Kodeks drogowych gestów, którego nikt nas nie uczył
Nikt ich nie wyjaśnia na kursie prawa jazdy, nie znajdziemy ich w kodeksie drogowym, a jednak każdy kierowca je zna i stosuje. Przyjrzyjmy się gestom i sygnałom, bez których trudno sobie wyobrazić codzienną jazdę na polskich drogach.
Od mowy ciała do drogowego savoir-vivre'u
Zanim nasi praprzodkowie zaczęli budować złożone zdania, porozumiewali się za pomocą gestykulacji oraz mowy ciała. Tak przynajmniej twierdził francuski filozof Étienne Bonnot de Condillac, który już w 1746 roku przekonywał, że ludzka mowa wyrosła z tzw. „języka akcji” – ruchów i min wyrażających potrzeby, które dopiero z czasem zaczęły łączyć się z dźwiękami. Dziś podobne stanowisko zajmują przedstawiciele tzw. teorii gestykulacyjnej, według których u wyższych naczelnych gesty są ewolucyjnie starsze niż dźwięki.
Choć z czasem język mówiony stał się podstawowym narzędziem komunikacji, język niewerbalny wcale nie stracił na znaczeniu. Wciąż posługujemy się gestami, przy czym wiele z nich ma charakter uniwersalny – są powszechnie zrozumiałe w danym kręgu kulturowym. Nawet jeśli dawno zapomnieliśmy, skąd się wzięły i co pierwotnie wyrażały, ich znaczenie deszyfrujemy w mgnieniu oka. Wyciągnięta dłoń na powitanie czy podniesione do góry ręce nie wymagają przecież tłumaczenia (tak przy okazji - oba te gesty niosą ze sobą przesłanie "nie zrobię Ci krzywdy, jestem nieuzbrojony").
Obok gestów o wymiarze uniwersalnym istnieją migi typowe dla zamkniętych subkultur. Grypsujący więźniowie posiadają własny bezgłośny język migowy – dyskretny dotyk twarzy czy układ palców ostrzega przed strażnikami lub sygnalizuje pozycję w więziennej hierarchii. Z zupełnie innych powodów – by przekrzyczeć zgiełk na giełdowym parkiecie – własny kod stworzyli maklerzy. Dłonie skierowane do wewnątrz oznaczają chęć kupna, odwrócone na zewnątrz – sprzedaż, a układ palców w pionie precyzuje liczbę akcji czy stawki.
Nie inaczej jest za kółkiem. My, kierowcy, również stworzyliśmy własną subkulturę z unikalnym alfabetem gestów. Chłoniemy go intuicyjnie z fotela pasażera, obserwując rodziców czy znajomych, a potem metodą prób i błędów wdrażamy w trasie.
Dopełnieniem gestów są sygnały świetlne oraz dźwiękowe, posiadające umowne znaczenie. Także i ta forma komunikacji jest stosowana od wieków - wystarczy w tym miejscu przypomnieć zwyczaj rozpalania ognisk na wzgórzach i wieżach strażniczych informujący o zbliżającym się wrogu (pamiętacie tę epicką scenę z "Władcy Pierścieni"? Na pewno pamiętacie!).
Dziś rolę ognisk przejęły światła długie i awaryjne, migacze i klaksony. To z ich pomocą przesyłamy innym kierowcom komunikaty, które - wspólnie z gestami - tworzą niepisany kodeks drogowy.
Drogowa etykieta, czyli proszę, przepraszam, uważaj
Na początek przyjrzyjmy się przekazom, które budują drogową kulturę jazdy i po prostu ułatwiają nam życie. Ta kategoria obejmuje komunikaty intencjonalne i pozbawione agresji. Są to gesty i sygnały o charakterze informacyjnym, zastępujące mowę wszędzie tam, gdzie dystans, ryk silnika czy przednia szyba uniemożliwiają tradycyjną rozmowę.
Uniesiona dłoń (lub palec z kierownicy) – klasyka savoivre-vivru w trasie. Otwarta dłoń uniesiona na wysokości lusterka to uniwersalne „dziękuję” lub „przepraszam”. Z kolei uniesienie palca wskazującego bez odrywania dłoni od kierownicy to braterskie pozdrowienie, popularne wśród tirowców, motocyklistów czy właścicieli tych samych modeli samochodów.
