Nowy rekordzista? 18-latek w BMW stracił prawo jazdy, zanim zdążył je odebrać
To mogła być historia o pierwszej samodzielnej wyprawie i radości z dorosłości. Zamiast tego, jest to opowieść o 4000 zł długu wobec państwa i powrocie na salę egzaminacyjną. 18-latek z powiatu staszowskiego (woj. świętokrzyskie) udowodnił, że wystarczy tylko 8 dni, by przekreślić miesiące nauki i wyrzucić pieniądze za kurs w błoto.
Wielu młodych kierowców traktuje zdobycie uprawnień jako upragnioną przepustkę do wolności, jednak ten nastolatek pomylił ją z pozwoleniem na drogowe piractwo. Choć w teorii mógł już samodzielnie przemierzać trasy, w praktyce jego przygoda za kółkiem zakończyła się szybciej, niż zdążył się nią nacieszyć. Służby mundurowe, które tej nocy patrolowały drogi w województwie świętokrzyskim, nie kryły zdumienia tak skrajną nieodpowiedzialnością świeżo upieczonego kierowcy, który zlekceważył fundamentalne zasady bezpieczeństwa.
Nocny rajd przez gminę Rytwiany
W nocy z 24 na 25 stycznia, tuż po godzinie 23:30, ciszę w gminie Rytwiany przerwał ryk silnika BMW. Młody, 18-letni kierowca pędził po lokalnych drogach z prędkością 103 km/h, co zostało uchwycone przez staszowską drogówkę. Jednak to był dopiero początek problemów świeżo upieczonego kierowcy – wyprzedzał inny pojazd bezpośrednio na przejściu dla pieszych, co jest obecnie jednym z największych "grzechów" drogowych.
Fot: policja.pl
28 punktów karnych w 2 minuty
Interwencja policji była błyskawiczna i bolesna dla portfela oraz kartoteki młodego mężczyzny. Za nadmierną prędkość kierowca otrzymał mandat w wysokości 1500 złotych oraz 13 punktów karnych, jednak to niebezpieczny manewr na pasach okazał się najbardziej kosztowny. Wyprzedzanie na przejściu dla pieszych dopisało do jego konta kolejne 2500 złotych kary i 15 punktów karnych.
Łączny bilans tego krótkiego rajdu to aż 4000 złotych kary do zapłacenia i 28 punktów karnych. Dla młodego kierowcy limit punktów jest jeszcze bardziej rygorystyczny niż dla weteranów szos, a jego przekroczenie oznacza natychmiastową utratę uprawnień.
Zanim 18-latek zdążył w ogóle odebrać plastikowy blankiet z urzędu, jego uprawnienia zostały zatrzymane elektronicznie. Teraz będzie musiał od nowa zapisać się na kurs i ponownie zmierzyć z egzaminatorem w WORD.
Pułapka pierwszego roku – dlaczego system jest tak surowy?
Polskie prawo przewiduje specjalny mechanizm ochronny dla tzw. młodych kierowców. Przez pierwsze 12 miesięcy od wydania prawa jazdy obowiązuje ich limit zaledwie 20 punktów karnych, podczas gdy doświadczeni kierowcy mogą "uzbierać" ich 24. W przypadku 18-latka z BMW limit ten został przekroczony niemal o połowę podczas jednej tylko kontroli. Co więcej, młodzi kierowcy nie mają możliwości zredukowania punktów poprzez udział w specjalnych szkoleniach w WORD – każda poważna wpadka skutkuje definitywnym cofnięciem uprawnień.
Eksperci od bezpieczeństwa ruchu drogowego podkreślają, że wyprzedzanie na pasach to jedno z najbardziej śmiercionośnych wykroczeń. Kierowca wyprzedzający zasłania widoczność innym i sam traci szansę na reakcję, gdyby na jezdni pojawił się pieszy. Połączenie tego manewru z prędkością 103 km/h w terenie zabudowanym (lub zbliżonym) sprawia, że szanse na przeżycie pieszego w starciu z maską BMW spadają niemal do zera.
Historia ze Staszowa to nie tylko "pech" 18-latka, ale przede wszystkim lekcja dla innych – prawo jazdy to przywilej, który wymaga dojrzałości, a system jest zaprojektowany tak, by eliminować z dróg osoby, które tej dojrzałości nie wykazują.