Stellantis odpuszcza diesle w osobówkach. Szef koncernu nie chce jednak likwidować marek
Stellantis nie zamierza ograniczać liczby marek w Europie, ale zmienia podejście do silników Diesla w samochodach osobowych. Antonio Filosa uważa, że Opel, Vauxhall, Fiat i pozostali producenci mają własne grupy klientów, a wspólne platformy i podzespoły pozwalają ograniczać koszty.
Koncern chce jednocześnie zmniejszyć inwestycje w diesle, choć w samochodach dostawczych silniki wysokoprężne nadal mogą odgrywać ważną rolę.
Stellantis nie chce likwidować marek w Europie
Antonio Filosa nie widzi obecnie potrzeby ograniczania liczby marek należących do Stellantis. Zdaniem szefa koncernu każda z nich ma własną pozycję na rynku i dociera do określonej grupy klientów. Zamiast likwidować producentów, grupa chce wykorzystywać wspólne platformy, technologie i podzespoły, zachowując jednocześnie odrębny charakter poszczególnych marek.
Taka strategia pozwala łączyć korzyści skali z szeroką ofertą samochodów. Kluczowe jest jednak to, by marki nie konkurowały ze sobą wyłącznie podobnymi modelami, lecz miały jasno określoną rolę w gamie koncernu.
Zobacz: 500 tys. km bez remontu? Te silniki Diesla mają opinię nie do zdarcia
Opel, Vauxhall i Fiat mają własnych klientów
Jako przykład Filosa wskazuje Opla i Vauxhalla. Pierwsza marka ma silną pozycję w Niemczech, a druga w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu Stellantis może docierać do klientów przywiązanych do lokalnie rozpoznawalnych producentów, zamiast próbować przekonać ich do wyboru innej marki z grupy.
Podobną rolę we Włoszech odgrywa Fiat, który korzysta z dużej rozpoznawalności i przywiązania części kierowców do marki. Budowanie takiej pozycji od podstaw byłoby trudniejsze niż rozwijanie już istniejącego producenta.
Wspólne technologie, ale różne pozycjonowanie
Utrzymanie wielu marek ma sens pod warunkiem, że każda z nich zachowa własną tożsamość. Stellantis chce więc łączyć wspólne rozwiązania techniczne z odmiennym pozycjonowaniem samochodów. W ten sposób koncern może ograniczać koszty rozwoju, a jednocześnie oferować klientom różne stylistyki, wizerunki i charakter samochodów.
Nie oznacza to jednak, że sama liczba marek gwarantuje sukces. Istotne będzie takie podzielenie ról, aby poszczególne modele uzupełniały ofertę grupy, zamiast niepotrzebnie odbierać sobie klientów.
Diesel traci znaczenie w samochodach osobowych
Inaczej wygląda podejście Stellantis do silników wysokoprężnych. Antonio Filosa przyznaje, że diesel staje się coraz trudniejszym biznesem w samochodach osobowych, dlatego koncern zamierza ograniczyć inwestycje w tę technologię.
Większy nacisk ma zostać położony na samochody elektryczne, hybrydy plug-in oraz auta wyposażone w przedłużacz zasięgu. Nie oznacza to jednak natychmiastowego końca diesli w ofercie marek Stellantis. Chodzi przede wszystkim o zmianę priorytetów inwestycyjnych i dostosowanie gamy do kierunku, w którym rozwija się rynek.
W dostawczakach diesel nadal ma sens
Silniki wysokoprężne mogą zachować znacznie mocniejszą pozycję w samochodach dostawczych. W tym segmencie liczą się między innymi zasięg, ładowność, czas pracy i całkowity koszt użytkowania. W określonych zastosowaniach elektryczny van nadal może okazać się droższy w eksploatacji niż odpowiednik z silnikiem Diesla.
Przeczytaj: Nowoczesny diesel może przestać działać. Wszystkiemu winny ten dodatek
Stellantis chce więc jednocześnie utrzymać szeroką ofertę marek i ograniczać wydatki na technologie, których perspektywy w samochodach osobowych są coraz słabsze. Diesel może stopniowo tracić znaczenie w autach osobowych, ale w samochodach dostawczych nie musi szybko zniknąć.