Chińskie auta przejmują rynek. Europejscy producenci tracą pozycję
Chińskie marki już zmieniają układ sił w salonach i na placach. W marcu 2026 ich udział w rejestracjach nowych aut przekroczył 11,6 proc., a tempo wzrostu średniej ceny nowych aut wyhamowało do nieco ponad 4,2 tys. zł. Doświadczeni handlarze ostrzegają, że w ciągu najbliższych dwóch lat nadchodzi fala korekt na rynku używanych, napędzana przez tani najem i duży przypływ młodych aut z polskich salonów. Sygnały z danych i praktyki sprzedażowej wskazują, że ceny wtórne mogą mocno spaść, zanim rynek się ustabilizuje.
W praktyce oznacza to większą presję na auta kilkuletnie, szczególnie z popularnych segmentów flotowych. Gdy na rynek wtórny trafią tysiące egzemplarzy po krótkim najmie i leasingu, podaż wyraźnie wzrośnie, a kupujący zaczną dyktować warunki. Już dziś widać pierwsze sygnały wydłużającego się czasu sprzedaży i większej skłonności sprzedających do negocjacji. Na tym tle nowe samochody z Chin kuszą nie tylko ceną, ale też bogatym wyposażeniem w standardzie, co dodatkowo osłabia atrakcyjność kilkuletnich modeli europejskich marek. Różnica między „prawie nowym” a fabrycznie nowym autem zaczyna się zacierać, zwłaszcza przy agresywnych ofertach finansowania.
Chińskie marki rosną, import używanych spada
Rynek wyraźnie zmienia kierunek. Od trzech lat maleje liczba rejestracji aut sprowadzanych z zagranicy, a w tym samym czasie dynamicznie rosną chińskie marki. W marcu 2026 ich udział w nowych rejestracjach sięgnął 11,6 proc., co przestaje być ciekawostką, a staje się realną siłą w salonach.
Efekt widać w cenach i ofercie. Większa konkurencja zahamowała podwyżki — średnia cena nowych aut wzrosła w ostatnim roku już tylko o ok. 4,2 tys. zł. Dla klientów oznacza to lepsze wyposażenie w niższej cenie i częstsze promocje, które jeszcze niedawno były rzadkością.
Ceny używanych pod presją — nadchodzi korekta
Nowa sytuacja uderza w rynek wtórny. Większa dostępność nowych, relatywnie tanich samochodów wypycha popyt z aut używanych i wymusza obniżki. Do tego dochodzi rosnąca fala najmu długoterminowego — auta za rok–dwa wrócą na rynek jako młode, krajowe egzemplarze.
W praktyce oznacza to jedno: ceny używanych mogą wyraźnie spaść. Największe zmiany dotkną segment kilkuletnich aut, gdzie pojawi się więcej atrakcyjnych ofert z polskich salonów zamiast importu starszych modeli.
Przeczytaj: Ten chiński SUV chce namieszać. Klucz? Bateria
Dwa lata turbulencji dla rynku
Doświadczeni handlarze nie mają złudzeń — rynek wchodzi w trudny okres przejściowy. Place są pełne aut kupionych drożej, a ceny już zaczynają spadać. W najbliższych dwóch latach możliwe są dalsze korekty, spadek marż i większa konkurencja między sprzedawcami.
Jednocześnie zmienia się struktura podaży. Coraz więcej aut będzie pochodzić od pierwszych właścicieli w Polsce, z pełną historią serwisową. To poprawi jakość ofert, ale też przyspieszy spadki cen starszych roczników.
Sprawdź: Chery stawia na Europę. Kluczowy krok w Barcelonie
Co to oznacza dla kupujących?
Dla klientów to dobra wiadomość. W krótkim czasie wybór stanie się większy, auta młodsze, a ceny bardziej przystępne. Coraz częściej zamiast kilkunastoletniego importu pojawi się realna alternatywa w postaci 2–3-letnich samochodów z krajowego rynku.
W dłuższej perspektywie może to oznaczać przełom — odmłodzenie parku samochodowego w Polsce i koniec dominacji najstarszych aut z zagranicy. Zanim jednak rynek się ustabilizuje, czeka nas okres wyraźnych zmian i spadków cen, które już zaczęły się materializować.