierwszy w historii w pełni polski zespół wyścigowy z ambicjami na podbój „Zielonego Piekła” postanowił oficjalnie ogłosić swoje wejście do gry. APEXWERK RACING to nie tylko odważne plany na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim zaskakująco rozsądny model biznesowy dla entuzjastów, którzy chcą się profesjonalnie ścigać, ale nienawidzą tracić czasu na logistykę i papierologię. Wystarczą chęci, trochę talentu i… bardzo gruby portfel.
Tor Modlin jako bezpieczne laboratorium
Choć ostatecznym celem zespołu jest legendarny niemiecki obiekt w górach Eifel, miejscem pierwszych szlifów i oficjalnej prezentacji stał się urokliwy, techniczny Tor Modlin. To stosunkowo płaski, nowoczesny obiekt, który dzieli płot z lotniskiem w Nowym Dworze Mazowieckim. Zamiast zapachu spalonego sprzęgła mieszającego się z niemieckim currywurstem i przerażających, ślepych zakrętów otoczonych gęstym lasem, oferuje on bezpieczny asfalt i widok na startujące z hukiem samoloty pasażerskie.
Na Nordschleife niewielki błąd przy 200 km/h kończy się niemal natychmiastowym i potwornie kosztownym spotkaniem ze stalową barierą energochłonną; w Modlinie co najwyżej niegroźnym zwiedzaniem trawnika. To doskonałe, zamknięte laboratorium i idealny poligon, by bezpiecznie pozbyć się bieżnika z opon, potrenować technikę i solidnie przygotować się na nadchodzący, wyczerpujący sezon. Co prawda nikt o zdrowych zmysłach (a szkoda) nie wpuścił nas za kierownicę Porsche 718 Caymana o mocy 425 KM, ale chętni mogli zasiąść na prawym fotelu skromniejszego BMW E90 325i Cup o mocy 220 KM. W rękach doświadczonego kierowcy nawet taka moc potrafi mocno wstrząsnąć.
Rewolucja "Arrive & Drive". O co w tym chodzi?
Cały projekt opiera się na genialnym w swojej prostocie pomyśle. Zazwyczaj wejście w świat profesjonalnego motorsportu przypomina próbę zbudowania promu kosmicznego w przydomowym garażu – wymaga zakupu wyczynowego samochodu, ciężarówki do jego transportu, zatrudnienia zespołu inżynierów oraz spędzenia reszty życia na walce z licencjami i skomplikowanymi regulaminami. Mariusz Pikuła, pomysłodawca i założyciel APEXWERK RACING, postanowił wyeliminować ten ból głowy.
Formuła „arrive & drive” oznacza w praktyce, że zawodnik musi jedynie pojawić się na torze z kaskiem, kombinezonem i odpowiednią dawką odwagi. Cała reszta – od perfekcyjnego przygotowania maszyny, przez transport, aż po żmudną biurokrację – spoczywa w całości na barkach polskiego sztabu. Za bezbłędne zaplecze techniczne floty odpowiada uznany warszawski serwis MPS Clinic, specjalizujący się na co dzień w profesjonalnej obsłudze motorsportowej.
Proces wyścigowej ewolucji kierowcy zaplanowano niezwykle racjonalnie. Treningi i pierwsze starty odbywają się za kierownicą przednionapędowego Mini Cooper S Cup o mocy 211 KM. Kiedy adept sztuki wyścigowej opanuje już podsterowność i prawa fizyki rządzące przednią osią, może przesiąść się do znacznie mocniejszego Volkswagena Golfa Cup z 350 KM lub klasycznego, tylnonapędowego BMW E90 325i Cup o mocy 220 KM. Dopiero gdy udowodni, że potrafi bezbłędnie utrzymać te auta na wyścigowej nitce, otwiera się przed nim droga do maszyny z zupełnie innej ligi.
Wyścigowe danie główne z Weissach
Na samym szczycie drabinki pokarmowej APEXWERK RACING znajduje się Porsche 718 Cayman GT4 Clubsport. To absolutnie nie jest luksusowa zabawka do niespiesznego lansowania się po miejskich bulwarach, lecz surowe, wyczynowe narzędzie stworzone od podstaw przez elitę inżynierów w dziale motorsportu Porsche w Weissach.