Błysk światłami awaryjnymi – wizualny odpowiednik słowa „dziękuję”. Stosowany najczęściej wtedy, gdy inny kierowca wykaże się uprzejmością – wpuści nas z podporządkowanej w gęstym korku lub zjedzie lekko na pobocze, by ułatwić wyprzedzanie.
Mrugnięcie światłami drogowymi (długimi) z naprzeciwka – wielofunkcyjny komunikat ostrzegawczy. Tradycyjnie oznacza ostrzeżenie przed patrolem policji (i naraża nas na mandat, bo jest nielegalny), ale równie często informuje o wypadku, plamie oleju, zwierzynie na jezdni lub wyłączonych światłach w naszym aucie.
Mrugnięcie „długimi” z tyłu lub na skrzyżowaniu – komunikat ustąpienia pierwszeństwa („jedź pierwszy”), używany przy zwężeniach czy wyjazdach z podporządkowanej. Uwaga: ten sam sygnał w ruchu autostradowym bywa też agresywnym „zjedź mi z drogi”.
Kierunkowskazy ciężarówek (kod zawodowców) – sygnał typowy dla kierowców dużych gabarytów. Włączony na chwilę prawy kierunkowskaz oznacza: „droga wolna, możesz bezpiecznie wyprzedzać”. Z kolei lewy kierunkowskaz to wyraźny zakaz: „nie wyprzedzaj, z naprzeciwka coś jedzie”.
Gest puszczania „fajerwerków” (otwieranie i zamykanie dłoni) – bezsłowny komunikat skierowany do mijanego pojazdu oznaczający: „włącz światła”. Alternatywnie kierowcy wskazują palcem bezpośrednio na swój reflektor.
Młynek dłonią w powietrzu – charakterystyczny gest kręcenia dłonią (częsty u kierowców zawodowych), sygnalizujący usterkę techniczną w mijanym lub wyprzedzanym pojeździe: niedomknięte drzwi, luźną plandekę, otwartą klapę czy uciekające powietrze z koła.
Wskazanie palcem na koło – jeden z najbardziej praktycznych gestów awaryjnych. Informuje o kapciu, odkręconych śrubach lub dymiących hamulcach.
Płaski ruch dłonią w dół – uniwersalny, międzynarodowy sygnał: „noga z gazu, uważaj, przed tobą niebezpieczeństwo".
Postaw na bezstresową jazdę nowym autem! Poznaj ofertę Superauto.pl
Wskaźniki emocji - od zniecierpliwienia do skrajnej furii
Niestety, podczas jazdy równie często używamy gestów, które teoria komunikacji klasyfikuje jako wskaźniki emocji. Są to spontaniczne reakcje wyrażające nasz stan psychiczny. Z reguły manifestują gniew, zniecierpliwienie, frustrację, a niekiedy czystą wściekłość. Co ciekawe, ta szosowa ekspresja ma swoją wyraźną drabinę eskalacyjną.
Zniecierpliwienie - teatralnie rozłożone na boki dłonie i lekko przechylona do przodu sylwetka – niczym u atakującego byka - to wizualna oznaka złości i poddenerwowania. Ten gest zawiera czytelny komunikat "co ty wyczyniasz? zwariowałeś? zachowujesz się jak idiota".
Irytacja - najczęściej wyrażana przez pukanie się w czoło. Z kolei ten komunikat ma uświadomić innemu kierowcy, że jego zachowanie jest lekkomyślne i zwyczajnie głupie.
Frustracja - jej niewerbalnym odpowiednikiem jest długie, natarczywe trąbienie. Służy do ponaglania innych kierowców, bywa też swoistą „karą” za błąd na drodze. Przypomnijmy w tym miejscu, że za nadużywanie sygnału dźwiękowego grozi mandat, zazwyczaj w wysokości 100 zł. Jednak nawet ta wiedza nie powstrzymuje niektórych kierowców przed wyrażeniem swojego oburzenia.
