Rewolucja w Ferrari. Elektryczny Luce z kosmiczną ceną
550 tys. euro — tyle ma kosztować Ferrari Luce, pierwszy w pełni elektryczny model z Maranello. Taka kwota stawia nowy SUV wyraźnie powyżej Purosangue i pokazuje napięcie między technologicznym przełomem a strategią ekskluzywności marki. W artykule przypominamy znane już dane techniczne, wnętrze zaprojektowane przez Jony’ego Ive’a oraz nieoficjalne sygnały dotyczące korekty ceny. W maju poznamy kompletny model, który złoży wszystkie elementy w jedną, ostateczną całość.
To nie tylko kolejna premiera w gamie Ferrari, ale moment definiujący kierunek całej marki na kolejne lata. Ferrari Luce ma połączyć osiągi godne Maranello z nową architekturą napędu, która zmienia sposób budowania emocji za kierownicą — bez dźwięku V12, ale z natychmiastową reakcją i nowym doświadczeniem jazdy.
Ferrari Luce: elektryczny SUV za 550 tys. euro. Cena wyższa niż Purosangue
550 tys. euro — tyle ma kosztować Ferrari Luce, pierwszy w pełni elektryczny model z Maranello. To poziom wyraźnie wyższy niż w przypadku Ferrari Purosangue, które startowało od około 450 tys. euro.
Tak wysoka wycena nie jest przypadkiem. Ferrari łączy tu koszt zaawansowanej technologii z konsekwentną strategią ekskluzywności. Według nieoficjalnych informacji cena może jeszcze zostać skorygowana o około 10 proc. w górę lub w dół — podobnie jak wcześniej kontrolowano dostępność Purosangue, by utrzymać pożądanie i prestiż.
Ponad 1000 KM i 2,5 s do „setki”. Osiągi jak w hipersamochodzie
Ferrari Luce ma oferować parametry na poziomie hipersamochodów. Mówimy o mocy przekraczającej 1000 KM, przyspieszeniu 0–100 km/h w około 2,5 sekundy i prędkości maksymalnej powyżej 310 km/h.
Za osiągi odpowiada układ czterech silników elektrycznych:
- przód: 2 × 105 kW,
- tył: 2 × 310 kW.
Taki rozkład zapewnia nie tylko ogromną moc, ale też precyzyjne zarządzanie napędem na wszystkie koła.
Technologia: bateria 122 kWh, 800 V i ładowanie 350 kW
Fundamentem napędu jest bateria o pojemności 122 kWh, zbudowana z 15 modułów (13 w podłodze, 2 z tyłu). Ferrari deklaruje gęstość energii na poziomie 195 Wh/kg oraz architekturę 800 V.
Najważniejsze liczby:
- ładowanie do 350 kW,
- około 70 kWh w 20 minut,
- stabilna wydajność przy dużym obciążeniu.
Nowością w konstrukcji jest amortyzowana rama pomocnicza, zaprojektowana tak, by ograniczyć hałas i drgania bez utraty sztywności. To kluczowe dla zachowania charakteru jazdy typowego dla Ferrari.
Wnętrze od Jony’ego Ive’a. Cyfrowe Ferrari w stylu Apple
Kabina to jeden z najbardziej wyróżniających elementów projektu. Za jej koncepcję odpowiada Jony Ive, znany z projektów dla Apple.
Centralny ekran przypomina stylistyką Apple Watch — zarówno pod względem animacji, jak i typografii. Całość stawia na minimalizm i cyfrowe doświadczenie użytkownika, co może podzielić fanów marki.
To wyraźny sygnał: Ferrari nie tylko elektryfikuje napęd, ale też redefiniuje wnętrze jako produkt technologiczny klasy premium.
Drożej niż V12. Strategia ekskluzywności w praktyce
Cena na poziomie 550 tys. euro oznacza, że elektryczny SUV będzie droższy niż spalinowe V12 w ofercie marki. To świadoma decyzja — Luce ma być symbolem statusu i nowej ery, a nie „tańszą alternatywą”.
Możliwa korekta ceny o około 10 proc. wpisuje się w strategię Ferrari polegającą na kontrolowaniu popytu i dostępności. Ograniczona produkcja i wysoka bariera wejścia mają utrzymać wyjątkowość modelu.
Przeczytaj: Ferrari Amalfi Spider oficjalnie zaprezentowane. Jest mocniejsze od Romy i składa dach w 13,5 sekundy
Premiera w maju. Co już wiemy, na co czekamy?
Ferrari rozłożyło debiut na trzy etapy:
- technologia (październik),
- wnętrze (luty),
- pełna prezentacja (maj).
Podczas finałowej premiery zobaczymy kompletny model — w tym design nadwozia i finalne pozycjonowanie rynkowe. Kluczowe pozostają pytania o ostateczną cenę i dostępność.
Ferrari Luce to nie tylko nowy model, ale test dla całej marki: czy elektryczne Ferrari może być równie pożądane jak spalinowe legendy.