Prawdziwy zimowy Rajd tylko w Szwecji
II runda Rajdowych Mistrzostw Świata WRC trzymająca w napięciu sympatyków motoryzacji przez całe 3 dni, przypomniała dawne rajdy, w których długość trasy i czas trwania był podobny, chociaż ze względów bezpieczeństwa noce w przeciwieństwie do dawnych imprez teraz służą wypoczynkowi zawodników.
Dwukrotny mistrz świata z lat ubiegłych, Francuz Sebastien Loeb, po raz drugi w tym roku musiał uznać wyższość Fina Marcusa Gronholma niepokonany Citroen Forda.
Walka między ta dwójką była pasjonująca a drobne awarie ich samochodów nie pozwalały do końca przewidzieć zwycięzcy. Pierwszego dnia usterki prześladowały Loeba a w następnych nie ustrzegł się ich Gronholm, który jednak dysponował zupełnie nowym Fordem, nad którym pracowano cały ubiegły sezon, zaś Francuz powadził Citroena, w którym prace „ulepszające" zawieszono do przyszłego roku. Nie mniej różnice między tymi dwoma załogami trzymały w napięciu wszystkich do ostatniego 19-tego odcinka specjalnego. Nas jednak największe zaciekawienie wzbudził start aż czterech polskich załóg w tej arcytrudnej imprezie organizowanej przez Szwedów. Debiutujący na nowym Subaru Impreza WRC Michał Sołowow długo przewodził wśród naszych zawodników. Niestety tak jak to w tym sporcie często bywa, awaria i wymiana skrzyni biegów a następnie poważne kłopoty z samym silnikiem, zepchnęła załogę z 20 na 33 miejsce. Stefan Karnabal na Mitsubishi Lancer był 32, Michał Kościuszko – najmłodszy z naszej ekipy, bo 21 – letni na Suzuki Ignis S1600 a startujący w klasie Junior WRC zajął w niej 8 miejsce, wreszcie Andrzej Mancin, który debiutował w tak poważnej imprezie był 42.
|
|
Całą naszą ekipę prześladowały różne przygody, przede wszystkim natury technicznej, chociaż obserwując rajd i te niezwykle trudną trasę długich leśnych śnieżnych prostych, wielkich hop a po nich zaskakujących zakrętów, dziwi mała ilość opuszczeń trasy, przez te jakże trudne warunki drogowe. Długość 350 km, 19 odcinków specjalnych, wymagała od zawodników wielkiej koncentracji a także precyzji zapisu w czasie treningów. Dlatego z prawdziwym niepokojem śledziłem poczynania debiutantów – Andrzeja Mancina z Ryszardem Ciupką. Okazało się, że premiera prawdziwych rajdów wypadła dla nich prawie bezboleśnie i poza awarią dyferencjału, za którą załoga otrzymała 15 min. kary i jednym zaliczeniem rowu na OS-ie, obyło się bez poważnych skutków. Zdobycie 42 pozycji w klasyfikacji generalnej i 12 w klasie N4 dla debiutantów, którzy od niedawna starują, udział i zaliczenie tak trudnej imprezy, szczególnie z numerem startowym 88, co znakomicie utrudniało jazdę na podziurawionej głębokimi lejami pełnej zaskakujących uskoków trasie.
Myślę, że udział naszych polskich załóg a tym bardzo trudnym 55 zimowym rajdzie Szwecji, zaliczyć trzeba do udanych mimo w sumie nie imponujących wyników i dalekich miejsc.