Chińskie marki ruszają po europejskie fabryki. Trwają rozmowy o przejęciach
Chińskie koncerny motoryzacyjne przyspieszają rozmowy o przejęciach i wynajmie fabryk w Europie, bo nowe unijne reguły premiują lokalny montaż. Komisja Europejska chce wprowadzić te preferencje od połowy 2027 roku, co w praktyce oznacza konieczność uruchomienia produkcji przed 2028 rokiem.
W odpowiedzi osiem dużych grup, od BYD po SAIC, stawia na istniejące zakłady zamiast budowy od zera. Decydują o tym cła, wymogi IAA i nadwyżka mocy w europejskich fabrykach.
Chińskie marki chcą przejąć europejskie fabryki. Powód jest jeden
Chińscy producenci samochodów przyspieszają rozmowy o przejęciach i wynajmie fabryk w Europie. Powód jest prosty - nowe przepisy Unii Europejskiej mają premiować auta produkowane lokalnie, a czas działa na niekorzyść firm, które nadal sprowadzają samochody z Chin.
Już dziś osiem dużych grup motoryzacyjnych, w tym BYD, Chery, Dongfeng, Geely, SAIC i Xpeng, szuka sposobu na uruchomienie produkcji w Europie najpóźniej do 2028 roku. Zamiast budować fabryki od podstaw, coraz częściej wybierają przejęcie lub wynajem istniejących zakładów.
Europa staje się kluczowym rynkiem dla chińskich producentów
Komisja Europejska przygotowuje nowe regulacje, które mają wejść w życie od połowy 2027 roku. Ich celem jest wspieranie samochodów produkowanych lokalnie oraz zwiększenie udziału europejskich miejsc pracy i technologii w łańcuchu dostaw.
Dla chińskich koncernów oznacza to konieczność szybkiego działania. Budowa nowej fabryki zajmuje kilka lat i wymaga przejścia przez długie procedury administracyjne oraz środowiskowe. Znacznie szybszym rozwiązaniem jest przejęcie lub wynajem już istniejących zakładów.
Sprawdź: „Samochody stały się jak fast food”. Mocne słowa jednego z najważniejszych ludzi branży
Lokalna produkcja daje też dodatkową korzyść - pozwala ograniczyć wpływ wysokich ceł na samochody elektryczne importowane z Chin. W niektórych przypadkach obciążenia przekraczają dziś 35 proc., co mocno wpływa na konkurencyjność cenową.
Europejskie fabryki mają problem z niewykorzystanymi mocami
Chińskie firmy trafiają na wyjątkowo sprzyjający moment. Wiele europejskich fabryk produkuje dziś znacznie mniej aut niż kilka lat temu, a część zakładów wykorzystuje mniej niż połowę swoich możliwości.
Dla właścicieli takich fabryk oznacza to wysokie koszty utrzymania przy ograniczonej produkcji. Właśnie dlatego współpraca z chińskimi markami staje się coraz bardziej atrakcyjna.
Wśród najczęściej wymienianych projektów znajdują się:
- Chery i fabryka Nissana w Sunderland w Wielkiej Brytanii
- Dongfeng i zakład Stellantisa w Rennes we Francji
- SAIC (właściciel marki MG) i plany produkcyjne w Hiszpanii
Takie rozwiązania pozwalają szybko uruchomić montaż samochodów bez wielomiliardowych inwestycji w nowe zakłady.
Do 2028 roku chińskie auta mogą masowo powstawać w Europie
Według branżowych informacji większość największych chińskich producentów chce rozpocząć produkcję na terenie Europy jeszcze przed końcem dekady.
Nowe przepisy wymagają m.in. lokalnego zatrudnienia i większego udziału europejskich dostawców, dlatego przejęcia oraz partnerstwa z istniejącymi fabrykami stają się najprostszą drogą do spełnienia wymogów.
Zobacz również: Historyczny moment w Chinach. Auta spalinowe właśnie wypadły z TOP 10 sprzedaży
Dla europejskich zakładów może to oznaczać utrzymanie produkcji i miejsc pracy. Dla chińskich marek - uniknięcie ceł oraz łatwiejszy dostęp do jednego z najważniejszych rynków motoryzacyjnych świata.
Jeśli obecne plany zostaną zrealizowane, już za kilka lat wiele fabryk należących dziś do europejskich producentów może produkować samochody chińskich marek przeznaczone na cały rynek UE.