Po autostradzie nie gaś silnika od razu. Możesz zniszczyć turbinę za 10 tys. zł
Po szybkiej jeździe autostradą nie warto od razu wyłączać silnika. Turbosprężarka może być wtedy rozgrzana do setek stopni i nadal pracować z bardzo wysoką prędkością.
Nagłe odcięcie smarowania może przyspieszyć jej zużycie, a naprawa lub wymiana turbiny może kosztować nawet 10 tys. zł. Kluczowe znaczenie mają ostatnie kilometry przed zatrzymaniem oraz kilkadziesiąt sekund spokojnej pracy silnika.
Gaszenie silnika od razu po autostradzie może kosztować 10 tys. zł
Po szybkiej jeździe turbosprężarka nie przestaje pracować w momencie zjazdu z autostrady. W silniku Diesla jej temperatura może sięgać około 900 stopni Celsjusza, a wirnik może osiągać około 200 tys. obr./min. W jednostkach benzynowych temperatura może przekraczać 1000 stopni, a prędkość wirnika sięgać nawet 250 tys. obr./min.
Tak rozgrzany i rozpędzony element potrzebuje czasu na spokojne wyhamowanie i schłodzenie. Natychmiastowe wyłączenie silnika po intensywnej jeździe może być dla turbosprężarki niekorzystne.
Po zgaszeniu silnika pompa oleju przestaje pracować, a wraz z nią ustaje wymuszony obieg środka smarnego. Wirnik turbosprężarki może jednak jeszcze przez chwilę się obracać. Wysoka temperatura oleju pozostającego w kanałach może sprzyjać powstawaniu osadów i pogarszać warunki smarowania.
Przeczytaj: Czołgi na ulicach Warszawy. Wisłostrada i mosty zostaną zamknięte
W dłuższej perspektywie może to przyspieszać zużycie łożysk i innych elementów turbosprężarki. W skrajnym przypadku prowadzi do poważnej awarii. Koszt naprawy lub wymiany turbiny może sięgać kilku, a w niektórych samochodach nawet kilkunastu tysięcy złotych.
Jak chłodzić turbinę po jeździe autostradą?
Najlepszym sposobem na ograniczenie obciążenia turbosprężarki jest schłodzenie jej jeszcze podczas jazdy. Około 2 km przed planowanym zatrzymaniem warto zmniejszyć prędkość, obroty silnika i zrezygnować z gwałtownego przyspieszania.
Dzięki temu temperatura turbosprężarki stopniowo spada, a wirnik pracuje przy mniejszym obciążeniu. Zamiast przechodzić bezpośrednio z intensywnej jazdy do wyłączenia silnika, układ ma czas na spokojne schłodzenie.
W przypadku jazdy miejskiej sytuacja wygląda inaczej. Jeżeli samochód wcześniej poruszał się spokojnie lub stał w korkach i turbosprężarka nie była mocno obciążona, długie oczekiwanie przed wyłączeniem silnika zwykle nie jest potrzebne. Kilkanaście do kilkudziesięciu sekund pracy na biegu jałowym może w takich warunkach wystarczyć.
Kilkadziesiąt sekund może oszczędzić tysiące złotych
Nie chodzi więc o to, żeby po każdym zjeździe z autostrady przez kilka minut zostawiać samochód na biegu jałowym. Znacznie ważniejsze jest odpowiednie zaplanowanie ostatnich kilometrów podróży. Spokojniejsza jazda przed zatrzymaniem pozwala turbosprężarce stopniowo obniżyć temperaturę i prędkość obrotową.
To prosty nawyk, który nie wymaga dodatkowych wydatków ani specjalistycznej wiedzy. W samochodach z turbodoładowaniem może jednak mieć znaczenie dla trwałości kosztownego podzespołu.
Sprawdź: Polska jest o krok od zamknięcia sieci autostrad. Brakuje tylko 150 km
Warto pamiętać, że współczesne samochody mogą mieć rozwiązania konstrukcyjne pozwalające na automatyczne chłodzenie turbosprężarki po wyłączeniu silnika. Dlatego nie w każdym aucie konieczne jest pozostawianie jednostki na biegu jałowym. Najważniejsze jest unikanie gwałtownego przejścia od długiej, bardzo dynamicznej jazdy do natychmiastowego wyłączenia silnika.