Za plecami kierowcy drzemie klasyczny, wolnossący bokser o pojemności 3,8 litra i 6 cylindrach, który generuje brutalne 425 koni mechanicznych przy 7500 obr./min. Maksymalny moment obrotowy wynosi 425 Nm. Pojazd wypruty ze zbędnych luksusów waży zaledwie 1320 kg na sucho, a jego karoserię wykonano z mieszanki włókna węglowego oraz innowacyjnych biowłókien lnianych i konopnych (coś jakby eko?). Ze 115-litrowego zbiornika silnik wysysa bez skrępowania około 50 litrów wysokooktanowego paliwa na każde 100 kilometrów wyścigowego tempa – wynik, który z pewnością przyprawiłby współczesnych aktywistów klimatycznych o nagłą zadyszkę. Wyróżniająca się w tłumie białym malowaniem z żółto-pomarańczowymi pasami maszyna wystartuje w niesamowicie mocno obsadzonej klasie SP7.
Sztab szkoleniowy: Od wirtualu po weteranów Nordschleife
Skład kierowców, którzy na zmianę zasiądą w kubełkowym fotelu podczas pełnego sezonu Nürburgring Langstrecken-Serie (NLS), to fascynująca mieszanka pasji i gigantycznego doświadczenia. Obok Mariusza Pikuły, załogę tworzy Damian Lempart – pełniący zresztą również funkcję menedżera zespołu. Lempart to doskonały, chodzący dowód na to, że symulatory mogą wychować pełnokrwistego mistrza. Karierę zaczynał w simracingu, by z sukcesami przenieść nabyte umiejętności na prawdziwy asfalt, dwukrotnie zdobywając tytuł Mistrza Polski Endurance. Jako aktywny instruktor, ma na swoim koncie dziesiątki tysięcy kilometrów pokonanych w "Zielonym Piekle".
Trzecim, i być może najważniejszym asem w rękawie zespołu, jest Jacek Pydys – prawdziwy "sensei" i bezwzględny weteran najtrudniejszego niemieckiego toru. Na przestrzeni kilkunastu lat Pydys pokonał tam imponujące ponad 3 tysiące okrążeń. Co najważniejsze dla historycznych statystyk, zapisał się on w annałach jako pierwszy Polak, który stanął na najwyższym stopniu podium legendarnego 24-godzinnego wyścigu, deklasując rywali w klasie SP4T w 2021 roku.
Cel Ostateczny: 24 godziny w "Zielonym Piekle"
Prawdziwym ukoronowaniem całego sezonu będzie bezkompromisowy start w najbardziej mistycznym i wyczerpującym maratonie globu – ADAC RAVENOL 24h Nürburgring. Trasa, łącząca nitkę nowoczesnego toru Grand Prix z historyczną Północną Pętlą, mierzy dokładnie 25,378 km, czyniąc z Nürburgringu najdłuższy czynny obiekt wyścigowy na świecie. Został on słusznie ochrzczony mianem "Zielonego Piekła" przez trzykrotnego mistrza świata F1, Jackiego Stewarta.
Skala tego morderczego wyzwania jest absolutnie absurdalna:
- Stawka: Około 140 ryczących maszyn w kilkunastu różnych klasach, desperacko przepychających się na bardzo wąskim asfalcie.
- Kibice: Las wokół toru zaledwie w kilka dni zamienia się w zadymione od grillów miasteczko dla 280 000 fanatycznych fanów.
- Dystans: Zwycięska ekipa z 2025 roku pokonała obłędne 3 578 km.
- Eksploatacja maszyn: Pojedynczy samochód podczas jednego, dobowego wyścigu połyka około 1200 litrów paliwa i zżera bezlitośnie od 12 do 15 kompletów nowiutkich opon.
Zmagania w tak skrajnych warunkach, z notorycznie nieprzewidywalną pogodą gór Eifel i jazdą po omacku w całkowitych ciemnościach, to brutalny sprawdzian dla sprzętu i ludzi. W tym sezonie polscy kierowcy APEXWERK RACING po raz pierwszy stawią mu czoła pod własnym, w pełni biało-czerwonym szyldem.
Podsumowanie, czyli czy coś z tego będzie?
APEXWERK RACING to projekt, który z jednej strony rzuca się na niesłychanie głęboką wodę, stając do walki w najbardziej mistycznym wyścigu długodystansowym na świecie. Z drugiej – robi to z chłodną, perfekcyjnie zaplanowaną strategią, dając szansę kolejnym osobom na przejście ścieżki „od zera do bohatera” w polskim środowisku motorsportowym. Jeśli ich wyczynowa maszyna ze Stuttgartu bezbłędnie przetrwa 24 godziny bezlitosnego katowania, udowodnią, że rywalizacja na najwyższym europejskim poziomie może być korzystniejsza organizacyjnie niż kiedykolwiek wcześniej. Zegar już tyka, a "Zielone Piekło" czeka na pierwszą, w pełni polską załogę.