Drogie paliwo ograniczy jazdę samochodem? Ekspert wskazuje na pracę zdalną
Wysokie ceny paliw mogą oznaczać nie tylko kolejne dopłaty i obniżki podatków. Ekonomista prof. Jacek Tomkiewicz wskazuje, że państwo może być zmuszone także do ograniczania zużycia benzyny i oleju napędowego.
Jednym z rozwiązań ma być częstsza praca zdalna, ograniczenie podróży samochodem, a nawet krótszy tydzień pracy.
Budżet ma coraz mniej miejsca na kolejne wydatki
Rząd pracuje nad podatkiem od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Uzyskane w ten sposób środki mają pomóc finansować działania ograniczające skutki wysokich cen paliw. Ministerstwo Finansów szacuje, że nowa danina może przynieść w tym roku blisko 4 mld zł.
Dla kierowców oznacza to możliwość utrzymania niższych cen tankowania, ale dla budżetu państwa jest to jednocześnie kolejny element kosztownej interwencji. Sejm przyjął ustawę, a projekt trafił do Senatu.
To już drugie podejście do tego rozwiązania. Poprzednią wersję prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Obecny projekt ma więc znaczenie nie tylko fiskalne, ale również prawne.
Prof. Jacek Tomkiewicz zwraca uwagę, że możliwości finansowania kolejnych programów są coraz bardziej ograniczone. Problemem jest nie tylko skala wydatków, lecz także niepewność przyszłych wpływów podatkowych.
Przeczytaj: Ceny paliw jeszcze wzrosną? EBC wskazuje, kiedy marże rafinerii osiągną szczyt
Rada Fiskalna oszacowała, że w przyszłym roku ryzyko legislacyjne może przekroczyć 15 mld zł. Tegoroczne weta prezydenta i wnioski do Trybunału Konstytucyjnego mogą natomiast oznaczać od 7 do ponad 8 mld zł potencjalnie utraconych dochodów.
Podatek od zysków koncernów może pomóc sfinansować interwencję, ale nie rozwiązuje problemu wysokich cen paliw. Jeśli utrzymają się one przez dłuższy czas, państwo będzie musiało finansować wsparcie przez kolejne miesiące, a przestrzeń budżetowa będzie się kurczyć.
Prezydencki projekt też może kosztować budżet
Własny pomysł na ograniczenie cen paliw przedstawił również prezydent Karol Nawrocki. Program Paliwo Kosztuje Normalnie zakłada czasowe zwolnienie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej oraz ograniczenie marż koncernów paliwowych.
Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie może wydawać się neutralne dla finansów państwa. Prof. Tomkiewicz zwraca jednak uwagę, że niższe marże mogą oznaczać niższe zyski przedsiębiorstw, a tym samym mniejsze wpływy z podatku CIT.
W efekcie koszt takiego rozwiązania może pojawić się w budżecie w innej formie. Państwo może uzyskać mniej z podatku dochodowego od firm, nawet jeśli kierowcy przez pewien czas zapłacą mniej za paliwo.
Ekonomista wskazuje również na ryzyko związane z administracyjnym ograniczaniem marż. Jeżeli państwo ustali cenę sprzedaży poniżej poziomu zapewniającego opłacalność, przedsiębiorstwa mogą ograniczać podaż.
Skutki takiej ingerencji w rynek są trudne do przewidzenia, a jej wpływ na finanse publiczne nie musi być neutralny.
Zamiast dopłat można ograniczyć zużycie paliwa
Prof. Tomkiewicz proponuje inne podejście do problemu wysokich cen. Jego zdaniem, jeżeli dostępność danego dobra jest ograniczona, naturalną reakcją powinno być zmniejszenie jego zużycia, a nie utrzymywanie popytu za pomocą dopłat, obniżonych podatków czy sztucznego zaniżania cen.
Ekonomista zwraca uwagę, że w Polsce wciąż niewiele mówi się o sposobach ograniczania wykorzystania paliw. Jednym z rozwiązań może być częstsza praca z domu.
Wśród możliwych działań wymienia również:
- ograniczenie podróży samochodowych,
- częstszą pracę zdalną,
- skrócenie tygodnia pracy,
- ograniczenie liczby dojazdów związanych z nauką i pracą.
Przykładem są Filipiny, gdzie po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie w marcu wprowadzono czterodniowy tydzień pracy w sektorze publicznym, jednocześnie zachęcając firmy prywatne do podobnych działań.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna informowała natomiast o rekomendacjach dotyczących między innymi pracy zdalnej, ograniczenia podróży samochodem oraz krótszego tygodnia pracy w szkołach w państwach Azji Południowo-Wschodniej.
Program CPN kosztował już miliardy złotych
W 2026 r. rząd dwukrotnie interweniował na rynku paliwowym, między innymi poprzez zmiany stawek VAT i akcyzy oraz działania mające ograniczyć ceny na stacjach. Pierwsza odsłona programu CPN obowiązywała do końca czerwca.
W jej ramach stosowano obniżoną stawkę VAT na benzynę i olej napędowy oraz maksymalne ceny tych paliw na stacjach. Drugą odsłonę programu wprowadzono na dwa ostatnie tygodnie wakacji.
Na początku września Ministerstwo Finansów poinformowało, że całkowity koszt programu wyniósł około 5,2 mld zł. Sama wakacyjna odsłona, obowiązująca od 17 do 31 sierpnia, kosztowała 495 mln zł.
Sprawdź: Koniec dominacji diesla w Polsce? URE przewiduje zmianę na rynku paliw
Dotychczasowe interwencje pokazują, że utrzymywanie niższych cen paliw może szybko obciążać finanse publiczne. Podatek od nadmiarowych zysków koncernów zapewni dodatkowe środki, ale nie zmieni faktu, że długotrwałe dopłaty będą coraz trudniejsze do sfinansowania.
Jeśli ceny paliw pozostaną wysokie, ograniczanie ich zużycia może stać się równie ważne jak obniżanie cen na stacjach. Praca zdalna, mniej podróży samochodem i krótszy tydzień pracy mogą być wtedy rozważane nie tylko jako rozwiązania kryzysowe, ale także jako element szerszej polityki energetycznej.