Złodzieje kradną auta „Game Boyem”. Nowa metoda budzi niepokój kierowców
Nowa metoda kradzieży aut szybko zyskuje na znaczeniu i potrafi wyprzedzić klasyczne techniki. Złodzieje używają urządzeń wyglądających jak Game Boy, które po wykryciu braku klucza automatycznie dopasowują kody serwisowe i otwierają pojazd. Całość trwa kilkadziesiąt sekund, a czarny rynek wycenia taki sprzęt na około 20 tys. euro. To realne zagrożenie, które może wymagać radykalniejszych zabezpieczeń i nowego podejścia do ochrony pojazdów bezkluczykowych.
Problem dotyczy przede wszystkim samochodów wyposażonych w systemy bezkluczykowe, które miały zwiększać wygodę codziennego użytkowania, a dziś stają się jednym z głównych celów cyberkradzieży. Nowe urządzenia nie przypominają już klasycznego sprzętu włamywaczy – wyglądają niepozornie, mieszczą się w dłoni i pozwalają działać niemal bez hałasu czy śladów włamania. To właśnie dlatego metoda budzi coraz większy niepokój wśród właścicieli aut i firm ubezpieczeniowych.
KRADZIEŻ „NA BUŁGARA” CORAZ GROŹNIEJSZA. GAME BOY ODPALA AUTO W KILKADZIESIĄT SEKUND
Nowa metoda kradzieży samochodów błyskawicznie zyskuje popularność, bo eliminuje największą słabość klasycznej kradzieży „na walizkę”. Złodzieje nie muszą już przechwytywać sygnału z kluczyka ani śledzić właściciela auta. Wystarczy urządzenie przypominające Game Boya, odpowiednie oprogramowanie i kilkadziesiąt sekund przy samochodzie.
Mechanizm bazuje na wykorzystaniu kodów serwisowych pozwalających otworzyć pojazd i uruchomić silnik bez fizycznego kluczyka. Sprzęt działa całkowicie bezprzewodowo, a na czarnym rynku kosztuje nawet około 20 tys. euro. Policja potwierdza już przejęcia takich urządzeń, co pokazuje, że problem przestał być internetową ciekawostką.
JAK DZIAŁA KRADZIEŻ „NA BUŁGARA”?
Cały proces jest prostszy niż w przypadku popularnej metody „na walizkę”. Złodziej wybiera w urządzeniu markę i model auta, o ile pojazd znajduje się w bazie obsługiwanych samochodów. Następnie podchodzi do zamkniętego auta i kilkukrotnie pociąga za klamkę.
System samochodu wykrywa brak kluczyka w pobliżu, a wtedy urządzenie rozpoczyna automatyczne dopasowywanie kodów serwisowych. Jeśli proces zakończy się sukcesem, auto odblokowuje zamki i pozwala uruchomić silnik. Cała operacja może trwać od kilkudziesięciu sekund do kilku minut.
Największą przewagą tej metody jest pełna automatyzacja. Nie potrzeba drugiej osoby, wzmacniaczy sygnału ani fizycznego kontaktu z kluczykiem właściciela.
Przeczytaj: Twoje auto na celowniku? Zobacz, czy złodzieje polują na ten model [Raport kradzieży 2025]
DLACZEGO TA METODA JEST SKUTECZNIEJSZA OD KRADZIEŻY „NA WALIZKĘ”?
Klasyczna kradzież „na walizkę” wymaga przechwycenia sygnału z kluczyka. Jeden złodziej zbliża się do domu lub właściciela auta, drugi stoi przy samochodzie i przekazuje sygnał do pojazdu. Problem pojawia się wtedy, gdy sygnał jest zbyt słaby albo dobrze zabezpieczony.
„Na Bułgara” działa inaczej. Kluczyk nie jest potrzebny, więc odpada konieczność śledzenia właściciela czy podchodzenia pod drzwi domu. To skraca czas działania i ogranicza ryzyko wykrycia.
Dodatkowo urządzenie komunikuje się bezprzewodowo z autem i samo dobiera odpowiednie kody. W praktyce oznacza to szybszy i prostszy scenariusz kradzieży, szczególnie w przypadku samochodów z systemem bezkluczykowym.
GAME BOY DO KRADZIEŻY AUT. CO TO ZA URZĄDZENIE?
Sprzęt przypomina przenośną konsolę retro, dlatego w sieci funkcjonuje pod nazwą „Game Boy”. W rzeczywistości to zaawansowane urządzenie elektroniczne wyposażone w oprogramowanie obsługujące konkretne marki i modele samochodów.
Po wybraniu auta system automatycznie rozpoczyna komunikację z elektroniką pojazdu i próbuje dopasować kody serwisowe. Jeśli model znajduje się w bazie urządzenia, złodziej może otworzyć auto i odjechać bez użycia oryginalnego kluczyka.
Cena takiego sprzętu na czarnym rynku sięga około 20 tys. euro. Oferty sprzedaży szybko znikają po interwencjach służb, ale urządzenia regularnie pojawiają się w kolejnych śledztwach dotyczących kradzieży samochodów.
CZY DA SIĘ OBRONIĆ PRZED KRADZIEŻĄ „NA BUŁGARA”?
W przypadku klasycznej metody „na walizkę” pomocne są etui blokujące sygnał kluczyka lub przechowywanie kluczy z dala od drzwi wejściowych. Przy metodzie „na Bułgara” to jednak nie wystarcza, bo urządzenie nie potrzebuje sygnału klucza.
Największe znaczenie mają dodatkowe zabezpieczenia niefabryczne: blokady zapłonu, immobilisery czy mechaniczne zabezpieczenia kierownicy. Nie gwarantują pełnej ochrony, ale wydłużają czas potrzebny na kradzież.
To kluczowe, bo każda dodatkowa minuta zwiększa ryzyko zauważenia sprawcy. Profesjonalni złodzieje często rezygnują z auta, jeśli wymaga ono zbyt dużo czasu lub dodatkowej ingerencji w elektronikę.
Sprawdź: Toyota na celowniku złodziei. Policja apeluje: parkuj w garażu
CORAZ WIĘKSZY PROBLEM DLA AUT BEZKLUCZYKOWYCH
Nowe metody kradzieży pokazują, że systemy bezkluczykowe stają się jednym z głównych celów cyberprzestępców. Problem nie dotyczy jednej marki, lecz całej branży korzystającej z nowoczesnej elektroniki dostępu.
Producenci pracują już nad dodatkowymi zabezpieczeniami i aktualizacjami oprogramowania, ale wyścig między ochroną a metodami kradzieży wyraźnie przyspiesza. Dla kierowców to sygnał, że same fabryczne systemy bezpieczeństwa mogą dziś nie wystarczać.