Koniec tanich aut? Szef Hyundaia ostrzega: Unijne przepisy to "pułapka", za którą zapłacisz Ty!
Unijni urzędnicy chcą, by na drogach było bezpieczniej, ale zapłacisz za to Ty. Xavier Martinet z Hyundai Motor Europe ostrzega: producenci nie są już w stanie brać na siebie kosztów nowych regulacji. Efekt? Ceny w salonach wystrzelą, a Ty dostaniesz systemy, których... i tak nie chcesz.
Mieliśmy jeździć taniej, czyściej i bezpieczniej, tymczasem branża motoryzacyjna w Europie właśnie zderzyła się ze ścianą. Każdy nowy system bezpieczeństwa i każda norma emisji spalin to dodatkowe euro doliczone do ostatecznego rachunku. Xavier Martinet, stojący na czele europejskiego oddziału Hyundaia ostrzega: era, w której producenci "dokładali do interesu", by utrzymać niskie ceny, właśnie się kończy. Teraz każdy koszt regulacyjny zostanie przerzucony bezpośrednio na kierowcę.
"Płacą za systemy, które wyłączają zaraz po wejściu do auta"
Martinet uderza bezpośrednio w unijne przepisy bezpieczeństwa, które weszły w życie w lipcu 2024 roku. Choć Bruksela forsuje "Wizję Zero", mającą wyeliminować ofiary wypadków, szef Hyundaia zauważa absurdalną lukę między teorią a praktyką. Systemy takie jak Inteligentny Asystent Prędkości czy monitorowanie uwagi kierowcy generują ciągłe powiadomienia, które zamiast pomagać – irytują.
Zdaniem Martineta, klienci wcale nie "uwielbiają" tych nowinek. Wręcz przeciwnie – wielu z nich dezaktywuje irytujące brzęczyki natychmiast po uruchomieniu silnika. Problem w tym, że za te niechciane funkcje i tak trzeba zapłacić w salonie. Martinet nazywa to ryzykiem dla Europy – regulacje kosztują fortunę, oferując kierowcy "bardzo niską lub wręcz negatywną wartość". To właśnie przez to z cenników niemal wyparował segment najtańszych, małych aut miejskich.
Europa na straconej pozycji? Energia bije w koszty produkcji
Kolejnym czynnikiem, na który wskazuje CEO Hyundai Motor Europe, jest drastyczna różnica w kosztach energii. Martinet zauważa, że europejskie fabryki i ich dostawcy są w znacznie gorszym położeniu niż firmy w Stanach Zjednoczonych. W przypadku samochodów elektrycznych, gdzie sama bateria generuje od 35% do 40% całkowitego kosztu auta, cena prądu staje się istotnym elementem końcowej ceny pojazdu.
Mimo tych trudności, szef Hyundaia widzi światełko w tunelu w postaci modelu Inster. Jak podkreśla, sukces tego auta w Niemczech – gdzie sprzedawało się świetnie mimo braku rządowych dopłat – udowadnia, że można zbudować atrakcyjnego, małego elektryka w konkurencyjnej cenie.
Martinet zapowiada też podwójną ofensywę na 2026 rok. Obok Instera, w salonach jesienią ma zadebiutować Ioniq 3, który powalczy o klientów szukających nieco większego, ale wciąż przystępnego auta w segmencie B.
Chińczycy hamują podwyżki cen aut
Co powstrzymuje producentów przed jeszcze większymi podwyżkami? Martinet przyznaje, że jest to wyjątkowo agresywna postawa chińskich marek. To właśnie konkurencja z Azji wywiera presję, która zmusza tradycyjnych graczy do walki o każdy grosz w procesie optymalizacji kosztów i materiałów.
Szef Hyundaia nie ukrywa, że na rynku panuje globalna nadwyżka mocy produkcyjnych, co nie wróży szybkiej poprawy sytuacji cenowej. Aby przetrwać tę wojnę, Hyundai zamierza balansować między obniżaniem kosztów a utrzymaniem wartości auta, stawiając m.in. na unikalny design. Jak twierdzi Martinet, w obecnych realiach nie chodzi już o walkę z siostrzaną Kią czy Volkswagenem, ale o znalezienie strategii, która pozwoli przeciwstawić się nowym graczom z Chin w gąszczu rygorystycznych europejskich przepisów.