718 Cayman nigdy nie wyjedzie na drogi? Elektryczna rewolucja Porsche okazała się wielką klapą
To miał być przełom, który na zawsze miał zmienić oblicze sportowej motoryzacji. Tymczasem elektryczni następcy Porsche 718 Cayman i Boxster mogą trafić do kosza, zanim w ogóle wyjadą z fabryki. Kolejnym nieszczęśliwcem tej historii jest Audi, które decyzją Porsche może oberwać rykoszetem.
Nowy dyrektor generalny Porsche, Michael Leiters, zarządził audyt, który może zakończyć marzenia o cichych sportowcach ze Stuttgartu. Decyzja o wstrzymaniu prac nad elektrycznym 718 to nie jedynie kwestia zmiany nastrojów w zarządzie, a wynik kalkulacji kosztów, które wymknęły się spod kontroli, oraz kryzysu w łańcuchu dostaw, który sparaliżował harmonogram. W tle pojawia się desperacka próba ratowania zysków i powrotu do tradycyjnych napędów, które jeszcze niedawno spisywano na straty.
Brutalna weryfikacja planów
Najważniejszą postacią w tej historii jest Michael Leiters, który przejął stery w Porsche w styczniu 2026 roku. Menedżer z doświadczeniem w Ferrari i McLarenie nie zamierza brać odpowiedzialności za błędy swoich poprzedników. Według najnowszych doniesień agencji Bloomberg, Leiters osobiście analizuje zasadność kontynuowania prac nad elektrycznymi wersjami Caymana i Boxstera.
Projekt, który miał być gotowy już w 2025 roku, może w takim wypadku nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że produkcja dotychczasowej, spalinowej generacji 718 zakończyła się w październiku, co oznacza, że Porsche może zostać z ogromną dziurą w ofercie, jeśli elektryki nie trafią do salonów.
Technologiczny mur i bankructwo giganta
Jednym z najpoważniejszych hamulców okazał się upadek szwedzkiego giganta Northvolt. Bankructwo dostawcy akumulatorów nie tylko zniszczyło plany produkcyjne, ale też zmusiło inżynierów Porsche do szukania alternatyw, co w branży motoryzacyjnej oznacza konieczność ponownego projektowania architektury auta – a to generuje kolejne przestoje i koszty.
To jednak nie koniec problemów. Choć mechanicznie auta mogłyby korzystać ze znanej już platformy PPE, to na polu oprogramowania pojawiają się kolejne bariery. Porsche stanęło przed dylematem: wypuścić samochód z przestarzałym systemem, który nie ma szans w starciu z nowoczesną konkurencją z Chin, czy inwestować kolejne lata w dopracowanie software'u, ryzykując, że w momencie premiery rynek sportowych aut elektrycznych będzie już całkowicie nasycony.
Do tego dochodzi zmieniająca się sytuacja na rynkach globalnych – w Chinach, które miały być głównym odbiorcą elektryków, sprzedaż Porsche drastycznie spada. Zamiast planowanych 100 tysięcy sztuk, prognozy na rok 2026 mówią o zaledwie 30-40 tysiącach aut, co stawia pod znakiem zapytania opłacalność jakiejkolwiek dużej inwestycji w nowe technologie elektryczne.
Rykoszetem w Audi – co z Concept C?
Decyzja o możliwym wygaszeniu elektrycznego 718 uderzyła bezpośrednio również w Audi, które wiązało ogromne nadzieje ze swoim modelem wizerunkowym znanym jako Concept C. Auto, mające przywrócić do życia legendarną nazwę TT, miało korzystać z tej samej architektury co elektryczny Cayman. Jeśli fundament przygotowany przez Porsche nie wypali, Audi zostanie z projektem, którego nie będzie miało na czym zbudować, chyba że wyłoży na stół setki milionów euro na samodzielne dokończenie prac.
Powrót do korzeni to jedyna droga ratunku?
Wszystko wskazuje na to, że Porsche przygotowuje się do spektakularnego odwrotu. Już teraz marka oficjalnie potwierdza, że topowe wersje nowej generacji 718 otrzymają silniki spalinowe, co jest jawnym przyznaniem się do błędu w pierwotnych założeniach o "wyłącznie elektrycznej" przyszłości modelu. To z kolei sugeruje, że ryk silnika benzynowego jeszcze długo będzie słyszalny w salonach niemieckiej marki, ku uciesze fanów tradycyjnej motoryzacji i uldze księgowych.
Fot: Porsche