Elektryki mają przewagę nad benzyniakami. Ale nie w każdym przypadku
Samochód elektryczny może mieć większy ślad węglowy w momencie zakupu niż porównywalne auto benzynowe. Ostateczna przewaga elektryka zależy jednak od całego cyklu życia samochodu – przede wszystkim produkcji akumulatora, źródła energii wykorzystywanej do ładowania oraz późniejszego recyklingu.
Z analizy różnych scenariuszy wynika, że elektryki emitują średnio o 41 proc. mniej CO2 niż samochody benzynowe, ale w skrajnych przypadkach mogą wypaść nawet o 21 proc. gorzej.
Elektryk nie jest bezemisyjny
Samochód elektryczny nie zaczyna swojej historii emisyjnej dopiero w momencie wyjazdu z salonu. Deklarowane 0 g CO2 na kilometr odnosi się do jazdy, podczas której auto nie emituje spalin. Nie uwzględnia natomiast emisji związanych z produkcją samochodu, wytwarzaniem energii potrzebnej do jego ładowania czy późniejszym przetwarzaniem zużytego pojazdu.
Dlatego o rzeczywistym wpływie elektryka na klimat trzeba mówić w znacznie szerszym ujęciu niż tylko przez pryzmat emisji podczas jazdy.
Największy problem to produkcja baterii
Jednym z najważniejszych źródeł emisji jest produkcja akumulatora trakcyjnego. Proces ten wymaga dużych ilości energii i surowców. Dodatkowy ślad węglowy powstaje podczas wydobycia oraz przetwarzania materiałów takich jak lit, nikiel i grafit.
W efekcie elektryk może rozpoczynać swoją eksploatację z większym początkowym obciążeniem klimatycznym niż podobny samochód benzynowy. Z czasem może jednak odrobić tę różnicę. To, jak szybko to nastąpi, zależy w dużej mierze od energii wykorzystywanej do ładowania.
Przeczytaj: Polskie auto elektryczne dostaje 4,5 mld zł. Produkcja ma ruszyć w 2029 roku
Prąd ma kluczowe znaczenie
Ładowanie samochodu energią ze źródeł odnawialnych znacząco ogranicza emisję przypadającą na każdy przejechany kilometr. W przypadku prądu pochodzącego z wysokoemisyjnego miksu energetycznego przewaga elektryka może być natomiast znacznie mniejsza.
Znaczenie mają również inne czynniki: wielkość samochodu i akumulatora, miejsce produkcji, całkowity przebieg, żywotność pojazdu oraz sposób recyklingu baterii. Dlatego dwa samochody elektryczne mogą mieć zupełnie inny bilans emisji, nawet jeśli podczas jazdy oba formalnie nie emitują CO2.
Średnio 41 proc. mniej CO2
Analiza różnych scenariuszy pokazuje, że samochody elektryczne emitują średnio o 41 proc. mniej CO2 niż auta benzynowe. W około 92 proc. analizowanych przypadków elektryki wypadały korzystniej.
Rozpiętość wyników jest jednak bardzo duża. W najlepszym scenariuszu emisje były niższe nawet o 89 proc., natomiast w skrajnym przypadku samochód elektryczny wypadał o 21 proc. gorzej od porównywalnego auta benzynowego.
To pokazuje, dlaczego sama wartość emisji podawana dla samochodu podczas jazdy nie wystarcza do oceny jego wpływu na klimat.
Nie każdy elektryk ma taki sam ślad
Mały samochód z niewielkim akumulatorem, wyprodukowany przy wykorzystaniu niskoemisyjnej energii i ładowany z odnawialnych źródeł, może stosunkowo szybko zrekompensować emisje powstałe podczas produkcji.
Znacznie gorzej może wyglądać sytuacja w przypadku dużego samochodu z ciężką baterią, którego akumulator został wyprodukowany przy użyciu wysokoemisyjnej energii, a samo auto jest później ładowane z prądu pochodzącego z paliw kopalnych.
Sprawdź: Elektryk w Polsce wciąż przegrywa ze spalinowym. Nowy raport pokazuje dlaczego
W przyszłości coraz większe znaczenie będą miały więc informacje o pochodzeniu surowców, emisyjności fabryk, źródle energii oraz sposobie zagospodarowania zużytych akumulatorów. To właśnie te elementy w dużej mierze zdecydują o rzeczywistej korzyści klimatycznej z elektryfikacji.
Elektryki nadal najczęściej wypadają pod względem emisji CO2 lepiej od samochodów benzynowych, ale ich przewaga nie jest automatyczna. O tym, jak duża będzie, decyduje cały cykl życia samochodu – od wydobycia surowców i produkcji baterii aż po źródło energii i recykling.