Oszuści polują na sprzedających auta. „Metoda na palec” może kosztować połowę ceny
Sprzedaż samochodu może zamienić się w kosztowną pułapkę, zanim kupujący w ogóle złoży ofertę. Kilka osób, odrobina oleju i umiejętne odwrócenie uwagi mogą wystarczyć, by upozorować poważną awarię silnika.
Celem jest wywołanie presji i skłonienie właściciela do obniżenia ceny nawet o połowę.
Tak działa „metoda na palec” przy sprzedaży samochodu
Oględziny auta mogą wyglądać zupełnie normalnie, ale w tym przypadku są starannie zaplanowanym przedstawieniem. Oszuści wyszukują prywatne ogłoszenia i mogą wybierać osoby, które nie mają dużej wiedzy mechanicznej. Już podczas rozmowy telefonicznej próbują zdobyć zaufanie, np. proponując atrakcyjną cenę.
Na spotkanie może przyjechać kilka osób. To nieprzypadkowe — większa liczba uczestników ułatwia rozproszenie uwagi sprzedającego i zwiększa presję. Jedna osoba zajmuje właściciela rozmową, podczas gdy druga może w tym czasie ingerować w samochód.
Jednym ze sposobów jest odkręcenie korka zbiornika wyrównawczego płynu chłodniczego i wlanie do niego niewielkiej ilości oleju silnikowego. Sprzedający może tego nawet nie zauważyć. W innym wariancie oszust nie musi ingerować w samochód. Wystarczy upozorowanie wyjęcia palca zabrudzonego olejem z układu chłodzenia.
Sprawdź: Tysiące aut trafią na rynek. Używane samochody w Polsce mogą wyraźnie potanieć
Do takiej sztuczki może posłużyć gumowa nasadka nakładana na opuszkę palca i pokryta olejem. Dzięki niej oszust może stworzyć wrażenie, że olej rzeczywiście znajduje się w układzie chłodzenia.
Olej w płynie chłodniczym może wyglądać jak poważna awaria
Problem polega na tym, że przedstawiony scenariusz brzmi wiarygodnie. Olej w układzie chłodzenia może być objawem poważnej usterki, np. problemu z uszczelką pod głowicą. Dla osoby, która nie zna dokładnie stanu technicznego swojego samochodu, takie „odkrycie” może wyglądać bardzo przekonująco.
Właśnie wtedy rozpoczyna się druga część oszustwa. Pojawiają się zarzuty dotyczące stanu auta, a kupujący przekonuje właściciela, że samochód wymaga kosztownej naprawy. Presja ma doprowadzić do gwałtownego obniżenia ceny.
Nie obniżaj ceny auta pod presją
Największym zagrożeniem jest konieczność podjęcia decyzji natychmiast, bez możliwości spokojnego sprawdzenia samochodu. Jeśli podczas oględzin ktoś nagle „znajdzie” poważną usterkę, nie trzeba kontynuować negocjacji ani zgadzać się na dużą obniżkę ceny.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem jest przerwanie oględzin i zlecenie niezależnej diagnostyki. Jeżeli problem rzeczywiście istnieje, mechanik powinien być w stanie go potwierdzić. Sam widok oleju w płynie chłodniczym nie jest powodem, żeby od razu oddawać samochód za ułamek jego wartości.
Zobacz: Najnowszy raport ADAC. Problemy z akumulatorami dominują na drogach
Podczas oględzin warto pilnować samochodu
Ten schemat pokazuje, że przy sprzedaży auta trzeba zwracać uwagę nie tylko na dokumenty i pieniądze. Warto również kontrolować to, co potencjalny kupujący robi przy samochodzie. Szczególnie podejrzana może być sytuacja, w której kilka osób jednocześnie ogląda auto, jedna z nich odciąga sprzedającego od samochodu, a chwilę później pojawia się nagle „poważna awaria”.
W przypadku podejrzenia oszustwa najlepiej zakończyć spotkanie i nie podejmować decyzji pod wpływem emocji. Niezależna diagnoza kosztuje znacznie mniej niż pochopna sprzedaż sprawnego samochodu za połowę jego wartości.