Europejskie fabryki czeka trudny czas? Szef Renault kreśli czarny scenariusz po 2030 roku
Europejska motoryzacja może stanąć przed poważnym kryzysem. François Provost, dyrektor generalny Renault, ostrzega, że krótko po 2030 roku produkcja samochodów na Starym Kontynencie może spaść do połowy historycznej średniej.
Problem nie dotyczy wyłącznie fabryk. Zagrożone byłyby również miejsca pracy, dostawcy części i całe zaplecze przemysłu motoryzacyjnego. Provost wskazuje przy tym nieoczywisty sposób na utrzymanie produkcji w Europie: samochody chińskich marek powinny powstawać także w europejskich zakładach.
Szef Renault ostrzega przed spadkiem produkcji samochodów w Europie
François Provost kreśli niepokojący scenariusz dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Jego zdaniem krótko po 2030 roku liczba samochodów produkowanych w Europie może spaść do poziomu odpowiadającego zaledwie połowie historycznej średniej.
Skutki takiego spadku byłyby odczuwalne w całym łańcuchu dostaw. Mniejsza liczba zamówień oznaczałaby problemy nie tylko dla producentów samochodów, ale również dla firm dostarczających podzespoły, materiałów i usługi dla fabryk. W grę wchodzi więc także ograniczenie zatrudnienia oraz osłabienie pozycji europejskiego przemysłu na globalnym rynku.
Sprawdź: Rekord na rynku aut w Polsce, ale elektryki zaliczają bolesny spadek. Tak źle nie było od miesięcy
Skala problemu jest widoczna już teraz. Według danych ACEA w 2025 roku fabryki w Unii Europejskiej wyprodukowały około 3 mln pojazdów mniej niż w 2019 roku. Jednocześnie europejscy producenci muszą mierzyć się z konkurencją chińskich marek, które dysponują przewagą kosztową.
Provost szacuje, że różnica w kosztach produkcji między chińskimi a europejskimi producentami może sięgać 30–40 proc. To duża bariera dla koncernów działających w Europie, które muszą ponosić wyższe koszty pracy i produkcji, a jednocześnie utrzymywać konkurencyjne ceny samochodów.
Renault widzi rozwiązanie w produkcji chińskich aut w Europie
Szef Renault nie ogranicza się do wskazywania zagrożeń. Jednym z proponowanych przez niego rozwiązań jest przeniesienie części produkcji chińskich marek do europejskich fabryk. Samochody przeznaczone dla klientów z Europy powstawałyby na miejscu, a wraz z nimi mogłaby być rozwijana lokalna produkcja części i podzespołów.
Taki model mógłby przynieść korzyści obu stronom. Chińskie firmy zyskałyby dostęp do lokalnych mocy produkcyjnych, a europejskie zakłady mogłyby utrzymać zatrudnienie i wykorzystanie istniejącej infrastruktury. Więcej pracy trafiłoby również do dostawców współpracujących z fabrykami.
Nie oznacza to jednak, że samo przeniesienie montażu wystarczy, by całkowicie zniwelować różnice kosztowe. Znaczenie miałby także udział lokalnych dostawców, zakres produkcji komponentów oraz warunki współpracy między europejskimi i chińskimi firmami.
Stellantis i Leapmotor już rozwijają produkcję w Hiszpanii
Przykład współpracy europejskiego koncernu z chińskim producentem już istnieje. Stellantis i Leapmotor rozwijają produkcję samochodów w hiszpańskiej Saragossie. W tamtejszym zakładzie ma powstawać elektryczny SUV Leapmotor B10, a plany obejmują również kolejny model – kompaktowego B05.
To przykład kierunku, który może zyskać na znaczeniu w kolejnych latach. Zamiast sprowadzać do Europy wszystkie gotowe samochody z Chin, producenci mogliby w większym stopniu wykorzystywać lokalne zakłady i sieć dostawców.
Europejskie fabryki potrzebują nowych zamówień
Zdaniem Provosta przyszłość europejskiej motoryzacji zależy między innymi od tego, czy uda się utrzymać odpowiednią skalę produkcji na Starym Kontynencie. Jeśli fabryki będą stopniowo tracić zamówienia, konsekwencje mogą wykraczać daleko poza samą branżę samochodową.
Przeczytaj: Nowy SUV w cenie miejskich aut. BAIC 3 kosztuje mniej niż 70 tysięcy
Współpraca z chińskimi producentami może być jednym ze sposobów na wykorzystanie wolnych mocy produkcyjnych i utrzymanie miejsc pracy. Jednocześnie oznaczałaby dalsze zacieśnianie powiązań między europejską i chińską motoryzacją. Ostrzeżenie szefa Renault pokazuje, że stawką nie jest już tylko walka o sprzedaż samochodów, ale także przyszłość produkcji i przemysłowego zaplecza Europy.