Zniewaga - środkowy palec wysunięty ku górze to wskaźnik emocji zredukowany do czystej obelgi. Jak głosi anegdota, ten wulgarny gest był znany już w starożytności, a jego "pomysłodawcą" był podobno filozof Diogenes, który w ten sposób wyraził swoją opinię o oratorze Demostenesie. Jak widać, krewcy kierowcy nieświadomie czerpią z odległej antycznej tradycji.
Skrajna furia - jej wyrazem są agresywne manewry autem. Jazda na zderzaku (warto pamiętać, że niezachowanie bezpiecznej odległości na trasach szybkiego ruchu jest w Polsce nielegalne!), gwałtowne hamowanie tuż przed maską innego pojazdu czy nagłe skręty bez kierunkowskazów nie są już komunikacją. To czysta, drogowa furia, w której samochód staje się narzędziem przemocy.
Ten sam gest może mieć różne znaczenie, czyli o roli kontekstu
Język gestów i sygnałów - podobnie zresztą jak język mówiony - nieustannie zmienia się i ewoluuje. Ma swoje archaizmy, wyrazy wieloznaczne i regionalizmy.
Do gestów, które bezpowrotnie odeszły do lamusa, należy np. kultowa „kaczuszka” – gest układania dłoni na kształt dzioba i jej rytmicznego otwierania, który w czasach PRL-u informował innego kierowcę "nie włączyłeś świateł" lub "masz kłopoty z oświetleniem".
Innym niewerbalnym komunikatem były trzy uniesione palce (kciuk, wskazujący i środkowy), stanowiące odpowiednik "przepraszam". Ciekawostką może być fakt, że ten gest - który współczesnym kierowcom kojarzy się wyłącznie z zamawianiem piwa w pubie - był oficjalnie nauczany na kursach prawa jazdy, a nawet pojawiał się na plakatach opatrzonych radosnym hasłem: „Bądź życzliwy na drodze”.
Tak jak w mowie potocznej występują lokalne gwary, tak w niepisanym kodeksie drogowym funkcjonują też „regionalizmy” – gesty, które po przekroczeniu granicy całkowicie zmieniają swoje znaczenie. To, co na naszych drogach jest szczytem kultury, za granicą może wywołać konsternację. Polskie „dziękuję” w postaci mrugnięcia światłami awaryjnymi w wielu krajach Europy Zachodniej (np. w Wielkiej Brytanii czy Niemczech) bywa odbierane jako sygnał rzeczywistej awarii i zagrożenia na drodze.
Podobnie sprawa wygląda z klaksonem. W Polsce długi sygnał dźwiękowy to niemal deklaracja wojny i objaw skrajnego zniecierpliwienia. W Hiszpanii ludzie trąbią, gdy rozpoznają na drodze przyjaciół lub członków rodziny. W krajach takich jak Włochy, Hiszpania, Portugalia czy Rumunia trąbienie to głośny wyraz solidarności i radości, towarzyszący sukcesom sportowym czy demonstracjom.
W drogowym języku pojawiają się również „wyrazy wieloznaczne”, których znaczenie zależy od konkretnych okoliczności. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, mrugnięcie „długimi” z tyłu może oznaczać ponaglenie lub uprzejme ustąpienie pierwszeństwa. Wszystko zależy od tego, czy używamy tego sygnału na autostradzie czy osiedlowej uliczce.
Pukanie się w głowę w świecie czterech kółek stanowi wyraz irytacji, jednak w świecie motocyklistów jest ostrzeżeniem przed stojącym kawałek dalej patrolem policji. Z kolei wyciągnięcie prawej lub lewej nogi w bok podczas wyprzedzania nie jest wcale próbą kopnięcia naszego lusterka. To po prostu motocyklowy odpowiednik mrugnięcia światłami awaryjnymi, czyli eleganckie: „dzięki za zrobienie miejsca”.
Tak więc różnica między szosowym savoir-vivre’em a drogowym chuligaństwem nie tkwi wyłącznie w samych gestach i sygnałach. Równie istotny jest kontekst sytuacyjny - bez odniesienia danego komunikatu do realnych okoliczności na drodze łatwo pomylić szosową uprzejmość ze zwykłą złośliwością.
Na koniec mały test sprawdzający - czy wiecie, jaki sygnał wysyła kierowca na tytułowym zdjęciu i co mogło sprowokować go do takiej reakcji?